Archiwa Berzina

Buddyjskie archiwa dr. Alexandra Berzina

Wyświetl w trybie przyjaznym dla niewidomych. Skocz do nawigacji

Strona główna > Podstawy buddyzmu tybetańskiego > Poziom 3. Materiał Lodziong (Trening umysłu) > Praca z emocjami: jak radzić sobie z gniewem

Praca z emocjami: jak radzić sobie z gniewem

Alexander Berzin
Penang, Malezja, lipiec 1987 r.
wykład dla chińskiej widowni
przekład na język polski: Zbigniew Becker

Problemy w życiu

Tematem omawianym dziś wieczór jest “Praca z emocjami: jak radzić sobie ze gniewem”. Sądzę, że powodem dla omawiania tego zagadnienia jest fakt, że niemal każdy z nas czuje, że mamy w życiu jakieś problemy. Chcemy być szczęśliwi. Nie pragniemy żadnych problemów, ale musimy bez przerwy stawiać czoła różnym kłopotom. Czasami doświadczamy przygnębienia, napotykamy trudności i odczuwamy frustrację w pracy, w związku ze swoją pozycją społeczną, warunkami życia czy sytuacją rodzinną. Mamy problemy nie dostając tego, czego chcemy. Chcemy osiągać powodzenie. Chcemy, by w rodzinie i w interesach wiodło się nam wyłącznie dobrze, ale nie zawsze się tak dzieje. Kiedy doświadczamy problemów, to stajemy się nieszczęśliwi. Czasem przydarzają się nam rzeczy, których nie chcemy, takie jak choroba czy znaczna utrata sił z wiekiem, albo utrata słuchu czy wzroku. Niezaprzeczalnie nikt nie pragnie niczego takiego.

Mamy problemy w pracy. Czasami idzie źle i biznes kuleje lub upada. To oczywiście jest czymś, czego nie chcemy, ale co się mimo to przydarza. Czasami doznajemy krzywdy, ranimy się, mamy wypadek, rozchorowujemy się. Wszystkie te rzeczy stale powtarzają się jako stające przed nami problemy.

Ponadto stajemy też przed wieloma problemami emocjonalnymi i psychologicznymi. To mogą być rzeczy, których nie chcemy omawiać czy ujawniać innym. Ale wewnętrznie stwierdzamy, że są określone rzeczy, które nam przeszkadzają w postaci oczekiwań wobec swoich dzieci, obaw i lęków, sprawiających nam wiele trudności. Stanowią one coś, co nazywamy “powtarzającymi się sytuacjami czy problemami, poza kontrolą” (sanskr. samsara).

Powtarzające się poza kontrolą problemy są samsarą

Mam doświadczenie i przygotowanie do bycia tłumaczem, i jako tłumacz jeździłem do wielu różnych krajów na świecie, tłumacząc a także wykładając na temat buddyzmu. Odkryłem przy tym, że jest wiele nieporozumień związanych z buddyzmem. Te nieporozumienia wydają się pochodzić w dużej mierze z doboru słów przy przekładaniu oryginalnych określeń i pojęć. Wiele z tych słów zostało dobrane w ubiegłym wieku przez wiktoriańskich misjonarzy i niesie ze sobą bardzo silne konotacje, których nie posiadały oryginalne słowa w językach azjatyckich. Mówiliśmy dla przykładu o problemach. Jest to coś zazwyczaj tłumaczone jako “cierpienie”. Kiedy mówimy o cierpieniu, to wiele osób odnosi wrażenie, że buddyzm jest bardzo pesymistyczną religią, ponieważ twierdzi, że życie każdego człowieka jest pełne cierpienia. Wydaje się mówić, że nie mamy prawa do bycia szczęśliwymi. Kiedy rozmawiamy z kimś, kto ma wygodne życie, jest zamożny i bogaty, i mówimy tej osobie: „Twoje życie jest pełnie cierpienia”, wtedy ten ktoś przyjmuje postawę bardzo obronną. Może zacząć się z nami spierać: „O co ci chodzi? Mam sprzęt wideo, dobry samochód i piękną rodzinę. Ja nie cierpię”.

Reakcja tej osoby jest uzasadniona z powodu słowa cierpienie, które jest bardzo ciężkim słowem. Jeśli tę samą koncepcję buddyjską zamiast tego przetłumaczymy jako “problemy”, i powiemy komuś: “Bez względu na to kim jesteśmy, jak zamożni jesteśmy, ile mamy dzieci, każdy ma określone problemy w życiu”, jest to wtedy coś, co każdy jest gotów uznać. Dlatego też będę omawiał te buddyjskie nauki, pochodzące z tradycji tybetańskiej, używając określeń nieco odmiennych od tych, jakich używa się normalnie.

Powtarzające się w niekontrolowany sposób problemy to samsara. To są te sytuacje, nad którymi nie panujemy, a one stale powracają – jak na przykład bycie zawsze sfrustrowanym, czy stale przeżywanie obaw i lęków. Jakie są zatem ich „prawdziwe przyczyny”? Budda mówił, że nie tylko istnieją „prawdziwe problemy”, których doświadczamy, lecz również że mają one rzeczywiste przyczyny i można je usunąć. Sposobem zatrzymania ich, sposobem osiągnięcia „prawdziwego ustania”, jest podążanie „prawdziwą ścieżką”, co oznacza rozwinięcie „umysłu prawdziwej ścieżki”, sposobu rozumienia usuwającego te przyczyny. Kiedy pozbywamy się przyczyn, to pozbywamy się problemu.

Korzeń problemów: czepianie się trwałej tożsamości

Prawdziwą przyczyną tych powtarzających się w niekontrolowany sposób problemów stających przed nami w życiu jest to, że nie znamy rzeczywistości. Nie jesteśmy świadomi tego, kim naprawdę jesteśmy, kim są inni ludzie, jakie jest znaczenie życia, co się naprawdę wydarza na świecie. Używam określenia “nieuświadomienie” zamiast niewiedzy. Niewiedza brzmi tak, jakby ktoś nam mówił, że jesteśmy głupi i czegoś nie rozumiemy. Zamiast tego jesteśmy po prostu czegoś nieświadomi, a ponieważ jesteśmy tego nieświadomi, to na poziomie psychologicznym doświadczamy tego jako braku poczucia bezpieczeństwa. Z powodu tego braku poczucia bezpieczeństwa mamy skłonność do czepiania się jakiejś solidnej tożsamości, jakiegoś rodzaju „mnie”: „Nie wiem kim jestem, ani jak istnieję, więc chwycę się czegoś, co jest albo prawdziwe, albo jedynie jakąś fantazją na mój temat i powiem, że to jestem ja, że tym jestem naprawdę”.

Możemy na przykład uchwycić się tożsamości bycia ojcem: „Oto kim jestem, jestem ojcem, muszę być poważany w rodzinie. Moje dzieci muszą wykazywać określoną postawę szacunku i posłuszeństwa wobec mnie”. Jeśli jednak cała nasza orientacja w życiu opiera się na byciu ojcem, to oczywiście może nas to wpędzić w określone trudności. Jest tak, gdyż jeśli dzieci tego nie uznają, stanowi to dla nas problem. Kiedy jesteśmy w biurze, ludzie nie widzą w nas “ojca” ani kogoś zasługującego na tego rodzaju szacunek. To znowu może bardzo nam przeszkadzać i drażnić. Co się dzieje, jeśli jesteśmy władcą w swojej rodzinie, a kiedy idziemy do biura, to inni w biurze patrzą na nas z góry, traktują jako niższych od siebie i to my im musimy okazywać szacunek? Jeśli zbyt kurczowo chwytamy się tej tożsamości bycia ojcem i wzbudzania szacunku, to w biurze możemy być bardzo nieszczęśliwi, kiedy inni ludzie nie traktują nas w ten sposób.

Możemy też utożsamiać się z tym, że jesteśmy kimś mającym powodzenie w interesach: “Jestem biznesmenem, któremu dobrze idzie. Taki właśnie jestem – taki właśnie muszę być”. Jeśli jednak nasz interes upadnie, bądź stanie się bardzo kiepski, to jesteśmy zupełnie zdruzgotani. Niektórzy ludzie, kiedy upada ich interes, nawet popełniają samobójstwo albo robią różne inne straszne rzeczy, ponieważ nie są w stanie uznać, że ich życie mogłoby się toczyć dalej bez tej silnej tożsamości, której się uczepili.

Możemy też oprzeć swoją tożsamość na byciu jurnym: “Oto kim jestem; jestem jurnym, przystojnym, pociągającym mężczyzną”. Lecz kiedy zaczniemy się starzeć bądź tracić swoją jurność, może nas to wpędzić w obłęd. Niektórych ludzi, gdyby z tym siebie utożsamiali, rozbiłoby to zupełnie. Nie chcą oni dostrzegać zmian w życiu, a ta tożsamość nie jest trwała.

Możemy też czuć, że jesteśmy kimś trzymającym się tradycji, a więc wszystko powinno dziać się na sposób tradycyjny. Kiedy społeczeństwo zmienia się a młodzi ludzie nie przestrzegają tradycji, na której opieramy swoją tożsamość, to możemy bardzo się złościć, bardzo denerwować, bardzo nas to może boleć. Nie możemy naprawdę wyobrazić sobie życia w świecie, w którym nie przestrzega się naszych tradycyjnych chińskich zwyczajów, tradycyjnych sposobów bycia, w których zostaliśmy wychowani.

A z drugiej strony, jako ktoś młody, moglibyśmy oprzeć swoją tożsamość na byciu kimś nowoczesnym: “Jestem nowoczesnym obywatelem tego świata – nie potrzebuję żadnych tradycyjnych wartości”. Jeśli uczepimy się tego bardzo kurczowo, a nasi rodzice będą mocno nalegali, byśmy przestrzegali tradycyjnych wartości i traktowali ich w tradycyjny sposób, to znowu – jako młoda osoba – możemy się stać bardzo agresywni, bardzo rozzłoszczeni. Moglibyśmy tego nie wyrażać, ale w środku czulibyśmy, że ponieważ naszą tożsamością jest bycie osobą nowoczesną, to nie potrzebujemy odwiedzać rodziców w chiński Nowy Rok, nie potrzebujemy robić wszystkich tych tradycyjnych rzeczy i znowu mielibyśmy wiele problemów.

Moglibyśmy też utożsamiać się z własnym zawodem. A wtedy, gdyby nasz interes upadł, a my myślelibyśmy o sobie tylko w kategoriach tego jednego posiadanego zawodu, to nie bylibyśmy elastyczni. Kiedy nie możemy wykonywać tej pracy, którą wykonywaliśmy poprzednio, czujemy, że nasz świat się kończy. Nie dostrzegamy możliwości zabrania się za inny zawód oraz tego, że nie zawsze musimy wykonywać tylko jeden rodzaj zawodu.

Czepiamy się tych różnych rodzajów tożsamości jako sposobu na czucie się bezpiecznie. Utrzymujemy pewne idee co do tego kim jesteśmy, jakich zasad przestrzegamy, jakich rzeczy chcemy w życiu. Mamy skłonność do uważania tego wszystkiego za coś trwałego, za coś konkretnego, za coś, czym rzeczywiście jesteśmy. Dzieje się tak, że z powodu tej koncepcji siebie samych, tego własnego obrazu siebie, przeżywamy wszelkiego rodzaju przeszkadzające emocje pojawiające się jako wsparcie tej tożsamości. Jest tak dlatego, że wciąż czujemy się niepewnie co do tej tożsamości, a więc mamy poczucie, że musimy ją potwierdzać i udowadniać.

Jeśli na przykład czujemy: “Jestem ojcem w rodzinie”, wtedy nie wystarcza nam po prostu poczucie, że jesteśmy tym ojcem w tej rodzinie, musimy również potwierdzać ten autorytet. Musimy potwierdzać swoją władzę nad rodziną i upewniać się, że każdy się nam kłania w pas, ponieważ musimy udowadniać każdemu, że jesteśmy tym ojcem. Nie wystarcza nam po prostu o tym wiedzieć. Jeśli poczujemy, że ta tożsamość jest zagrożona to możemy zacząć jej bronić, albo możemy stać się bardzo ofensywni i agresywni, by coś udowodnić. „Muszę udowodnić, kim jestem. Muszę udowodnić, że nadal jestem jurny i pociągający”, a więc musimy wziąć sobie nową żonę, albo mieć romans z jakąś młodą kobietą, by udowodnić, że tym właśnie jesteśmy, że jako ktoś taki istniejemy.

Przeszkadzające emocje i postawy

Przyciąganie i tęskne pragnienie

Przeszkadzające emocje i postawy są pojawiającymi się stanami umysłu, przy pomocy których próbujemy udowadniać bądź podtrzymywać jakąś trwałą tożsamość. Możliwe jest kilka rodzajów tych przeszkadzających emocji, przykładowo przyciąganie i tęskne pragnienie. Tęskne pragnienie powstaje wtedy, kiedy chcemy dostać lub sprowadzić blisko siebie coś, co zapewni poczucie bezpieczeństwa tej tożsamości, z którą się identyfikujemy. Przykładowo, jeśli utożsamiamy się z byciem ojcem czy patriarchą rodziny, to możemy myśleć tak: „Muszę być szanowany, dzieci muszą przyjeżdżać na Nowy Rok i muszą słuchać wszystkiego co mówię”. W pewien sposób czujemy, że jeśli otrzymamy wystarczająco dużo szacunku, sprawi to, że będziemy się czuli bardzo bezpiecznie i pewnie. A oczywiście kiedy nie otrzymujemy tego szacunku, to czujemy się zranieni i możemy bardzo się rozzłościć.

Możemy także uważać, że naszą tożsamością jest bycie szczęściarzem: „Muszę zawsze mieć szczęście i zawsze wygrywać w madżonga”. Jeśli się z tym utożsamiamy, to czujemy, że jeśli będziemy zawsze wygrywali w madżonga, zawsze wygrywali w różnych grach hazardowych, to sprawi, że będziemy mieć poczucie bezpieczeństwa i pewności. Albo możemy stale chodzić do wróżbitów czy stawiać wróżby z łodyżek krwawnika w świątyni buddyjskiej, aby właściwe uzyskiwane odpowiedzi potwierdzały nam, że mamy szczęście, że jesteśmy w porządku. Jesteśmy zbyt niepewni własnych zdolności do interesów, by mieć poczucie, że się nam powiedzie. Musimy zawsze dostawać dodatkowe znaki, dodatkowe znaki od bogów, albo dodatkowe znaki od kogokolwiek, byśmy czuli się pewnie i bezpiecznie, a więc musimy w kompulsywny sposób zawsze tego próbować.

Możemy też mieć poczucie, że: “Jestem osobą zarządzającą swoimi interesami. Pociąga mnie władza i ona sprawi, że będę się czuć bezpiecznie i pewnie”. Taka postawa może powstawać z rozmaitych ram psychologicznych. Może być oparta na poczuciu, że jesteśmy silną osobą, albo na poczuciu, że nie jesteśmy prawdziwie silną osobą i potrzebujemy tej władzy, by nas wspierała. Możemy wtedy odczuwać, że: „Jeśli będę w stanie sprawić, by wszyscy w biurze słuchali mnie, robili wszystko tak, jak ja chcę, to sprawi, że będę się czuć bezpiecznie i pewnie”. Albo jeśli mamy służących w domu, to celem udowadniania, że mamy władzę, zawsze pociąga nas ta idea, że oni powinni robić wszystko tak, jak my chcemy i możemy nawet zacząć nakazywać im robienie rzeczy niepotrzebnych tylko po to, by im pokazać, kto tu rządzi.

Można też zauroczyć się zwracaną przez siebie uwagą. Będąc młodzi możemy odczuwać: „Moją tożsamością jest bycie nowoczesnym, młodym, modnie się ubierającym człowiekiem i jeśli będę zawsze dotrzymywać kroku najnowszej modzie, najnowszym filmom, najnowszym płytom, najnowszym rzeczom z magazynów mody, zapewni mi to bezpieczną i pewną tożsamość”.

Jest wiele sposobów, wiele różnych rzeczy, na których moglibyśmy się skupiać i czuć, że jeśli tylko sprowadzimy je wokół siebie i wystarczająco rozbudujemy, wystarczająco dużo pieniędzy, wystarczająco dużo majętności, wystarczająco dużo władzy, wystarczająco dużo uwagi na sobie czy wystarczająco dużo miłości, to da nam to bezpieczeństwo. Oczywiście to nie działa. Gdyby to w rzeczywistości kiedykolwiek działało, to w pewnej chwili poczulibyśmy, że mamy wystarczająco dużo i jesteśmy w pełni zaspokojeni. Lecz my nigdy nie czujemy że nam czegoś wystarcza i zawsze chcemy więcej, a kiedy tego nie dostajemy, wpadamy w złość. Gniew pojawia się na bardzo wiele sposobów.

Wstręt i wrogość

Kolejnym mechanizm używany przez nas dla zapewnienia sobie bezpieczeństwa własnej pozornie trwałej tożsamości stanowią wstręt, wrogość i gniew: „Jeśli tylko odepchnę od siebie określone rzeczy, których nie lubię, które zagrażają mojej tożsamości, zapewni mi to bezpieczeństwo”. Jeśli więc podstawą naszej tożsamości są poglądy polityczne czy rasa albo kultura, to: “Jeśli tylko wygonię każdego, kto ma inne poglądy, inny kolor skóry, inną religię, da to mi poczucie bezpieczeństwa”. Albo jeśli nasi służący robią różne rzeczy nieco inaczej, niż my byśmy chcieli, myślimy: „Gdybym mógł ich skorygować, gdybym tylko mógł to zmienić, zapewni mi to poczucie bezpieczeństwa”. Lubimy, kiedy papiery na naszym biurku są poukładane w określony sposób, ale ta sprzątaczka w naszym biurze układa je w inny sposób. W jakiś sposób odczuwamy, że to nam zagraża: “ Jeśli tylko mógłbym sprawić, żeby robiła to po mojemu, to będę czuł się bezpiecznie”. A co to za różnica? W ten sposób kierujemy swoją wrogość ku innym usiłując odepchnąć wszystko to, co nam zagraża.

Albo jeśli opieramy swoją tożsamość na posiadaniu zawsze racji, to kiedy ktoś nie zgadza się z nami lub nas krytykuje stajemy się agresywni, nieprzyjaźnie nastawieni i rozzłoszczeni. Zamiast z wdzięcznością przyjąć krytykę tej osoby jako sposobność do swojego rozwoju i poprawy – albo jeśli krytyka tej osoby jest nieuzasadniona, użyć tego jako sposobności do sprawdzenia, czy nie jesteśmy niedbali bądź w błędzie – atakujemy tę osobę nieprzyjemnymi słowami, albo zachowujemy się wrogo w sposób bierny, ignorując ją i nie odzywając się do niej. Działamy w ten sposób, ponieważ czujemy się niepewnie i zagrożeni. Uważamy, że ta osoba odrzuca tego „mnie”, który zawsze ma rację i dla ochrony tego trwałego „mnie” odrzucamy tamtą osobę.

Naiwność wąskiego myślenia

Innym mechanizmem jest naiwność oparta na wąskim myśleniu, która zasadniczo jest budowaniem wokół siebie murów: “Jeśli coś mi zagraża, zagraża mojej tożsamości, to po prostu udaję, że to coś nie istnieje”. Mamy jakieś kłopoty rodzinne, kłopoty w pracy i wracamy do domu z kamienną twarzą, jakby nic nas nie obchodziło. Nie chcemy o tym rozmawiać, po prostu włączamy telewizor i udajemy, że ten problem nie istnieje. Jest to postawa wąskiego myślenia. Nasze dzieci chcą porozmawiać o swoich problemach, a my je po prostu odpychamy: “Moją tożsamością jest to, że w naszej rodzinie nie ma żadnych problemów, nasza rodzina jest doskonała, przestrzega się w niej wszystkich tradycyjnych wartości. Jak możecie sugerować, że jest jakiś problem i burzyć tę równowagę, burzyć tę harmonię”? Czujemy, że jedynym sposobem obejścia się z tym problemem jest udawanie, że on nie istnieje. Tego rodzaju postawa nazywana jest naiwnością wąskiego myślenia.

Impulsy przychodzące do naszego umysłu są wyrazem karmy

Kiedy żywimy tego rodzaju przeszkadzające emocje wtedy następnie dzieje się tak, że do naszego umysłu napływają rozmaite impulsy. Do tego właśnie odnosi się karma. „Karma” nie oznacza losu czy przeznaczenia. Niestety wiele osób wydaje się sądzić, że ona właśnie to znaczy. Jeśli upada czyjś interes albo kogoś potrąca samochód, to mówimy: “Ale pech, to jego karma”. Jest to prawie jak powiedzenie: „To jest Wola Boża”.

Przy omawianiu karmy nie mówimy ani o Woli Bożej ani o przeznaczeniu. Mówimy o impulsach, o rozmaitych impulsach, które napływają do naszego umysłu, by robić różne rzeczy. Na przykład, w naszym umyśle pojawia się impuls, by podjąć określony ruch w interesach, co okazuje się być złą decyzją. Albo impuls zażądania od dzieci, by okazały nam szacunek. Albo impuls, by wrzeszczeć na swoich pracowników biurowych, aby robili coś nie po swojemu, tylko po naszemu. Może też pojawić się w naszym umyśle inny impuls, żeby zachować kamienną twarz, włączyć telewizję i nikogo nie słuchać. Tego rodzaju impulsy – karma – napływają do naszego umysłu, działamy zgodnie z nimi, i wywołuje to powtarzające się problemy pozostające poza naszą kontrolą. Taki jest tego mechanizm.

Naszym problemem może być to, że zawsze czujemy się zatroskani i zmartwieni swoim położeniem w pracy czy problemami w rodzinie. Z podstawy czepiania się tej solidnej tożsamości, że: “Musi mi się powodzić i muszę zadowalać swoich rodziców czy społeczeństwo byciem kimś, komu się powodzi”, usiłujemy bronić tej tożsamości zaprzeczając, że problem martwienia się istnieje. Zaczynamy myśleć w zawężony sposób i zamykamy swoje serce. Następnie, pomimo rozmaitych trudności dziejących się w rodzinie czy pracy, pozostają one pod powierzchnią a każdy robi tylko miłe miny. Jednak w środku istnieją wszystkie te obawy i napięcia, które później po prostu wybuchają w impuls prowadzący do sceny pełnej przemocy, często skierowanej przeciwko komuś w rodzinie czy pracy, kto w ogóle nie ma związku z daną sprawą. Często prowadzi to do ogromnych problemów.

Takie są te różne mechanizmy powodujące nasze powtarzające się niekontrolowane problemy. Widzimy, że dotyczy to naszych rozmaitych emocji i oczywiście pojawia się pytanie, czy wszystkie emocje wywołują kłopoty? Czy wszystkie emocje przynoszą nam problemy?

Konstruktywne emocje

Musimy rozróżniać pomiędzy określonymi emocjami, które są bardzo pozytywne i budujące – jak miłość, ciepło, sympatia, tolerancja, cierpliwość i dobroć – a emocjami niszczącymi, takimi jak tęskne pragnienie, wrogość, wąskość myślenia, duma, arogancja, zazdrość itd. W języku pali, sanskrycie i tybetańskim nie istnieje jedno słowo określające emocje. Możemy mówić o pozytywnych emocjach bądź o negatywnych emocjach, ale nie ma jednego ogólnego słowa obejmującego oba te rodzaje, jak mamy to w języku angielskim czy polskim.

Kiedy mówimy o określonych emocjach czy postawach, które wzbudzone sprawiają, że czujemy się nieswojo czy niekomfortowo, są to przeszkadzające emocje albo przeszkadzające postawy. Przykładowo, możemy doznawać zauroczenia bądź obsesji na punkcie kogoś czy czegoś, co sprawia, że czujemy się bardzo nieswojo. Możemy bardzo troszczyć się o to, by inni okazywali nam szacunek, bądź czepiamy się miłości, uwagi bądź uznania ze strony kogoś, ponieważ jesteśmy przywiązani do tej osoby i czepiamy się uznania itd. z jej strony, by się czuć wartościowi i bezpieczni – są to wszystko trudności pojawiające się w postaci przeszkadzającej emocji i postawy tęsknego pragnienia. Kiedy jesteśmy wrogo nastawieni i czujemy się bardzo nieswojo, lub kiedy mamy zawężony umysł, również to stanowi nie swoje uczucie. Wszystkie te postawy przynoszą kłopoty. Dlatego musimy odróżniać negatywne emocje od emocji pozytywnych, przykładowo miłości.

W tradycji buddyjskiej miłość jest definiowana jako ta pozytywna emocja, przy pomocy której pragniemy szczęśliwości i przyczyn szczęśliwości dla innych. Opiera się to na takim rozumowaniu, że wszyscy jesteśmy równi i każdy w równym stopniu pragnie być szczęśliwy, a nikt nie pragnie problemów. Każdy ma równe prawo do bycia szczęśliwym. Dbanie o kogoś i hołubienie kogoś na równi z sobą jest miłością. Jest to troska, by ktoś inny był szczęśliwy, niezależna od tego, co ta osoba robi. Jest to jak miłość matki, która nadal kocha swoje dziecko nawet wtedy, kiedy ono narobiło na jej ubranie bądź na nią zwymiotowało. To nie ma znaczenia i matka nie przestaje kochać swego dziecka tylko dlatego, że zrobiło mu się niedobrze i zwróciło pokarm na jej ubranie. Matka nadal troszczy się o nie i tak samo pragnie, aby było szczęśliwe. Jednakże często to, co nazywamy miłością, jest wyrazem jakiegoś rodzaju zależności czy potrzeby: „Kocham cię” znaczy wtedy: „ Potrzebuję cię, nigdy mnie nie opuszczaj, nie mogę bez ciebie żyć i lepiej zrób to czy tamto, bądź dobrą żoną czy mężem, zawsze przynoś mi kwiaty na walentynki i rób tylko to, co mnie zadowala. Jeśli tego nie zrobisz, to cię znienawidzę, bo nie zrobiłaś/łeś tego, co chciałem/łam, nie byłaś/łeś tu kiedy ciebie potrzebowałem/łam”.

Taka postawa jest przeszkadzającą emocją a nie miłością w buddyjskim rozumieniu. Miłość jest troszczeniem się o kogoś bez względu na to, czy przysyła nam kwiaty, czy nie, czy jest dla nas dobry i miły, czy zachowuje się wobec nas okropnie, albo nawet nas odrzuca. Jest to troska o szczęśliwość tej osoby. Powinniśmy zdawać sobie z tego sprawę mówiąc o miłości i podobnych emocjach, że mogą być one zarówno pozytywne jak i przeszkadzające.

Gniew jest zawsze przeszkadzającą emocją

Dochodzimy teraz na koniec do omówienia gniewu. Co dzieje się, kiedy pojawia się gniew? Gniew to coś, co zawsze przeszkadza. Bycie rozeźlonym nikogo nie uszczęśliwia. Nie czujemy się lepiej, kiedy się złościmy. Jedzenie nie smakuje nam lepiej. Kiedy jesteśmy rozzłoszczeni i zdenerwowani, nie czujemy się komfortowo i nie możemy spać. Nie musimy urządzać scen wydzierając się i wrzeszcząc, ale jeśli w środku jesteśmy bardzo źli na to, co dzieje się w naszym biurze czy rodzinie, może to prowadzić do niestrawności czy wrzodów, lub możemy nie spać po nocach. Doświadczamy wielu trudności pojawiających się w związku z tym, że powstrzymujemy w sobie gniew, a jeśli faktycznie wyrażamy tę złość i wysyłamy innym wrogie spojrzenia i wibracje, to nawet koty i psy nie chcą z nami przebywać. Powoli wynoszą się chyłkiem gdyż czują się niekomfortowo w naszej obecności pełnej gniewu.

Gniew jest czymś, co w ogóle nie ma żadnych korzystnych stron. Kiedy gniew staje się tak silny i pełen frustracji, że musimy jakoś dać mu ujście, i wybuchamy przeklinając kogoś lub mu złorzecząc, czy to naprawdę sprawia, że czujemy się lepiej? Czy czujemy się dobrze widząc krzywdę i zdenerwowanie innej osoby? Albo przypuśćmy, że wpadamy w taką złość, że musimy walnąć pięścią w ścianę. Czy to uderzenie w ścianę rzeczywiście poprawia nasze samopoczucie? Nie, oczywiście że nie, to boli. Naprawdę gniew w żaden sposób nam nie pomaga. Jeśli utknęliśmy w korku i mielibyśmy się tak rozzłościć, że zaczęlibyśmy trąbić oraz wrzeszczeć i kląć na wszystkich, co w tym byłoby dobrego? Czy poczulibyśmy się lepiej? Czy samochody zaczęłyby jechać szybciej? Nie, jedynie stracilibyśmy twarz przed wszystkimi, bo zaczęliby mówić: “Co to za idiota trąbi”? To wyraźnie nie pomogło by w tej sytuacji.

Czy musimy doświadczać gniewu?

Jeśli przyczynami naszych problemów są przeszkadzające emocje, takie jak gniew i złość, czy oparte na nich impulsywne zachowania, jak wrzeszczenie i wydzieranie się na kogoś, albo wrogie zamykanie się na jakąś osobę bądź odrzucanie jej, to czy zawsze będziemy mieć przez kłopoty? Czy jest to coś, czego zawsze musimy doświadczać? Nie, nie jest tak, gdyż przeszkadzające emocje nie są częścią natury umysłu. Gdyby były, to nasz umysł musiałby zawsze być wzburzony. Nawet ci, co stanowią najpoważniejsze przypadki mają te chwile, kiedy nie wzburza ich gniew. Na przykład, kiedy w końcu zapadniemy w sen, to nie doświadczamy gniewu.

Jest zatem możliwe, że występują określone chwile, kiedy przeszkadzające emocje takie jak gniew, wrogość czy niezadowolenie nie są obecne. Dowodzi to tego, że te niszczące emocje nie są trwałe, nie stanowią części natury umysłu, a zatem są czymś, czego można się pozbyć. Jeśli zatrzymamy przyczyny złości – nie tylko powierzchownie, ale na najgłębszym poziomie – jest zdecydowanie możliwe pokonanie niezadowolenia i uzyskanie spokoju umysłu.

Nie znaczy to, że powinniśmy pozbyć się wszystkich emocji i uczuć, i być jak Dr. Spock w „Star Treku”, kimś podobnym do robota czy komputera pozbawionego emocji. Chcemy raczej pozbyć się przeszkadzających emocji, przeszkadzających postaw zbudowanych na zamęcie i braku świadomej przytomności tego, kim jesteśmy. Nauki buddyjskie obfitują w metody osiągania tego.

Pokonywanie gniewu: zmienianie jakości swojego życia

Po pierwsze, potrzebujemy określonej motywacji czy podstawy mobilizującej nas do pracy nad sobą, dla pozbycia się gniewu oraz wszystkich przeszkadzających emocji i postaw. Jeśli nie mamy żadnego powodu, by coś zrobić, to po co byśmy to robili? Dlatego ważne jest posiadanie jakiejś motywacji.

Możemy zacząć rozwijać taką motywację myśląc: “Chcę być szczęśliwy i nie mieć problemów. Chcę poprawić jakość swojego życia. Moje życie nie jest bardzo przyjemne, gdyż zawsze czuję w sobie niezadowolenie i wrogość. Często wpadam w gniew. Mogę go nie okazywać, ale on przez cały czas jest i sprawia, że czuję się mizernie, w nerwach, i to nie jest żadne dobre życie. A poza tym wywołuje u mnie niestrawność i robi mi się niedobrze. Nie mogę nawet czerpać przyjemności ze swego ulubionego jedzenia”.

W końcu jakość naszego życia jest czymś, co mamy we własnych rękach. Jednym z najwspanialszych przekazów, jakiego nauczał Budda jest to, że możemy coś zrobić z jakością swojego życia. Nie jesteśmy skazani na przeżywanie życia w niedoli przez cały czas. Możemy coś z tym zrobić.

Moglibyśmy wtedy sobie pomyśleć: „Nie chcę poprawiać jakości swojego życia tylko teraz czy na tę chwilę, na krótką metę, ale również w długiej perspektywie. Nie chcę pozwalać, by sprawy szły tak źle, że stale będą się tylko pogarszały. Ponieważ jeśli, na przykład, nie pozbędę się teraz wrogości i niezadowolenia, i zachowam je w sobie, będzie się to pogarszać i mogę nabawić się wrzodów. Mogę wybuchnąć i zrobić coś okropnego, jak przeklęcie kogoś i rzucenie nań klątwy, by go prawdziwie zniszczyć. Mogłoby to doprowadzić, że ta osoba odpowiedziałaby rzucając klątwę na mnie i moją rodzinę, i nagle mielibyśmy dokonały scenariusz na nowy wideoklip czy film”.

Jeśli z góry pomyślimy, że nie chcielibyśmy czegoś podobnego, to będziemy pracować nad tym i próbować pozbyć się złości, aby problemy nie eskalowały. Co więcej, możemy aspirować nie tylko do ograniczenia swoich problemów, ale jeszcze lepiej do pozbycia się zupełnie wszystkich problemów, ponieważ odczuwanie nawet niewielkiej wrogości i niezadowolenia nie jest przyjemne: „Muszę rozwinąć w sobie silne postanowienie uwolnienia się od wszystkich problemów”.

Mocne postanowienie bycia wolnym

Zwykle to, co ja nazywam “postanowieniem bycia wolnym” tłumaczone jest jako “wyrzeczenie się”, co jest przekładem raczej wprowadzającym w błąd. Wywołuje wrażenie, iż powinniśmy porzucić wszystko i zamieszkać w jaskini. Wcale nie o to się tutaj apeluje. Mówi się o tym, by uczciwie i odważnie przyjrzeć się swoim problemom, i widząc jak niedorzeczne jest dalsze życie z kłopotami postanowić: „ Nie chcę tego kontynuować. Mam już tego dosyć. Znudziło mi się to i przejadło. Muszę się z tego wydostać”.

Postawą, jaką trzeba tu rozwinąć jest postanowienie bycia wolnym i gotowość porzucenia swoich starych, przeszkadzających wzorców myśli, mowy i postępowania. To jest najważniejsze. O ile nie zdecydujemy o czymś bardzo stanowczo, to nie włożymy w to całej swojej energii. Dopóki nie włożymy w to całej swojej energii, to nasze wysiłki w kierunku uwolnienia się będą tylko połowiczne i do niczego nie dojdziemy. Będziemy pragnąć osiągnąć szczęśliwość, ale bez pozbywania się negatywnych nawyków i emocji, to się nigdy nie udaje. Dlatego też jest bardzo ważne, by mieć to silne postanowienie, że musimy rozwiązać swoje problemy i że jesteśmy gotowi do pozbycia się ich – oraz ich przyczyn.

Na kolejnym, wyższym poziomie, potrzebujemy myśleć następująco: “Muszę pozbyć się gniewu nie tylko po to, by samemu znaleźć szczęśliwość, lecz również dla dobra wszystkich wokół mnie. Dla dobra rodziny, przyjaciół, współpracowników i społeczeństwa muszę pozbyć się gniewu. Muszę go przezwyciężyć przez wzgląd na innych. Nie chcę przysparzać im kłopotów i czynić ich nieszczęśliwymi. Gdybym miał wyrażać gniew, to nie tylko straciłbym twarz, lecz przyniósł wstyd całej rodzinie. Przyniósłbym też wstyd wszystkim współpracownikom itd. Dlatego przez wzgląd na nich muszę nauczyć się nie tracić panowania nad sobą i wyzbyć się gniewu”.

Jeszcze silniejsze postanowienie daje następujące podejście: “Muszę pozbyć się tego gniewu, bo on nie pozwala mi pomagać innym. Kiedy inni potrzebują mojej pomocy, jak moje dzieci, ludzie w pracy czy rodzice, a ja jestem zupełnie wytrącony z równowagi czy zdenerwowany, zły lub wrogo nastawiony, to jakże miałbym być w stanie im pomóc”? Jest to wielka przeszkoda, a więc jest bardzo ważne, żeby pracować nad sobą dla szczerego rozwinięcia w sobie tych różnych poziomów motywacji.

Nieważne jak wyrafinowana jest metoda radzenia sobie z gniewem, to jeśli nie posiadamy silnej motywacji używania jej, nie zrobimy tego. A jeśli nie stosujemy poznawanych metod, to jaki to ma sens? Dlatego też pierwszym krokiem jest myślenie w kategoriach motywacji.

Metody pokonywania gniewu

Jakie są faktyczne metody, których możemy użyć do przezwyciężenia gniewu? Gniew się określa jako wzburzony stan umysłu pragnący zadawać gwałt czemuś ożywionemu bądź nieożywionemu. Jeśli skupiamy się na jakiejś osobie, zwierzęciu, sytuacji czy jakimś przedmiocie i pragniemy wyrazić wobec tego przemoc czy wzburzenie, zmienić to w jakiś gwałtowny sposób, jest to gniew. A więc gniew jest stanem braku tolerancji i cierpliwości, w połączeniu z pragnieniem uczynienia krzywdy czemuś, czego nie możemy znieść. Jej przeciwieństwem jest z jednej strony cierpliwość będąca przeciwieństwem nietolerancji, a z drugiej strony miłość. Ponieważ miłość jest pragnieniem, żeby ktoś inny był szczęśliwy, to jest ona odwrotnością życzenia tej osobie przykrości.

Często wpadamy w złość w takiej sytuacji, kiedy przydarza się nam coś, czego nie lubimy. Ludzie nie zachowują się tak, jak my byśmy chcieli. Na przykład, nie okazują nam szacunku, nie wypełniają naszych poleceń w pracy, albo przyrzekają nam zrobić coś dla nas w interesach a nie robią tego. Ponieważ nie robią tego, czego od nich oczekujemy, bardzo się na nich złościmy. Jako inny przykład, ktoś mógł nadepnąć nam na palec u stopy i gniewamy się, bo nie lubimy czegoś takiego. Są jednak różne sposoby postępowania w podobnych okolicznościach, bez wpadania w złość.

Porady Śantidewy dotyczące kultywowania cierpliwości

Śantidewa, wielki indyjski mistrz buddyjski z VIII w. pozostawił nam wiele pomocnych przemyśleń. Jeśli mogę sparafrazować to, co napisał, powiedział on: „Jeśli w jakimś trudnym położeniu jest coś, co możemy zrobić, by to coś zmienić, to po co się martwić i gniewać, po prostu zmieńmy to. Jeśli niczego nie możemy zrobić, to po co się martwić i gniewać? Jeśli nie da się czegoś zmienić, złość nie pomoże”.

Na przykład, chcemy polecieć stąd z lotniska w Penang do Singapuru, ale kiedy przyjeżdżamy na lotnisko lot jest już w pełni wykupiony. Wpadanie w gniew nie ma sensu. Złość nie pomoże nam dostać się na ten samolot. Jest jednak coś, co możemy zrobić dla zmiany tej sytuacji – możemy polecieć następnym lotem. Po co się złościć? Zróbmy rezerwację na następny lot, zatelefonujmy do przyjaciół w Singapurze, że przylecimy później i sprawa skończona. To jest coś, co możemy zrobić by poradzić sobie z tym problemem. Jeśli nasz telewizor nie działa, to po co się gniewać, kopać go i przeklinać? Po prostu go naprawmy. To jest coś bardzo oczywistego. Jeśli jest jakaś sytuacja, którą możemy zmienić, to nie ma potrzeby się złościć: po prostu ją zmieńmy.

Jeśli niczego nie możemy zrobić dla zmiany danej sytuacji, jak np. kiedy utkniemy w korku w godzinie szczytu, to musimy to po prostu przyjąć. Nie mamy działa laserowego z przodu samochodu, by zniszczyć wszystkie samochody przed sobą czy przelecieć nad tłumem pojazdów, jak w jakimś japońskim komiksie. Musimy więc przyjąć to z wdziękiem i pomyśleć sobie: „W porządku, jestem w korku, włączę sobie radio albo nagranie z naukami buddyjskimi czy piękną muzyką”. Najczęściej wiemy że będziemy jechać w godzinie szczytu komunikacyjnego, a więc możemy przygotować się na to biorąc ze sobą nagranie do słuchania. Jeśli wiemy, że musimy jechać w takim tłoku, to możemy jak najlepiej wykorzystać ten czas. Możemy przemyśleć sobie jakieś problemy w biurze czy w rodzinie, czy cokolwiek innego i spróbować znaleźć jakieś dobre rozwiązanie.

Jeśli nie ma niczego, co moglibyśmy zrobić dla zmiany jakiejś trudnej sytuacji, to po prostu spróbujmy wziąć z niej to, co najlepsze. Jeśli po ciemku kopniemy się w palec, to gdy będziemy skakać i krzyczeć, i wrzeszczeć, to czy poczujemy się lepiej? W amerykańskim slangu jest to nazywane “tańczeniem z bólu”. Tak mocno się uderzyliśmy, że podskakując tańczymy, ale to nie poprawia naszego samopoczucia. Niewiele możemy w związku z tym zrobić. Jedyne, co można zrobić, to dalej zabrać się za to, co robimy. Ten ból nie jest trwały. On minie. Nie będzie trwać wiecznie, a skakanie i wrzaski nie poprawią naszego stanu. Czego chcemy? Czy chcemy, by wszyscy podchodzili do nas ze słowami: „Oj biedaku, kopnąłeś się palec”. Jeśli uderzy się niemowlę czy dziecko, mama przychodzi, całuje to miejsce i sprawia, że czujemy się lepiej. Czy chcemy więc, by ludzie traktowali nas w podobny sposób, jak małe dziecko?

Kiedy czekamy w kolejce za czymś lub na autobus, to jeśli myślimy o nietrwałości – że nie zawsze będziemy numerem trzydziestym drugim czy dziewiątym w kolejce, lecz na koniec przyjdzie nasza kolej, pomoże nam to znosić tę sytuację i możemy zużyć ten czas w jakiś inny sposób. W Indiach mają takie powiedzenie: „Oczekiwanie posiada swój rodzaj przyjemności”. To jest prawda, ponieważ jak musimy czekać na swoją kolejkę bądź na autobus, możemy wykorzystać ten czas na uprzytomnianie sobie obecności innych ludzi w tej kolejce czy na przystanku, rzeczy dziejących się w biurze, czy czegokolwiek. Pomaga nam to rozwijać w sobie poczucie troski o innych i współczucia. Jeśli już tu jesteśmy, to możemy równie dobrze wykorzystać konstruktywnie ten czas zamiast przeklinać przez pół godziny.

Inna rada Śantidewy brzmi: „Jeśli ktoś nas uderzy kijem, to na kogo się złościmy? Złościmy się na daną osobę, czy na kij”? Jeśli pomyśleć o tym logicznie, to powinniśmy złościć się na kij, ponieważ to on nas krzywdzi. Ale nikt nie gniewa się na ki,; złościmy się na osobę. Dlaczego złościmy się na osobę? Ponieważ to ona manipuluje kijem. Podobnie – jeśli pomyślimy dalej – tą osobą manipulują jej przeszkadzające emocje. Tak więc, jeśli mielibyśmy się gniewać, to powinniśmy gniewać się na przeszkadzające emocje tej osoby, które sprawiły, że zdzieliła nas kijem.

Następnie myślimy: “Skąd przyszły te przeszkadzające emocje”? One nie powstały znikąd. Musieliśmy zrobić coś, co je wywołało. Musieliśmy zrobić coś, co rozzłościło tę osobę i sprawiło, że zdzieliła nas kijem. Podobnie, mogliśmy poprosić kogoś o jakąś przysługę, a gdy odmówił czy odmówiła, zezłościliśmy się. Zraniło to nas. Jeśli się nad tym zastanowimy, to mogła być naprawdę nasza własna wina. Byliśmy zbyt leniwi i nie zrobiliśmy czegoś sami. Poprosiliśmy drugą osobę o wyświadczenie nam przysługi, a kiedy odmówiła, to się zezłościliśmy. Gdybyśmy sami nie byli tak leniwi, to nie prosilibyśmy tej osoby i cały problem w ogóle by nie powstał. Jeśli już mamy w ogóle się gniewać, to powinniśmy być źli na własną głupotę i lenistwo, że prosiliśmy kogoś o taką przysługę”.

Jeśli nawet częściowo nie była to nasza wina, potrzebujemy przyjrzeć się, czy jesteśmy wolni od przeszkadzającej emocji, która manipuluje innymi, przykładowo samolubstwa: „On odmówił mi przysługi. A czy ja zawsze wyświadczam innym przysługę? Czy zawsze zgadzam się pomagać innym i robię to od razu? Jeśli nie, to czemu miałbym oczekiwać od innych, by zawsze odkładali dla mnie na bok swoje sprawy”? To jest inny sposób radzenia sobie z gniewem.

Wspomniałem wcześniej, że gniew nie zawsze musi wyrażać się poprzez wrzaski, krzyki czy uderzenie kogoś. Gniew jest przeszkadzającą emocją, która z definicji sprawia, że czujemy się niekomfortowo kiedy się pojawia. Jeśli więc nawet zachowujemy ją w środku i nie wyrażamy jej, to gniew będzie działać w nas bardzo destrukcyjnie i zdenerwuje nas. Później ujawni się w bardzo niszczycielski sposób. Abyy radzić sobie z gniewem chowanym w sobie bez wyrażania go, to powinniśmy użyć takich samych sposobów, jak wyjaśniliśmy wcześniej. Musimy zmienić swoją postawę. Musimy rozwinąć cierpliwość.

Różne rodzaje cierpliwości

Cierpliwość połączona z celem

Istnieje wiele różnych rodzajów cierpliwości. Pierwszym jest cierpliwość połączona z jakimś celem. Idea jest taka, że jeśli nie ustawilibyśmy żadnego celu, to nikt by do niego nie strzelił. W Ameryce dzieciaki mają następującą zabawę. Przyczepiają przyjacielowi na spodniach kartkę z napisem „kopnij mnie”. Wtedy każdy, kto widzi to “kopnij mnie” na siedzeniu dzieciaka, daje mu kopniaka. Podobnie, przy pomocy tego rodzaju cierpliwości myślimy o tym, że poprzez swoją negatywną i destruktywną przeszłość przyczepiliśmy sobie na siedzeniu karteczkę z napisem “kopnij mnie” i że to właśnie powoduje wszystkie te problemy, które nam się teraz wydarzają.

Na przykład, przypuśćmy, że napadnięto nas na ulicy. Pomyślelibyśmy wtedy: „Gdybym nie ustanowił celu działając negatywnie i destruktywnie w przeszłości czy w przeszłych żywotach, wtedy nie mógłby powstać w moim umyśle impuls, żeby pójść tą ciemną ulicą właśnie wtedy, gdy rabuś czekał, żeby mnie obrabować i pobić. Zwykle nie chodzę tamtędy, ale tego wieczoru pomyślałem sobie, że pójdę tą ulicą. Zwykle wracam do domu znacznie wcześniej, ale tego wieczoru pod wpływem impulsu zostałem u przyjaciół trochę dłużej. Na dodatek poszedłem tą ulicą właśnie w tym czasie, kiedy bandyta czekał, by ktoś nadszedł. Dlaczego przyszedł mi do głowy ten impuls? Musiało być tak, że w przeszłości wyrządziłem jakąś krzywdę tej osobie, a teraz dojrzało to w kategoriach przyczyny i skutku”.

Impulsy przychodzą do naszego umysłu jako wyraz karmy. Możemy więc myśleć: „Wyczerpuję swoją przeszłą negatywną karmę. Powinienem być bardzo szczęśliwy, że tak łatwo się wywinąłem, bo mogło być o wiele gorzej. On mnie tylko obrabował, a mógł mnie przecież zastrzelić. Powinienem więc odczuwać wielką ulgę, że ta negatywność dojrzała teraz w tak lekki sposób, i że mam ją już z głowy. Nie było w końcu tak źle i dobrze już mieć to za sobą, pozbyć się tego. Nie mam już tego karmicznego długu”.

Tego rodzaju myślenie jest bardzo pomocne. Pamiętam, że wyjechałem kiedyś z przyjacielem na weekend nad morze. To miała być długa, wielogodzinna wyprawa z miasta. Gdzieś po półtorej godzinie jazdy usłyszeliśmy dziwne odgłosy wydobywające się z samochodu. Zjechaliśmy z trasy do przydrożnego warsztatu. Mechanik sprawdził samochód i powiedział, że pojawiło się pęknięcie w osi i że nie możemy jechać dalej, musieliśmy zamówić holowanie i wrócić do miasta. Mogliśmy z przyjacielem bardzo się zezłościć i zdenerwować, gdyż chcieliśmy pojechać do tego uroczego nadmorskiego kurortu i odpocząć tam przez weekend. Ale podeszliśmy do tego i popatrzyliśmy na to zupełnie inaczej: “ Świetnie! Wspaniale, że tak się wydarzyło, bo oś mogła całkiem pęknąć podczas jazdy. Mogliśmy mieć paskudny wypadek i obaj zginąć. Jak cudownie, że to dojrzało w taki sposób. Łatwo się z tego wywinęliśmy”. Ze spokojnymi umysłami odholowaliśmy samochód z powrotem do miasta, a gdy już tam dotarliśmy wypożyczyliśmy inny samochód, i pojechaliśmy w inne miejsce.

Widzimy, że tego rodzaju sytuacji można doświadczać na wiele sposobów. Wpadnięcie w gniew i denerwowanie się wcale by nie pomogło. Jeśli możemy popatrzyć na coś takiego w kategoriach: „Tak się wyczerpuje moja przeszła karma. Ten dług karmiczny właśnie dojrzał. Cudowne, że już się skończył. Mogło być znacznie gorzej”, jest to o wiele zdrowsze podejście.

Cierpliwość połączona z miłością i współczuciem

Istnieje również rodzaj cierpliwości nazywany “cierpliwość miłości i współczucia”. Z tego rodzaju cierpliwością, każdego, kto się na nas złości albo krzyczy i wrzeszczy traktujemy jak szaleńca, kogoś z zaburzeniami umysłowymi. Tego rodzaju cierpliwości można również użyć wobec kogoś, kto nas zawstydza czy krytykuje przed innymi, co przyniosłoby nam utratę twarzy, gdybyśmy się na tę osobę rozeźlili. Jeśli, np. papuga w obecności innych obrzuca nas wyzwiskami, to nie tracimy z tego powodu twarzy, nieprawdaż? Nie ma powodu, by złościć się na tego ptaka. To byłoby głupią reakcją. Podobnie też, jeśli jakiś szaleniec zaczyna na nas krzyczeć i wrzeszczeć, to nie tracimy twarzy z tego powodu. Wszyscy wiedzą, że dzieci miewają czasami napady histerii. Również psychiatra nie złości się na pacjenta, kiedy ten wpada w złość, ale raczej czuje wobec niego współczucie.

Podobnie, próbujemy żywić współczucie dla tej osoby, która się na nas złości bądź nas ambarasuje. Powinniśmy zdawać sobie sprawę z tego, że to faktycznie ona traci twarz, czyż nie? To nie my tracimy twarz. Każdy przecież widzi, że to ta osoba robi z siebie zupełnego idiotę. Zamiast złościć się, powinniśmy odczuwać dla niej współczucie.

Nie znaczy to, że jeśli ktoś usiłuje nas uderzyć, to nie próbujemy go powstrzymać. Jeśli nasze dziecko wydziera się, to próbujemy je uspokoić. Chcemy powstrzymać je od zrobienia krzywdy nam czy innym, oraz sobie samemu. Istotne jest, by nie robić tego ze złości, lecz dla dobra dziecka. Chcemy pomóc dziecku zachować twarz i nie chcemy, by inni źle myśleli o naszym dziecku. Chcemy je zdyscyplinować z troski o nie, a nie powodowani gniewem.

Cierpliwość guru-uczeń

Istnieje następnie rodzaj cierpliwości guru-uczeń. Opiera się ona na tym fakcie, że uczeń nie może nauczyć się niczego bez nauczyciela, a gdyby w związku z tym nikt nie poddawał nas próbom, to nie moglibyśmy rozwinąć w sobie cierpliwości. W X w. zaproszono do Tybetu wielkiego indyjskiego mistrza Atiśę, by pomógł w odrodzeniu się tam buddyzmu. Mistrz zabrał ze sobą indyjskiego kucharza. Ten kucharz nigdy nie robił niczego właściwie ani z szacunkiem, był absolutnie wstrętny i nieprzyjemny. Tybetańczycy bardzo poważali Atiśę więc spytali go: „Nauczycielu, dlaczego zabrałeś ze sobą z Indii tego wstrętnego kucharza? Czemu nie odeślesz go z powrotem? My możemy dla ciebie gotować, potrafimy bardzo dobrze to robić”. Atiśa odpowiedział im: “O, on nie jest po prostu moim kucharzem. Zabrałem go ze sobą, bo on jest moim nauczycielem cierpliwości”!

Podobnie, jeśli w naszym biurze jest ktoś, kto jest okropny, kto zawsze mówi nam denerwujące nas rzeczy, to możemy patrzeć na tę osobę jak na swojego nauczyciela cierpliwości. Są ludzie, którzy mają bardzo drażniące nawyki, jak stałe stukanie palcami. Jeśli nikt by nas nie sprawdzał, to jak moglibyśmy się rozwijać? Jeśli napotkamy na jakąś trudną sytuację, taką jak znaczne opóźnienie na lotnisku czy dworcu autobusowym, to możemy użyć tego jako złotej sposobności do praktykowania cierpliwości: „Och! Ćwiczyłem się do tego. Ćwiczyłem się w kultywowaniu cierpliwości i oto jest sposobność do sprawdzenia, czy faktycznie mogę to zrobić”. Albo jeśli mamy kłopoty z dostaniem jakiegoś zaświadczenia z urzędu, to przyjmujemy to jako wyzwanie: „To tak jak wtedy, gdy ćwiczyłem się w sztukach walki i kiedy wreszcie dostałem sposobność użycia swoich umiejętności. Jestem zachwycony”. Podobnie, jeśli ćwiczyliśmy się w cierpliwości i tolerancji, to kiedy stajemy w obliczu takiej wstrętnej sytuacji jak ta, patrzymy na to z wielką radością: “Och! Oto wyzwanie. No to zobaczmy, czy dam sobie z tym radę i nie stracę panowania, czy nie wpadnę w złość, czy nawet nie poczuję się wewnętrznie źle”.

Nie tracenie cierpliwości, to o wiele większe wyzwanie niż pojedynek w sztukach walki. Jest tak, ponieważ musimy tu sprostać wyzwaniu swoim umysłem, swoimi uczuciami, a nie tylko ciałem i opanowaniem fizycznym. Jeśli inni nas krytykują, zamiast złościć się powinniśmy próbować patrzeć na tę krytykę jako na sposobność do zobaczenia, gdzie jesteśmy w swoim rozwoju. „Ta osoba krytykująca mnie może pokazywać mi jakieś rzeczy, z których być może powinienem się czegoś nauczyć”. W tym sensie musimy próbować tolerować krytykę i nauczyć się znosić ją poprzez zmianę swojej postawy. Jeśli bardzo się zdenerwujemy, to możemy stracić twarz w jeszcze większym stopniu, niż jeśli po prostu wrzeszczy na nas i krytykuje jakiś wariat.

Cierpliwość wobec natury rzeczy

Innym sposobem obchodzenia się z gniewem i rozwijania cierpliwości jest “cierpliwość wobec natury rzeczy”. Ludzie dziecinni mają w swej naturze zachowywanie się źle i nieuprzejmie. Jak płonie ogień jego naturą jest gorąco i parzenie. Jeśli wsadzamy rękę w ten ogień i się parzymy, to czego oczekujemy? Ogień jest gorący, to dlatego ogień parzy. Jeśli jedziemy przez miasto w godzinie przerwy obiadowej, hmm, czego się spodziewaliśmy? Jest godzina szczytu i będzie duży ruch – taka jest natura rzeczy. Jeśli poprosimy małe dziecko o przyniesienie nam tacy czy kubka z gorącą herbatą, a ono ją rozlewa, no to czego oczekiwaliśmy? To jest dziecko i nie możemy oczekiwać, że niczego nie rozleje. Podobnie, jeśli prosimy innych o wyświadczenie nam przysługi albo zrobienie czegoś dla naszych interesów, umawiamy się na coś, a oni nas zawodzą, hmm, czegóż oczekiwaliśmy? Ludzie są dziecinni, nie możemy liczyć na innych. Wielki indyjski mistrz Śantidewa powiedział: „ Jeśli pragniesz czegoś pozytywnego i konstruktywnego, zrób to sam. Nie polegaj na nikim innym. Jest tak, ponieważ jeśli polegasz na kimś innym, to nie ma pewności, że on czy ona nie zawiodą cię i nie rozczarują”. Oto jak możemy patrzeć na takie sytuacje: „No czego oczekiwałem? Naturą ludzi jest to, że zawodzą innych, nie mam więc żadnego powodu do wpadania w złość”.

Cierpliwość sfery rzeczywistości

Ostatnia metoda przeciw złości jest nazywana “cierpliwością sfery rzeczywistości”, widzenia tego, co się faktycznie dzieje. Mamy skłonność etykietowania samych siebie, a także innych osób oraz przedmiotów jakąś trwałą solidną tożsamością. Jest to jak otaczanie w wyobraźni grubą linią jakiegoś aspektu nas samych i rzutowanie na ten aspekt swojej trwałej tożsamości: „Oto kim jestem - zawsze muszę tym właśnie być”. Przykładowo: “Jestem darem od Boga dla świata”, albo “Jestem nieudacznikiem, porażką”. Albo obwodzimy kogoś innego grubą kreską i mówimy: “On jest wstrętny. On jest niedobry, on jest wichrzycielem”. Jednak gdyby to była prawdziwa, trwała tożsamość tej osoby, to musiałaby ona zawsze istnieć jako ktoś taki. Musiałaby być taka również jako małe dziecko. Musiałaby być wstrętna wobec każdego, wobec własnej żony, psa, kota i rodziców, ponieważ naprawdę jest wstrętnym indywiduum.

Jeśli możemy dostrzegać, że ludzie nie istnieją z żadną grubą krechą otaczającą ich konkretną, prawdziwą naturę czy tożsamość, to znów pomoże nam to odpuścić sobie i nie złościć się na nich tak bardzo. Widzimy, że wstrętne zachowanie tej osoby to był tylko przelotny przypadek – nawet jeśli jest on częsty – i nie jest to coś, co musi zawsze mieć miejsce.

Rozwijanie pożytecznych nawyków

W trudnych sytuacjach może nie być zbyt łatwo stosować wszystkie te punkty. Wszystkie te różne sposoby rozumowania znane są jako „środki zapobiegawcze”. Oto jak ja sam przekładam słowo Dharma. Dharma jest środkiem, który podejmujemy w celu zapobiegania problemom. Chcemy zabezpieczyć się przed wpadaniem w złość, poprzez rozbudowanie tych różnych rodzajów cierpliwości jako korzystnych nawyków. Tym właśnie jest „medytacja”. Tybetańskie słowo na medytację pochodzi od słowa „uczynić z czegoś nawyk”, przywyknąć do czegoś, co przynosi korzyść.

Po pierwsze, musimy słuchać tych różnych wyjaśnień na temat rozmaitych rodzajów cierpliwości. Następnie musimy o nich myśleć, żebyśmy je zrozumieli i zobaczyli, czy mają sens. Jeśli mają sens i rozumiemy je, i posiadamy również motywację do zastosowania ich, to postarajmy się rozbudować je w pewien korzystny nawyk wypróbowując je i stosując.

Robi się to najpierw poprzez analizowanie tych punktów. Kiedy je już przejrzeliśmy, to musimy spróbować zobaczyć i odczuć rzeczy w ten sposób. Musimy rysować sobie w umyśle różne sytuacje przy pomocy wyobraźni. Możemy wyobrażać sobie jakąś sytuację, w której zazwyczaj wpadamy w złość i zdenerwowanie. Na przykład, ktoś w naszym biurze może robić coś w sposób, którego nie lubimy. Spróbujmy najpierw ujrzeć tę osobę taką, jaka jest, istotą ludzką pragnącą szczęśliwości a nie nieszczęścia. Choć stara się najlepiej jak potrafi, to nadal jest jak dziecko i nie wie, co naprawdę robi. Jeśli spróbujemy widzieć i czuć w ten sposób, i ćwiczyć to w umyśle siedząc w spokoju w domu, to im więcej razy to uczynimy, tym łatwiej przyjdzie nam zareagować w bardziej pozytywny sposób będąc w biurze, kiedy ta osoba zacznie się okropnie zachowywać. Zamiast impulsu, by się rozzłościć, w naszym umyśle pojawi się nowy impuls – impuls, by być bardziej cierpliwym, bardziej tolerancyjnym.

Jak się praktykowało postrzeganie tej osoby jako dziecka dla rozwinięcia w sobie cierpliwości wobec jej nieznośnego zachowania, możemy pójść jeszcze o krok dalej. Możemy widzieć, że zachowując się okropnie, to ona traci twarz. W ten sposób rozwijamy w sobie współczucie dla niej. Nawyk takiego postrzegania i odczuwania możemy rozbudować w sobie poprzez medytację. Kiedy patrzenie i odczuwanie z cierpliwością staje się korzystnym nawykiem, staje się ono częścią nas. Staje się naturalnym sposobem odpowiadania na trudne sytuacje, którym musimy stawić czoła. Kiedy pojawi się w naszym umyśle impuls wpadnięcia w gniew, będzie tam pewna przestrzeń. Nie będziemy natychmiast działać zgodnie z nim, i pojawią się też pozytywne impulsy, by działać w sposób bardziej korzystny.

Podczas wykładów na temat buddyzmu zwykle na początku każdego wykładu skupiamy się na odczuwaniu oddechu i liczeniu oddechów do dwudziestu jeden. Ta praktyka jest też bardzo pomocna, kiedy zauważamy, że zaraz wpadniemy w gniew. Tworzy ona pewną przestrzeń, w której nie poddajemy się natychmiast negatywnemu impulsowi, by na przykład powiedzieć coś okrutnego i daje to miejsce na ponowne zastanowienie się, czy chcemy rozzłościć się i zdenerwować. Myślimy wtedy: „Czy ja naprawdę chcę zrobić tę scenę, czy też jest jakiś lepszy sposób wyjścia z tej sytuacji”? Wskutek medytowania i budowania bardziej korzystnych nawyków, będziemy postrzegać różne sytuacje z większą cierpliwością i bardziej je tolerować. Będą nam przychodzić do głowy bardziej pozytywne alternatywy i w naturalny sposób będziemy je wybierać, gdyż chcemy być szczęśliwi i wiemy, że te zamienne sposoby dadzą nam ten skutek.

Aby móc tak czynić potrzebujemy skupienia. Oto dlaczego w buddyzmie mamy tak wiele rozmaitych metod medytacji dla rozwijania koncentracji. Tych metod nie uczymy się jako jakiegoś abstrakcyjnego ćwiczeni; robimy to, by je używać i stosować. Kiedy ich używamy? Używamy ich w trudnych sytuacjach, kiedy mamy do czynienia z okropnymi ludźmi czy okropnymi warunkami. Pozwala to nam skupiać się na utrzymywaniu cierpliwego umysłu.

Nie powstrzymamy się jednak od negatywnego, niszczącego zachowania tylko przez używanie samokontroli i dyscypliny. Jeśli robimy to tylko przez samokontrolę i dyscyplinę, wtedy złość pozostaje wewnątrz nas. Przybieramy bardzo opanowany wygląd na zewnątrz, ale wewnątrz gniew płonie i sprawia, że nabawiamy się wrzodów. Ale jeśli używamy tych metod poprawnie, jest wtedy inaczej - ta złość nawet się nie pojawia. Nie jest to sprawa panowania nad gniewem i zatrzymywania całego wewnątrz, jest to kwestia zastąpienia tych impulsów, które napływają do naszej głowy. Zamiast mieć negatywne impulsy, z którymi będziemy musieli radzić sobie poprzez utrzymywanie ich wewnątrz, pojawią się pozytywne impulsy.

Kiedy możemy tak robić, wtedy w zależności od motywacji możemy pozbyć się teraz problemów, a rzeczy nie pogorszą się w przyszłości. Albo nie będziemy mieć w ogóle żadnych problemów, albo też, przy najsilniejszej i najbardziej zaawansowanej motywacji, nie będziemy tworzyć problemów swojej rodzinie, przyjaciołom, ludziom wokół nas, i będziemy w stanie pomagać innym w najlepszy sposób. Będzie tak, bo nie będziemy ograniczani przez własne przeszkadzające emocje i problemy. Będziemy w ten sposób w stanie urzeczywistniać cały swój potencjał. Dziękuję.