Archiwa Berzina

Buddyjskie archiwa dr. Alexandra Berzina

Wyświetl w trybie przyjaznym dla niewidomych. Skocz do nawigacji

Zarys sześciu dalekosiężnych postaw (sześciu doskonałości)

Alexander Berzin
Ryga, Łotwa, lipiec 2004 r.
przekład na język polski: Zbigniew Becker

Sesja druga: Dalekosiężna szczodrość

Różnica pomiędzy rozróżniającą świadomością a głęboką świadomością

Podczas przerwy padło pytanie na temat tych słów, które tłumaczy się jako mądrość. W przekładzie robię różnicę pomiędzy dwoma słowami tybetańskimi – one różnią się również w sanskrycie – które często oba tłumaczy się używając słowa mądrość ( i wtedy gubi się różnice pomiędzy nimi). Tak więc jedno z nich nazywa się rozróżniającą świadomością czyli po tybetańsku szerab (shes-rab) albo pradżnia [w sanskrycie]. Zaś druga nazywa się głęboka świadomość, a po tybetańsku jesziej (ye-shes) albo dżniana w sanskrycie. Bardzo się między sobą różnią. Wyjaśnię więc tę różnicę.

Choć obu tych słów używa się na wiele rozmaitych sposobów, to jeśli spróbujemy nieco to rozjaśnić, to rozróżniająca świadomość jest – jej definicja brzmi, że dodaje ona pewności wnikliwemu poznawaniu [sic! wyróżnianie]. Wnikliwe poznawanie [wyróżnianie] – często tłumaczone, jako rozpoznawanie – wnikliwie poznaje [wyróżnia], że coś jest tym a nie tamtym. Dodaje ono temu absolutnej pewności. Jest to więc rozróżnianie pomiędzy konstruktywnym a destrukcyjnym, pomocnym a niepomocnym, właściwym a niewłaściwym, ścisłym a nieścisłym (pod względem tego, co jest rzeczywistością, a co nią nie jest). Zatem zwykle łączy się ją z pustką. Zrozumienie pustki pozwala rozróżniać, iż rzeczy nie istnieją w niemożliwy sposób, lecz istnieją w sposób, który jest rzeczywiście możliwy. To jest rozróżniająca świadomość.

Tak więc nawet robak ją posiada. Robak jest w stanie rozróżnić – nie wątpmy w to – jedzenie, od nie jedzenia. Krowa jest w stanie rozróżniać pomiędzy otwartą bramą obory a ścianą obory i nie pakuje się w ścianę. Nazywanie tego mądrością nie jest zatem najlepszym sposobem.

Jeśli mówimy w kategoriach pustki, to rozróżniająca świadomość dotyczy po prostu najgłębszej prawdy o rzeczach – pustki.

Głęboka świadomość – to drugie określenie – jest świadomością dwóch prawd, albo obu prawd łącznie, albo każdej z dwóch prawd we wzajemnym kontekście drugiej. Lecz również głęboka świadomość jest częścią Natury Buddy, czegoś bardzo głębokiego i posiadanego przez każdą istotę, więc odnosi się do właściwości podobnej lustru (me-long lta-bu’i ye-shes) (zdolność przyjmowania informacji), zrównywania (mnyam-nyid ye-shes) (dostrzegania wzorców, łączenia rzeczy ze sobą), wyodrębniania (sor-rtog ye-shes) (uświadamianie sobie jednostkowości tego czy tamtego) itd.

Patrząc pod kątem aspektów Natury Buddy robak ma ją również. Znowu zatem, nazywanie jej mądrością jest niezbyt udane.

W różnych tybetańskich tradycjach tego określenia głęboka świadomość można używać nieco odmiennie. W każdym jednak razie nie jest ono tym samym, co rozróżniająca świadomość. W tradycji gelug używa się go również do określenia tego, co osiągnął arja (’ phags-pa) – ktoś, kto osiągnął niekonceptualne poznanie pustki – jako dodatkowe znaczenie tego słowa.

Przypisywanie dalekosiężnych postaw dwóm sieciom (c.d.)

W każdym razie, jak powiedziałem, ta ogólna klasyfikacja sześciu dalekosiężnych postaw może być dokonywana na dwie lub trzy sieci. Niezbyt pomaga, jeśli sobie pomyślimy: „No cóż, to tylko pewien schemat intelektualny. To nic nie znaczy”, ale możemy zobaczyć: „Aha, co się przekształci w te wszystkie formy itd., żebyśmy mogli rzeczywiście pomagać innym jako Budda?” Bądźmy szczodrzy, zwłaszcza przy rzeczywistej pomocy innym. Potrzebujemy dyscypliny, żeby pomagać innym i ich nie krzywdzić. I być cierpliwi, to znaczy nie wpadać we frustrację usiłując pomagać innym, ponieważ to nie zawsze jest łatwe oraz być cierpliwi wobec własnych problemów i niedociągnięć, kiedy usiłujemy pomagać innym – pracować nad nimi, oczywiście w nas samych, ale się nie poddawać. To połączenie przekształci się zatem w posiadanie wszystkich form i zdolności Buddy do pomagania innym.

Co zaś się przekształci w umysł Buddy? Oczywiście musimy mieć rozróżniającą świadomość. Musimy mieć stabilność umysłu, która nie oznacza jedynie koncentracji, ale brak wzlotów i spadków nastrojów, przeszkadzających emocji itd. I musimy mieć cierpliwość nie odczuwania frustracji z powodu trudności w praktykowaniu Dharmy, zwłaszcza jeśli chodzi o medytowanie i usiłowanie uzyskania tej tak zwanej mądrości. To właśnie przekształci się więc w posiadanie umysłu Buddy.

Natomiast radosnej wytrwałości potrzebujemy dla obu sieci. Mówiąc w bardzo ogólny sposób: musimy wytrwać w niej, nie porzucać jej i naprawdę czerpać radość z pomagania innym i z medytowania. Te działania wnoszą wkład w obie sieci: pomaganie innym rozbudowuje pozytywną siłę – mówiąc w sposób bardzo ogólny – zaś medytacja rozbudowuje głęboką świadomość. Oczywiście zarówno pomagamy jak i medytujemy w obu, rozbudowując pozytywną siłę i głęboką świadomość. Tutaj ujmuję to w sposób ogólny, żeby to było łatwiej zrozumieć.

Bez względu na to, co robimy, musimy wytrwać w tym, nie zarzucać tego. To jest wytrwałość. I czerpać radość z robienia tego, nie zaś czuć „Ojej, to jest okropne. Nie znoszę tego robić, zrobię to jednak, ponieważ czuję się zobligowany do tego lub czułbym się winny, gdybym tego nie zrobił”. Radujmy się tym. „Kocham medytować. Kocham pomagać innym ludziom. To mi sprawia ogromną radość”. „ Kocham tłumaczyć. To mi sprawia ogromną przyjemność. Nic mnie nie czyni szczęśliwszym”.

Zapomniałem dokładnych słów, lecz Śantidewa wypowiedział gdzieś taką myśl: „Bodhisattwa to ktoś, kto nie jest szczęśliwy, o ile rzeczywiście nie robi czegoś dla pożytku innych, żeby pomagać innym”. Jeśli czerpiesz radość ze swojej pracy, to nie wykonując jej nie będziesz szczęśliwy. I nie mówimy tu o pracoholizmie w biurze, lecz o pomaganiu innym. O ile nie robimy rzeczywiście czegoś pożytecznego dla innych, to nie czujemy się, nie jesteśmy naprawdę szczęśliwi. „Zawsze chcę robić coś, żeby pomagać innym. To mi daje największą radość w życiu”. To o czymś takim mówi radosna wytrwałość. Nie ma więc znaczenia, co robimy, pomagając innym – zajmując się dziećmi, pracując w jakimś przedsięwzięciu nastawionym na pomoc innym w taki czy inny sposób, czy nauczając Dharmy. To nie ma znaczenia. Robimy to, do czego jesteśmy zdolni.

Teraz prasangika. Przez prasangikę mam na myśli tradycję prasangiki gelug. Tsongkapa był niewiarygodnym rewolucjonistą, nieprawdopodobnie odważnym i bardzo dogłębnie przestudiował indyjskie teksty i zdał sobie sprawę z tego, że teksty prasangiki zawierały rzeczywiście bardzo szczegółowe wyjaśnienia. Mamy więc system prasangiki według szkoły gelug. Wcześniejsze systemy – ningma, sakja i kagju – inaczej rozumieją stanowisko prasangiki. Zgodnie z prasangiką gelug… tutaj Tsongkapa przedstawia inny sposób klasyfikowania tych sześciu dalekosiężnych postaw. (Wspominam o tym, ponieważ są tu zarówno osoby z ośrodka gelugpy, oraz drikung kagju.) Tutaj Tsongkapa dzieli je zgodnie z dwiema prawdami. Tak więc dalekosiężna rozróżniająca świadomość, która nie jest… nie mówimy tu o rozróżniającej świadomości tego, co konstruktywne a co destrukcyjne w kategoriach karmy, lecz po prostu w sensie najgłębszej prawdy – pustki. Ona wnosi wkład w sieć głębokiej świadomości, w umysł Buddy. Wszystkie pozostałe, łącznie z rozróżniającą świadomością tego, co pomocne a co szkodliwe, przyczyniają się do rozwoju sieci pozytywnej siły, do Ciał Formy Buddy. Jest to więc po prostu inny sposób klasyfikowania – pod kątem dwóch prawd. Wysłuchacie obu wyjaśnień i oba są rzeczywiście bardzo pomocne.

Dalekosiężna szczodrość

Przyjrzyjmy się teraz samym dalekosiężnym postawom. Pierwsza z nich to szczodrość. Szczodrość definiuje się, jako chęć dawania. Jest postawą, stanem umysłu. Śantidewa napisał: „Jeśli doskonałość szczodrości oznacza usunięcie biedy w całym wszechświecie, to Budda nie osiągnął doskonałej szczodrości, ponieważ nadal są ludzie biedni”. Zatem doskonałość szczodrości jest całkowitą gotowością do dawania wszystkiego bez wyjątku.

Zaś szczodrość nie oznacza, że sami musimy stać się biedni, rozdawszy bez wyjątku wszystko, co mieliśmy. Nie mówimy tu o ubóstwie, jako jakiejś cnocie, co możemy znajdować w innych religiach. Oznacza gotowość do dawania bez żadnego wahania, bez żadnych oporów, jeśli danie czegoś jest rzeczą właściwą. Musimy posługiwać się tu rozróżnianiem. Nie dajemy komuś broni, żeby sobie poszedł i postrzelał: „Och, jestem szczodry. Masz tu broń”. „Masz tu pieniądze i idź kup sobie broń.” „Masz tu pieniądze na narkotyki”.

Tak więc nawet będąc skrajnie biedni i nie mając niczego, nadal możemy chcieć dawać. W przeciwnym razie ludzie biedni nie mogliby rozwijać szczodrości. To dlatego oglądając piękny zachód słońca, bądźmy szczodrzy myśląc „Oby wszyscy radowali się tym pięknym zachodem słońca. Oby wszyscy radowali się tym pięknym widokiem. Oby wszyscy mogli cieszyć się tą piękną pogodą”. Bądźmy szczodrzy rzeczami, których nie mamy na własność, jak i rzeczami, które należą do nas. Jest to przeciwieństwo skąpstwa, którym jest postawa „Nie chcę się dzielić, czymkolwiek, z nikim. Chcę to zatrzymać dla siebie. Jeśli komuś to dam, wtedy dla mnie nie zostanie wystarczająco dużo”.

Ale, oczywiście, musimy tu uważać, żeby nie stać się fanatykami. Ponieważ również pracując na rzecz innych musimy jeść, musimy spać – potrzebujemy tego rodzaju rzeczy. Tak więc mówimy tu bardziej o dzieleniu się z innymi. Nie można rozdać wszystkiego do tego stopnia, że sami zagłodzimy się na śmierć. Oczywiście, co innego, kiedy już jesteśmy super zaawansowanymi bodhisattwami, ale my jeszcze nimi nie jesteśmy. Jako super zaawansowani bodhisattwowie możemy poświęcić własne życie pomagając innym, lecz nie na naszym obecnym etapie. Możemy do tego aspirować. Lecz jeśli nie jesteśmy jeszcze gotowi na zrobienie czegoś takiego, to zwykle usiłując to zrobić tylko rozwijamy bardzo negatywny stan umysłu, a zatem nie jest to bardzo pożyteczne. Nie jesteśmy jeszcze gotowi, jak Budda, który w którymś ze swoich przeszłych żywotów nakarmił głodną tygrysicę własnym ciałem. Nie jesteśmy jeszcze gotowi na zrobienie czegoś takiego.

Musimy chcieć, na swoim poziomie, dawać, być gotowym dawać innym własne ciało. To mogłaby być, na przykład, pomaganie komuś w wykonaniu jakiejś trudnej pracy, posłużenie się własnym ciałem, żeby pomóc komuś, brak obawy przed pobrudzeniem sobie rąk, tego rodzaju rzeczy. Albo kiedy ratowanie kogoś jest niebezpieczne – zrobienie tego mimo wszystko. Oczywiście, również dawanie własnych dóbr, jeśli są potrzebne i mogą komuś pomóc oraz dzielenie się również czymś nazywanym korzeniami cnoty (dge-ba’i rtsa-ba), co zasadniczo oznacza pozytywny potencjał zbudowanej przez siebie pozytywnej siły. Innymi słowy…podam przykład z własnego życia. Kiedy wskutek pozytywnej siły z przeszłych żywotów nawiązałem tak wiele kontaktów na całym świecie i ze wspaniałymi nauczycielami Dharmy oraz wielkimi mistrzami w Indiach itd., dzielę się tym z innymi ludźmi, a nie zachowuję tego tylko dla siebie. Jeśli jest ktoś odpowiedni, to przedstawiam go innym, wykorzystuje się potencjał, który zbudowałem, z pożytkiem dla innych, a nie zatrzymywuję go dla siebie. „Oby cała ciężka praca włożona w moją edukację i studiowanie w Indiach przyniosły pożytek innym ludziom”. O czymś takim tu mówimy. Otwierajmy drzwi innym.

Szczodrość udzielania pomocy materialnej

Występują trzy, albo cztery różne rodzaje szczodrości. Przede wszystkim mamy szczodrość dawania pomocy materialnej. To oznacza dawanie własnych dóbr, posiadanych przez siebie rzeczy, czy to jest jedzenie, ubrania, pieniądze – cokolwiek mamy. Lecz znowu – mam na myśli to, że do tego dojdziemy – dawanie, kiedy to jest odpowiednie. I możemy również dawać rzeczy, których nie posiadamy, które są czymś jakby publicznym. Nie oznacza to jednak, że idziemy i kradniemy coś. Mówimy tu o dawaniu czegoś publicznego, jak posprzątanie środowiska, żeby inni ludzie mogli się nim cieszyć. To jest dar dla innych. I jak wspominałem: „Oby wszyscy mogli radować się pogodą, tą piękną pogodą”, itd.

Nie powinniśmy tu myśleć wyłącznie w kategoriach prawdziwych fizycznych rzeczy, lecz również (jak mówiłem w kategoriach dawania własnego ciała) dawać własną pracę, dawać własny czas, dawać własną uwagę, tego rodzaju rzeczy, dawać energię, dawać otuchę, wszystkie tego rodzaju rzeczy. To oznacza bycie szczodrym.

Szczodrość dawania Dharmy

Drugim rodzajem jest dawanie Dharmy, szczodrość dawania Dharmy. Nie odnosi się to jedynie do nauczania, czy tłumaczenia, czy przepisywania nauk, czy udostępniania książek, czy budowania stup itp. To jest jeden tego aspekt. Zakładanie ośrodków Dharmy, praca w nich, takie rzeczy. Lecz obejmuje to również odpowiadanie na pytania ludzi, dostarczanie im informacji, kiedy jej potrzebują. Rzeczy tego rodzaju.

Również jest coś, co mamy z tradycji sakja, co nazywa się ofiarowaniem samadhi (albo koncentracji) i odnosi się do ofiarowywania czy dawania innym wszystkich rozmaitych aspektów własnej praktyki, własnej praktyki Dharmy. Zatem wszystko, co przeczytaliśmy czy przestudiowaliśmy – ofiarujemy to innym, używamy tego dla pomocy innym. I cała wiedza, którą uzyskaliśmy – ofiarujemy ją im, używamy jej. Również przekonanie dotyczące Dharmy i wszystkie tego rodzaju rzeczy. Używamy własnej koncentracji. Jest tu cały spis. To wszystko należy do tej kategorii szczodrości dawania Dharmy, dawania własnej praktyki.

Szczodrość dawania ochrony przed lękiem

Następnie, trzecim rodzajem jest szczodrość dawania ochrony przed lękiem. To może, oczywiście, odnosić się do ratowania życia innych, życia zwierząt, które mają pójść na rzeź, czy istot zamkniętych w klatkach – czy to ptaków, czy ludzi, cokolwiek – i ratowanie tonących much z basenu, tym podobne rzeczy. Również ratowanie zwierząt od – to nie musi być zaraz śmierć, jak pójście na rzeź, lecz chronienie ich przez zimnem czy skrajnym gorącem. Jeśli znajdujemy w mieszkaniu chrząszcza, to nie wyrzucamy go po prostu przez okno, z piątego piętra, ponieważ: „No cóż, nic mu nie będzie, jak sobie tak wyląduje”. Jeśli nie chcemy go w mieszkaniu, to wynieśmy go na zewnątrz, a nie wyrzucajmy za okno, ani nie spłukujmy z wodą w sedesie, życząc mu szczęścia.

Zaliczylibyśmy do tego również pocieszanie innych, kiedy bardzo się boją, czy to własnych dzieci, czy kogoś, na kogo polują czy zwierzę, na które polują. Staramy się je ochronić. Jeśli widzimy muchę złapaną w pajęczynę, próbujemy ją uwolnić. To jest trudne, ponieważ wtedy można by powiedzieć: „Czyż nie jesteśmy okrutni dla pająka”? Wątpię jednak, żebyśmy stali tam przez 24 godziny na dobę i pilnowali, żeby pająk przypadkiem czegoś nie zjadł. Kiedy więc mamy sposobność ratowania stworzeń, to dobrze. Nie musimy być policjantem pilnującym pająki. Jeśli kot znęca się nad myszą, którą złapał, odbierzmy mu ją i uratujmy.

To prowadzi do bardzo trudnego zagadnienia, którym jest eutanazja, zwłaszcza w przypadku zwierząt. Kot czy pies naprawdę cierpi, czy więc mamy go uśpić, czy nie? Lub dać komuś innemu do uśpienia, gdyż zazwyczaj sami nie usypiamy zwierząt. To żadną miarą nie jest sprawa łatwa. Z jednego punktu widzenia, jeśli chodzi o zwierzę – czy w innym przypadku o istotę ludzką – jeśli przerywamy naturalny proces śmierci i doznawania cierpienia itd., to wstrzymujemy dojrzewanie określonej negatywnej karmy w postaci cierpienia. Jeśli to przerwiemy – no cóż, ta istota w jakimś przyszłym życiu nadal będzie musiała doświadczać tego rodzaju cierpienia. Zatem z jednego punktu widzenia nie jest to zbyt mądre, ale z innego punktu widzenia, jeśli możemy jakoś zminimalizować doznawany przez daną istotę ból, dać środki przeciwbólowe komuś choremu na raka itp., to wydaje się to być bardziej właściwe. Lecz jest to bardzo, bardzo trudne zagadnienie.

Również Jego Świątobliwość w odpowiedzi na podobne sytuacje… Ponieważ stajemy przed problemem kogoś utrzymywanego przy życiu przez maszyny – kto jest zasadniczo martwy. Albo, co uważam za coś niebywałego – wydaje się milion dolarów na uratowanie wcześniaka. Jego Świątobliwość mówi, że znów, jeśli są nieograniczone środki, to jest jedna sprawa, lecz jeśli mamy do dyspozycji tylko ograniczone środki, to nie wydajemy miliona dolarów na utrzymywanie przy życiu kogoś, czyj mózg już umarł, a nie starcza nam pieniędzy na leczenie tych osób, które mogłby wyzdrowieć. Tak więc bardzo wiele zależy od okoliczności. To samo dotyczy kwestii aborcji itd.

Musimy tu unikać absurdalnych skrajności. Gdybyśmy doprowadzili to do skrajności: „No cóż, to zwierzę musi doświadczyć własnego cierpienia, żeby zupełnie spalić negatywną karmę, która tu dojrzewa właśnie” – doprowadzilibyśmy to absurdalnego wniosku, do skrajności – oznaczałoby to, że nigdy nikomu nie damy żadnego lekarstwa. „Cóż, musi doświadczyć tego cierpienia będącego następstwem własnej negatywnej karmy w postaci choroby”. Zatem, oczywiście, nie o to tu chodzi, wcale nie chodzi o coś takiego, ponieważ również podajemy lekarstwa i staramy się pomóc innym wydobrzeć, zaś jeśli mają karmę przezwyciężenia choroby, to dając im lekarstwa itp. sprawiamy, że ją pokonują. Tak więc, oczywiście, robimy to.

Jednak w przypadku kogoś w stanie śmierci mózgowej, kiedy absolutnie nic nie da się już zrobić, kiedy nie ma żadnej możliwości, że temu komuś się polepszy, jest to inna sprawa. Teraz, co do aborcji. Jeśli z jakichkolwiek powodów ktoś rzeczywiście dokonał aborcji, to bardzo może pomóc coś, co robi pewna japońska mniszka zen w Ameryce. Nie mam pewności, skąd ona to wzięła, czy tak robiono tradycyjnie w Japonii, czy nie, lecz, co niezwykle pomaga, zachęca ona rodziców (lub samą kobietę, jeśli ojca nie ma w pobliżu) do nadania imienia płodowi, gdyż to była żywa istota – uznania jej – i odprawienia ceremonii i pogrzebu oddającego cześć tej osobie, która z jakiegokolwiek powodu nie rozwinęła się oraz wyrażenia żalu i odmówienia wielu modlitw o wspaniałe odrodzenie w okolicznościach, które będą bardziej sprzyjające. Chodzi o rozwinięcie w ten sposób bardzo pozytywnej postawy wobec płodu, który został poddany aborcji. Wydaje się to niezwykle pomagać zwłaszcza kobietom – również mężczyznom, lecz szczególnie kobietom – ponieważ decyzja o aborcji może później prowadzić do wielu problemów psychicznych i poczucia winy.

Szczodrość ofiarowania innym własnego zrównoważenia

W tantrze rozumienie szczodrości dawania ochrony przed lękiem idzie jeszcze dalej, a mianowicie odwołuje się tam do dawania innym własnego zrównoważenia. Innymi słowy, inni nie mają się czego obawiać z naszej strony, ponieważ nie uczepimy się ich z przywiązaniem, ani nie odepchniemy ze złością i wrogością, ani też nie zlekceważymy przez naiwność, lecz będziemy otwarci wobec wszystkich. Tak więc nie mają się czego obawiać z naszej strony, że się ich uczepimy, albo odrzucimy, czy też zlekceważymy. Cudowne. Wspaniały dar.

Szczodrość obdarzania miłością

Tantra mówi również o czwartym rodzaju szczodrości, którym jest dawanie miłości. Dawanie miłości nie jest chodzeniem i rozdawaniem uścisków, lecz odnosi się do obdarzania każdego życzeniami szczęśliwości, to jest definicja miłości, a mianowicie życzenie komuś szczęśliwości i [posiadania] przyczyn szczęśliwości.

Zakończenie

Może tyle już wystarczy. W niektórych innych systemach szczodrość dzieli się i omawia na inne sposoby, lecz być może byłoby tego nieco za dużo, gdybyśmy wchodzili w te wszystkie szczegóły. Powinniśmy po prostu być świadomi tego, że w rozmaitych tradycjach tybetańskich rozmaici autorzy czynią tu nieco inne podziały, podają inne układy klasyfikowania. W rzeczywistości wszystkie są pomocne.

Tylko jeden przykład. W swojej Klejnotowej ozdobie wyzwolenia, Gampopa dzieli rzeczy materialne na rzeczy wewnętrzne i rzeczy zewnętrzne. Zatem rzeczy wewnętrzne odnoszą się do własnego ciała, czasu, energii itp. Zaś rzeczy zewnętrzne odnoszą się do przedmiotów materialnych itd.

Dawanie innym własnej rodziny. Co to oznacza? Zapraszanie innych do siebie na Święta, żeby mogli nacieszyć się rodzinnym ciepłem. Takie rzeczy. To jest bardzo przyjemne. Kiedy w naszym mieście przebywa ktoś obcy czy jakiś obcokrajowiec, który podczas świąt mógłby czuć się samotnie i tęsknić za własną rodziną, dzielimy się z nim swoją rodziną. To coś bardzo miłego.

Teraz zakończmy naszą poranną sesję. Skończymy ją dedykacją. Oby wszelka pozytywna siła i energia, jak stąd powstała, działała jako przyczyna osiągnięcia oświecenia dla pożytku wszystkich.