Archiwa Berzina

Buddyjskie archiwa dr. Alexandra Berzina

Wyświetl w trybie przyjaznym dla niewidomych. Skocz do nawigacji

Strona główna > Spotkanie z buddyzmem > Buddyzm dzisiaj > Prawa człowieka a status kobiet w buddyzmie: przywrócenie wyświęcania bhiksiuń w tradycji mulasarvastivada

Prawa człowieka a status kobiet w buddyzmie: przywrócenie wyświęcania bhiksiuń w tradycji mulasarvastivada

Jego Świątobliwość Czternasty Dalajlama
Hamburg, Niemcy, lipiec 2007 r.
przekład i nieznaczna redakcja: Alexander Berzin
[objaśnienia odpowiedzi Jego Świątobliwości podano fioletowym kolorem w nawiasach kwadratowych]
Urywki z Raportu z podsumowania międzynarodowego kongresu na temat roli kobiet w Sandze w 2007 r.: Linie wyświęceń bhiksiuń a winaja (Część 4)
przekład na język polski: Zbigniew Becker

W zamierzchłych czasach różnice płci nie były być może tak bardzo istotne. Jednak w miarę rozwoju cywilizacji, coraz to bardziej żywotną rolę w ochronie społeczeństw przed wrogami zaczęły odgrywać siła i władza. W następstwie tego zaczęli dominować mężczyźni, z uwagi na swoją większą siłę fizyczną. W późniejszych czasach większą rolę zaczęło odgrywać wykształcenie i inteligencja, a w tym względzie mężczyźni i kobiety nie różnią się od siebie. Obecnie jednak kluczową rolę w rozwiązywaniu konfliktów i innych problemów odgrywają wzajemna sympatia i serdeczność. Potrzeba obu tych cech dla właściwego posługiwania się wykształceniem i inteligencją, a zapobiegania ich destrukcyjnemu wykorzystaniu. Zatem obecnie kobiety powinny odgrywać rolę bardziej centralną, gdyż z uwagi na czynniki biologiczne, łatwiej mogą rozwijać w sobie sympatię i serdeczność, niż mężczyźni. Bierze się to z noszenia dzieci w łonie oraz z tego, że w normalnych okolicznościach, głównie one zajmują się nowonarodzonymi niemowlętami.

Tradycyjnie, wojny toczyli zasadniczo mężczyźni, gdyż są lepiej przygotowani fizycznie do zachowań agresywnych. Z drugiej strony, kobiety są zazwyczaj bardziej wrażliwe na odczuwanie niewygody i bólu innych. Chociaż mężczyźni i kobiety, w równym stopniu, mają potencjał do okazywania agresji i serdeczności, to różnią się w tym, które z tych dwojga emocji łatwiej im przejawiać. Zatem, gdyby większość z przywódców światowych była kobietami, to być może na świecie byłoby mniejsze zagrożenie wojną, zaś więcej współpracy nad rozwiązywaniem ogólnoświatowych problemów, chociaż, oczywiście, niektóre kobiety mogą być dalekie od ideału! Sympatyzuję z feministkami, ale one nie powinny jedynie krzyczeć. Muszą też podejmować wysiłki na rzecz wnoszenia pozytywnego wkładu w społeczeństwo.

Czasem w religii występuje nacisk na znaczenie mężczyzny. Jednak w buddyzmie najwyższe śluby, mianowicie śluby bhiksiu i bhiksiuni, są równe sobie i wiążą się z takimi samymi prawami. Jest właśnie tak pomimo tego, że w niektórych obszarach rytualnych, z uwagi na zwyczaje społeczne, bhiksiu mają pierwszeństwo. Jednak Budda dał równe podstawowe prawa obu grupom Sanghi. Nie ma więc sensu dyskutować nad tym, czy odradzać wyświęcanie bhiksiuń, czy nie, lecz jedyną kwestią pozostaje, jak to zrobić właściwie w kontekście winaji.

Śantarakszita przyniósł do Tybetu linię wyświęceń bhiksiu według tradycji mulasarvastivada. Jego orszak składał się jednak wyłącznie z indyjskich mnichów, a ponieważ wyświecanie bhiksiuń wymaga dwojakiej Sanghi, to nie mógł on wprowadzić do Tybetu linii bhiksiuń. W późniejszych czasach niektórzy lamowie tybetańscy wyświecali swoje matki jako bhiksiunie, lecz z punktu widzenia winaji nie uważano tego za autentyczne wyświęcenia. Od 1959 roku odczuwałem, że większość klasztorów żeńskich musi podnieść swój poziom nauczania do poziomu klasztorów męskich. Wydałem stosowne zarządzenie i dziś już mamy pośród mniszek osoby uczone. Ale co do przywrócenia wyświęcania bhiksiuń, to nie wolno mi działać samodzielnie. Tę kwestię należy rozstrzygnąć zgodnie z winają.

Możemy obecnie omawiać tę kwestię z innymi tradycjami buddyjskimi, takimi jak chińska, koreańska i wietnamska – które w dalszym ciągu wyświęcają bhiksiunie. Już ze dwa tuziny Tybetanek otrzymały wyświecenie bhiksiuni zgodnie z tradycją dharmagupty. Nikt nie podważa tego, że są teraz bhiksiuniami.

W ciągu ostatnich trzydziestu lat prowadziliśmy badania naukowe nad tekstami winaji z tradycji mulasarvastivady i dharmagupty. Ponieważ mamy winaję w obu tych tradycjach sanskryckich, jak również w tradycji palijskiej, byłoby pożyteczne, gdyby starsi przedstawiciele Sanghi z wszystkich trzech tradycji winaji spotkali się, żeby przedyskutować tę sprawę i podzielić się swoim doświadczeniem. Przywrócono już wyświęcanie bhiksiuń na Sri Lance oraz interesują się tym również w Tajlandii. Przydadzą się więc dalsze badania naukowe w tym celu, żebyśmy któregoś dnia mogli naprawić to, co nie powiodło się Śantarakszicie. Jako jednostka nie mam jednak władzy, żeby w tej sprawie zadecydować. Nie byłoby to zgodne z procedurami podanymi w winaji. Mam jedynie władzę zapoczątkowywać badania naukowe nad tym zagadnieniem.

Wszyscy uznajemy i przyjmujemy, jako bhiksiunie, te Tybetanki i kobiety z Zachodu, które otrzymały wyświęcenie w tradycji dharmagupty. Tego nikt nie podważa. Natomiast kwestią nadal pozostaje znalezienie sposobu na wyświęcanie bhiksiuń zgodnie z tekstami winaji mulasarvastivady. Musiałby tu być jakiś żywy Budda, żeby go o to zapytać. Gdybym był Buddą, to mógłbym to rozstrzygnąć, ale tak nie jest. Nie jestem żadnym Buddą. Mogą działać po dyktatorsku w innych kwestiach, ale nie w sprawach dotyczących winaji. Mogę zarządzić, żeby tybetańskie bhiksiunie – wyświecone w tradycji dharmagupty – spotykały się w grupach, celem odprawiania trzech rytuałów Sanghi: [dwa razy w miesiącu oczyszczanie z wykroczeń (sodżiong) (tyb.: gso-sbyong, sanskr.: poshadha, pali: uposatha), odbywanie letniego odosobnienia (tyb.: dbyar-sbyor, sanskr.: varshopanayika, pali: vassopanayika), oraz zawieszanie ograniczeń letniego odosobnienia (tyb.: dgag-dbye, sanskr.: pravarana, pali: pavarana)]. Ale jeśli chodzi o przywrócenie ceremonii wyświęcania, to już co innego. Chociaż życzyłbym sobie, żeby tak się stało, to wymaga jednak jednomyślności pośród starszych mnichów. Niektórzy z nich silnie się temu sprzeciwiają. Nie ma powszechnej zgody co do tego, że to jest problem. Mogę jednak od razu spowodować przełożenie z chińskiego na tybetański odpowiednich tekstów do tych trzech rytuałów Sanghi w wersji dharmagupty. Temu nikt nie może się sprzeciwić.

Co do innych aspektów, to potrzebujemy więcej dyskusji nad nimi. Bardzo ważne jest wsparcie ze strony Sanghi z innych tradycji buddyjskich, a więc to spotkanie bardzo pomogło na tym etapie procesu. W następnym kroku zaproszę do Indii międzynarodową grupę starszych mnichów. Niech przedyskutują tę sprawę z tymi spośród wąsko myślącej starszyzny tybetańskiej, którzy sprzeciwiają się przywróceniu wyświecania bhiksiuń w tradycji mulasarvastivady.

Gdyby był tu dzisiaj Budda, to bez wątpienia dałby na to zgodę. Ja nie mogę jednak działać tak, jak Budda. Chociaż monastycyzm występował w Tybecie już od ósmego wieku, to nigdy nie było pośród nas bhiksiuń wykonujących wspomniane trzy rytuały Sanghi, zaś teraz to się wydarzy. Ale jest jeszcze za wcześnie, żeby decydować w sprawie wyświęceń.

Trudno będzie rozpocząć wykonywanie tych trzech rytuałów Sanghi bhiksiuń w tym roku, ale powinniśmy móc to zacząć w roku przyszłym. Już przełożono z chińskiego na tybetański Pratimoksza bhiksiuni. Mają trzydzieści – czterdzieści stron. Tybetańskie bhiksiunie z tradycji dharmagupta będą musiały się ich nauczyć na pamięć. Ale nadal trzeba jeszcze przełożyć zasadnicze teksty tych trzech rytuałów Sanghi.

Chociaż tybetańskie mniszki mogłyby życzyć sobie wyświęcenia na bhiksiunie w tradycji mulasarvastivady, to wyświecenia bhiksiuni w tradycji dharmagupty nie można uznać jako mulasarvastivady. Gdyby oba były wzajemnie wymienne, to nie byłoby powodu, żeby prosić Atiśię o nie wprowadzanie w Tybecie wyświęceń bhiksiu w tradycji mahasanghiki. [Kiedy Król Dżangczub-ło (tyb. Byang-chub ‘od) zaprosił na początku jedenastego wieku do Tybetu indyjskiego mistrza Atiśię, to ponieważ dziadek króla, Król Jesie-ło, już uprzednio spowodował przywrócenie w swoim królestwie linii wyświęceń bhiksiu w tradycji mulasarvastivada, zapraszając Dharmapalę – mistrza ze Wschodnich Indii – to teraz poproszono Atiśę, o nie udzielanie wyświęceń bhiksiu w tradycji mahasanghiki, ponieważ wprowadziłoby to do Tybetu dwie linie winaji.]

Dalej, jeśli wyświęcenie w tradycji dharmagupty byłoby wyświęceniem w tradycji mulasarvastivady, to wtedy wyświęcenie w jakieś tradycji therawadyjskiej byłoby również wyświęceniem w tradycji mulasarvastivady, a to byłby absurd. Musimy wprowadzić wyświęcanie bhiksiuń w tradycji mulasarvastivady czysto według winaji mulasarvastivady.

Spotkajmy się tej zimy na podobnej konferencji, lecz w Indiach – w Bodh Gaja, w Sarnath albo w Delhi. Oprócz międzynarodowej starszyzny Sanghi, która uczestniczyła w tej konferencji w Hamburgu, zaprosimy na nią wszystkich czołowych przywódców Sanghi tybetańskiej oraz wszystkich opatów głównych klasztorów wszystkich czterech tradycji tybetańskich, być może łącznie z bonpami. Bonpowie nadal mają bhiksiunie. Zaprosimy najstarszych, najbardziej poważanych uczonych bhiksiu – łącznie około stu osób. Poproszę wtedy międzynarodową starszyznę Sanghi o podanie wszystkim uczestnikom argumentów na rzecz ponownego wprowadzenia wyświęcania bhiksiuń. To mogłoby być bardzo użyteczne. My Tybetańczycy sfinansujemy taką konferencję i zdecydujemy, komu najlepiej powierzyć jej organizację.

Podczas ostatnich dwudziestu sześciu wieków powstało się wiele różnic pomiędzy palijską a sanskrycką wersją abhidharmy. Nagardżuna objaśnił określone punkty, a inne oczywiste różnice między obiema tradycjami da się wyjaśnić na podstawie analiz. W tym duchu możemy pozwolić sobie na przeanalizowanie na nowo słów Buddy, na przykład, w odniesieniu do Góry Meru, płaskości ziemi oraz zbliżonej wielkości i odległości Słońca, i Księżyca od Ziemi. W ogóle nie da się już utrzymać tych stwierdzeń. Nawet moi wychowawcy oglądali przez mój teleskop cienie gór na Księżycu i musieli zgodzić się z tym, że Księżyc nie wysyła własnego światła, jak utrzymuje to abhidharma. Nie ma więc potrzeby dyskusji Sanghi nad wyjaśnieniami Nagardżuny. To samo dotyczy zagadnień związanych z sutrami. Ale zupełnie inaczej wygląda sprawa, jeśli chodzi o winaję.

Wszystkie tłumaczenia tekstów winaji zaczynają się od pozdrowienia dla Wszechwiedzącego. To oznacza, że sam Budda poświadczył te teksty, ponieważ jedynie wszechwiedzący Budda wie, jakie działania należy praktykować, a jakie porzucić. Z drugiej strony, w tekstach abhidharmy składa się pozdrowienia Mańdźjuśriemu. Po odejściu Buddy w parinirwanę zwołano radę Sanghi, która wprowadziła w winaji nieco zmian. Budda dał przyzwolenie na coś takiego i można by to rozszerzyć również na inne punkty. Na przykład my, Tybetańczycy, praktykujemy bodhisattwajanę i tantrajanę, z których każda ma własny zestaw ślubów. Niektóre z ich punktów i wskazań kłócą się z winają. W takich przypadkach wyższe zestawy ślubów muszą brać pierwszeństwo przed niższymi.

W XXI wieku idea wojny jest czymś przestarzałym. Dla rozwiązywania sporów w jej miejsce potrzebujemy dialogu, a do tego nie wystarczy sama inteligencja. Potrzebujemy do tego również serdeczności i poważnego interesowania się dobrostanem innych. Dla szczerego dialogu potrzeba więcej współczucia. Z uwagi na czynniki biologiczne, kobiety są bardziej od mężczyzn wrażliwe na cierpienie. Na przykład niezbyt wiele kobiet pracuje przy uboju zwierząt. Dlatego w negocjacjach międzynarodowych bardzo potrzeba kobiet i powinny one odgrywać w nich większą rolę.

Czteroczłonowa społeczność uczniów Buddy składa się z bhiksiu, bhiksiuń, upasaków i upasik. Oczywiście kobiety i mężczyźni ogrywają w niej równą rolę. Ale obecnie wśród Tybetańczyków ta czteroczłonowa społeczność nie jest pełna. Spośród ośmiu i dziesięciu zalet drogocennego ludzkiego odrodzenia, jedną jest odrodzenie się w kraju środkowym, określanym tak albo geograficznie, albo duchowo. Tybet nie jest krajem środkowym geograficznie. Co do kraju określanego duchowo, jest nim taki, który ma pełną czteroczłonową społeczność. Oczywiście nie jest ona pełna, jeśli brakuje bhiksiuń. Wielu Tybetańczyków twierdzi, że jeśli gdzieś obecni są bhiksiu, to jest to kraj środkowy, ponieważ bhiksiu są najważniejszą spośród czterech grup. Ale to jedynie określa pewne podobieństwo do kraju środkowego i podobieństwo do cennego odrodzenia ludzkiego. Uprzedni mistrzowie w Tybecie powinni byli zwrócić na to uwagę.

Bez konsultowania się z jakąś grupą Sanghi mogę zapoczątkować poprawę wykształcenia tybetańskich mniszek. Już zrobiłem coś takiego i wiele mniszek osiągnęło wysoki poziom erudycji. W klasztorach w Mundgod oznajmiłem, że musimy poczynić przygotowania do egzaminu na tytuł geszema. Niektórzy starsi mnisi mieli przeciw temu zastrzeżenia, lecz powiedziałem im, że Budda dał równe prawa mężczyznom i kobietom w sensie możliwości zostawania bhiksiu i bhiksiunami, dlaczegóżby więc nie zostawania gesze i geszema? Sądzę, że ci starsi mnisi po prostu nie nawykli do takiego rodzaju myślenia.

Na początku lat 60-tych ubiegłego wieku wezwałem nie tylko mnichów, ale również mniszki i powiedziałem im, że mogą przyłączać się dwa razy w miesiącu do ceremonii sodżiong. W tym czasie nie było żadnych bhiksiuń, więc mimo tego, że zwykle nie dopuszcza się udziału mniszek nowicjuszek śramanerika w sodżiongu mnichów, to moi wychowawcy dali na to zgodę. Tak więc zaczęliśmy to robić. Zgłoszono jakieś sarkastyczne zastrzeżenia z klasztorów w Południowych Indiach, gdyż nigdy nie było tak, żeby mnisi i mniszki wspólnie odprawiali sodżiong. Ale żaden z mnichów nie zrzucił z tego powodu szat!

Począwszy od lat siedemdziesiątych, niektóre Tybetanki przyjmowały wyświęcenia w tradycji chińskiej. Jednym z głównych powodów mojej wizyty na Tajwanie było osobiste zapoznanie się tam z linią wyświęceń bhiksiuń oraz sprawdzenie sytuacji na miejscu. Wyznaczyłem Losang’a Tsering’a do przestudiowania zagadnienia ślubów bhiksiuń i robi to już od dwudziestu lat. Włożyliśmy w to najwyższy wysiłek. Poprosiłem głównych chińskich bhiksiu udzielających wyświęceń, o zorganizowanie międzynarodowego spotkania Sanghi, ale nie mogli tego zrobić. Nie mogłem też osobiście zwołać takiego spotkania, z uwagi na trudności i komplikacje, jakie pojawiłyby się ze strony Chińskiej Republiki Ludowej. Czułem, że lepiej byłoby, gdyby takie spotkanie zwołała jakaś inna organizacja i dlatego poprosiłem o zrobienie tego Dżampa Czodroen. Zrobiono już wszystko, co może zrobić jakiś pojedynczy mnich. Teraz potrzeba szerokiego porozumienia po stronie tybetańskiej starszyzny bhiksiu.

Przy wyświecaniu, nowicjuszom i nowicjuszkom podaje się, że powinni znać odpowiedni przedmiot czci. Mówi się, że choć pod względem samych ślubów bhiksiunie są wyższe, (od wyświęceń nowicjuszy), to nie powinny być one przedmiotem czci dla mnichów nowicjuszy. Być może również trzeba by to wyrazić inaczej, pamiętając o ślubach bodhisattwy i ślubach tantrycznych, szczególnie o tantrycznym ślubie nie dyskredytowania kobiet. Z tego punktu widzenia niedogodnie jest dalej utrzymywać ten punkt winaji. Utrzymując więc trzy zestawy ślubów trzeba będzie zmienić również niektóre mniej istotne punkty. Co do studiowania ślubów bhiksiuni w tradycji mulasarvastivady, to przed ich złożeniem, osoby, które zostały bhiksiuniami w linii dharmagupty, mogą je czytać i studiować, choć muszą odprawiać rytuały zgodnie z dharmaguptą. Nadal mamy więc problem z kwestią studiowania tych ślubów przez nie-bhiksiunie.

Przy dokonywaniu wszystkich tych zmian, szczególnie pod kątem przywrócenia wyświecania bhiksiuń w tradycji mulasarvastivady, najwyższą wagę ma sprawa uniknięcia wprowadzenia tego tylko jedynie przez część tybetańskiej Sanghi. Musimy uniknąć jakiegokolwiek rozłamu w Sandze. Potrzebujemy szerokiego porozumienia wewnątrz tybetańskiej Sanghi jako całości i podejmujemy dalsze kroki w tym kierunku. Dziękuję wam wszystkim za wasze wysiłki.