Archiwa Berzina

Buddyjskie archiwa dr. Alexandra Berzina

Wyświetl w trybie przyjaznym dla niewidomych. Skocz do nawigacji

Strona główna > Spotkanie z buddyzmem > Buddyzm dzisiaj > Prelekcja dla pokoju im. Anwara Sadata

Prelekcja dla pokoju im. Anwara Sadata

J. Ś. Dalajlama XIV
Uniwersytet Maryland, College Park, Maryland, USA
Maj 2013 r.
Opracowanie tekstu: Alexander Berzin

Wstęp

Gdy wygłaszam prelekcję, nie ma potrzeby uciekać się do formalności. Przecież jesteśmy takimi samymi istotami ludzkimi. A sposób w jaki rodzimy się i umieramy jako istoty ludzkie obywa się z natury rzeczy bez formalności. Przychodzimy i odchodzimy, tak po prostu. Dlatego też, kiedy rozpoczynam wykład, chętnie przypominam Wam, moi szanowni starsi bracia i siostry oraz szanowni młodsi bracia i siostry, że jesteśmy takimi samymi istotami ludzkimi. Stanowimy część siedmiomiliardowej rodziny ludzkiej i każdy z nas pragnie szczęśliwego życia, czyli w znacznej mierze życia w pokoju. Każdy chce uniknąć trudności i każdy ma prawo do osiągnięcia tego celu. Wydaje mi się, że nawet ci ludzie, którzy aktywnie przyczyniają się do problemów na świecie, budząc się rano, w jakiś naturalny sposób mają nadzieję, że „dzisiaj będzie ich mniej”. Trudno mi sobie wyobrazić, aby wśród tych siedmiu miliardów ludzi znalazł się ktoś, kto budząc się pomyślałby „Oby dzisiaj było więcej problemów!”

To ważne, żeby pamiętać, że jesteśmy takimi samymi istotami ludzkimi. Zawsze powtarzam: Umysłowo, emocjonalnie i fizycznie jesteśmy tacy sami. Szczególnie kiedy wygłaszam prelekcje, zawsze patrzę na Was jako na współmieszkańców Ziemi, bez różnicy. Jeżeli podkreślałbym: „Jestem buddystą”, „Jestem Tybetańczykiem”, a może „Jestem Dalajlamą” lub kimś szczególnym, nie miałoby to sensu. Tego typu myślenie tworzy coś w rodzaju bariery. Oczywiście pewne różnice istnieją, takie jak kolor czy kształt nosa. Jednak na głębszym poziomie – emocjonalnie – jesteśmy tacy sami i posiadamy taki sam potencjał konstruktywnych i destruktywnych emocji. Także umysłowo, intelektualnie, każdy ma taki sam potencjał. Tak więc lepiej po prostu mówić o istotach ludzkich.

Czym jest szczęście?

Każdy pragnie szczęśliwego życia, więc trzeba się zapytać, czym jest szczęście? Czym jest prawdziwie długotrwałe, niezawodne szczęście? Musimy się temu dokładnie przyjrzeć. Wrażenia udostępniane nam przez narządy zmysłu – np. zobaczenie czegoś ładnego, usłyszenie czegoś miłego, coś o przyjemnym smaku lub zapachu – daje pewne zadowolenie. Jednak przyjemność oparta o takie zmysłowe doświadczenia jest bardzo powierzchowna. Określone okoliczności dostarczają pewnego rodzaju radości, szczęścia czy przyjemności, jednak gdyby zostały zakłócone przez jakis zakłócający hałas, przyjemność się kończy. Albo szukanie przyjemności w oglądaniu telewizji – już w godzinę po wyłączeniu telewizora pojawia się nuda. Inni szukają rozrywki w podróżowaniu do najróżniejszych miejscc na świecie, poznawaniu nowych miejsc, kultur, muzyki i smaków kulinarnych. Myślę, że to jest spowodowane niezdolnością osiągania wewnętrznego spokoju przez ćwiczenie umysłu.

Szczęśliwego życia zaznają natomiast ci, którzy prowadzą przez długie lata życie pustelnicze. Pewnego razu w Barcelonie spotkałem zakonnika katolickiego, którego angielski był na moim poziomie, więc nie bałem się z nim rozmawiać! Organizator powiedział mi, że ów zakonnik spędził jako pustelnik pięć lat w górach. Zapytany co robił w tych górach odpowiedział mi, że myślał lub medytował o miłości. Gdy to mówił, z jego oczu biło coś szczególnego, wskazując, że na prawdę cieszył się spokojem umysłu.. To jest przykład spokoju umysłu niezależnego od zmysłowych doświadczeń, a uzyskanego przez pielęgnowanie głębszych wartości. Nieustanne rozmyślanie o miłości zaowocowało autentycznym spokojem.

A więc gdy wygłaszam prelekcje, zawsze podkreślam, że choć rozwój materialny jest nieodzowny dla komfortu fizycznego, dobra materialne zasadniczo nigdy nie prowadzą do komfortu psychicznego. Czasem, gdy ktoś się bogaci, staje się bardziej zachłanny i coraz bardziej się stresuje. W efekcie człowiek staje się nieszczęśliwy. Dlatego też, aby osiągnąć szczęśliwe życie, nie pokładajcie całej nadziei w dobrach materialnych. Są one wprawdzie niezbędne, jednak przede wszystkim musimy się bardziej skupiać na wartościach duchowych. Bez względu na to, czy jesteśmy wierzący, czy wyznajemy jakąś religię, czy też nie, będąc istotami ludzkimi potrzebujemy wewnętrznego spokoju.

Spokój wewnętrzny i zdrowie

Niektórzy naukowcy twierdzą, że wyniki ich badań wykazują, że nadmierny stres prowadzi do nadciśnienia i wielu innych nieprawidłowości. Natomiast niektórzy fachowcy w dziedzinie medycyny uważają, że ciągły strach, gniew i nienawiść w rzeczy samej podkopują nasz układ odpornościowy. Tak więc jednym z najważniejszych czynników warunkujących zdrowie jest wewnętrzny spokój, ponieważ zdrowy organizm i zdrowy umysł są bardzo ściśle ze sobą powiązane. Dwa lata temu na jakiejś konferencji prasowej dziennikarz zapytał mnie o moją reinkarnację. Popatrzałem na niego z uśmiechem, zdjąłem okulary i zapytałem: „Czy z mojej twarzy rzeczywiście wynika, że moja reinkarnacja jest pilna?!” Odpowiedział, że nie ma pośpiechu.

Kiedy ostatnio byłem w Europie, paru starych przyjaciół porównało moje fotografie sprzed dwudziestu, trzydziestu, a nawet czterdziestu laty i zgodnie stwierdzili, że moja twarz nadal wygląda młodo. Zapewne wiecie, że przechodziłem w życiu przez trudne okresy i wiele problemów przysparzających wystarczająco dużo powodów do zmartwień, wpadnania w depresję i odczuwania samotności. Myślę jednak, że stan mojego umysłu jest względnie spokojny. Sporadycznie traciłem panowanie nad gniewem, ale generalnie czuję spokój.

Lubię też drażnić młode panie, które wydają sporo pieniędzy na kosmetyki. Po pierwsze, Wasi mężowie mogą się uskarżać, że są za drogie! Oczywiście zewnętrzne piękno jest ważne, jednak bardziej ważne jest wewnętrzne piękno. Nawet zewnętrznie brzydka twarz jest przyjemna, i to bez szminki, jeżeli jest uśmiechnięta i promienieje ciepłem. To właśnie jest autentyczne piękno, bo prawdziwa wartość jest w nas. Wygląd zewnętrzny wymaga znacznych wydatków – coraz większych sklepów i hipermarketów. Z kolei na spokój wewnętrzny nie potrzeba wydawać pieniędzy! Skoncentrujcie się na tych wartościach wewnętrznych, przyjrzyjcie się im, a destruktywne uczucia stopniowo stracą na sile. To da Wam wewnętrzny spokój.

Więcej współczucia i troski o dobro innych buduje poczucie pewności siebie: będąc pewnym siebie można zawsze postępować przejrzyście, zgodnie z prawdą i uczciwie. Budzi to zaufanie innych, a zaufanie jest podstawą przyjaźni. My ludzie jesteśmy społecznymi istotami, potrzebujemy przyjaciół. Przyjaciół niekoniecznie zdobędziemy władzą czy pieniędzmi, ani nawet wykształceniem czy wiedzą, bowiem o przyjaźni decyduje zaufanie. Tak więc troska o innych i szacunek dla innych stanowi podstawę dialogu.

Prelekcja dla pokoju im. Anwara Sadata

Muszę wspomnieć, że bardzo mi przyjemnie wygłosić prelekcję dla pokoju im. Anwara Sadata i poczytuję to sobie za wielki zaszczyt. Jako prezydent zdobył się on na prawdziwie rozstrzygające, śmiałe kroki w celu zapewnienia pokoju w jego części świata. Podziwiałem go na odległość. Dzisiaj spotkałem się z wdową po nim i bardzo mnie uszczęśliwiło, że miałem sposobność wyrażenia wobec niej mojego podziwu dla jej zmarłego męża. Gdyby zachował w sobie podejrzenia czy nienawiść, bardzo trudno byłoby wykrzesać z siebie taką odwagę. Szersze, bardziej całościowe spojrzenie uwzględniające długofalowe interesy, potraktowanie przeciwnika z szacunkiem, uściśnięcie jego dłoni, podjęcie rozmów, ustalenie różnic i podobieństw – to najlepsza droga.

Wszyscy pragną pokoju, nikt nie życzy sobie problemów czy przemocy – te zawsze prowadzą do cierpienia. Najgorszym aspektem przemocy jest to, że jest ona nieprzewidywalna. Dopuszczenie się przemocy, nawet jeżeli motywowane jest dobrymi intencjami, prowadzi do nieoczekiwanych konsekwencji z racji posłużenia się gwałtowną metodą. Tak zawsze się dzieje. Tak więc jest wielkim zaszczytem przemawiać pod jego patronatem i chciałbym podziękować uniwersytetowi i poszczególnym osobom, za danie mi tej sposobności.

Działanie na rzecz harmonii religijnej

Gdy wygłaszam prelekcje, robię to przede wszystkim jako istota ludzka. Bez względu na to, czy jesteśmy wierzący, czy też nie, jesteśmy takimi samymi ludźmi i to jest mój punkt wyjściowy rozważań o spokoju wewnętrznym. Poza tym jestem buddystą i jedną z moich powinności jest działanie na rzecz harmonii religijnej. Główne religie świata dzielą się na dwie kategorie: te, których podstawą jest wiara w stwórcę oraz te, w których takiej koncepcji nie ma. To jest fundamentalna różnica. Wśród religii teistycznych występują dalsze różnice: na temat wierzeń w poprzednie wcielenia, życie po śmierci itd. I tak hinduiści wierzą w stwórcę, ale prawo przyczyny i skutkuprzewiduje też życie pozagrobowe. A przecież niewielkie różnice występują nawet między chrześcijaństwem a islamem: jeden Bóg, jedyny Bóg, Święta Trójca itd.

W starożytnej tradycji hinduistycznej przez co najmniej trzy tysiące lat nie istniała koncepcja stwórcy. Do tej tradycji nawiązują dżinizm i buddyzm. Wierzenia nie opierające się na koncepcji stwórcy różnią się co do istnienia wiecznej, niezależnej duszy lub „własnego ja”.

Co jest celem tych różnych poglądów filozoficznych? To są różne podejścia do tego, jak się stać wrażliwą, zdolną do współczucia osobą. To dlatego wszystkie religie niosą to samo przesłanie miłości, współczucia, tolerancji i przebaczenia. Nie obywa się to bez problemów i złości, dlatego mamy sposobność do ćwiczenia zdolności do przebaczenia i tolerancji. Tolerancja jest bezpośrednim środkiem uśmierzającym gniew, a przebaczenie eliminuje nienawiść.

Dlatego też wszystkie główne religie dysponują takim samym potencjałem krzewienia pokoju – poprzez przesłanie miłości. Oczywiście logiczne jest, że pokój to przeciwdziałanie nienawiści poprzez zdolność do współczucia. Pokój, nawet na poziomie relacji rodzinnych czy z poszczególnymi osobami, musi się opierać o spokój wewnętrzny. Jego źródłem zaś jest zdolność do współczucia i przebaczenia. Wszystkie religie dysponują takim samym potencjałem szerzenia pokoju na świecie, w rodzinie i między ludźmi.

Skąd wobec tego tyle różnych zasad etycznych? Cóż, ludzie kierują się różnymi potrzebami duchowymi. Niektórych przekonują religie teistyczne, innych nieteistyczne. To jest jak rozmaite leki: różnią się składnikami, jednak celem ich wszystkich jest leczenie chorób. Ponieważ są różne choroby, wynikające z różnych uwarunkowań fizycznych i wieku, potrzeba nam różnorodnych leków. Podobnie leki na pokój wewnętrzny też muszą być różnorodne – są nimi wszystkie największe religie, niezbędne dla nas – siedmiu miliardów istot ludzkich.

Różne podejście do różnych potrzeb duchowych

Jak wiadomo my, buddyści, pokładamy całą swoją wiarę w Buddzie Gautamie, pomimo tego, że nauczał różnych prawd filozoficznych. Dlaczego? Ponieważ potrzeby duchowe jego słuchaczy były niezwykle różnorodne, dlatego też trzeba było ukazać różne prawdy filozoficzne z rozmaitych perspektyw. Miliardy ludzi żyją w odmiennych warunkach geograficznych, prowadzą diametralnie odmienny tryb życia, mają więc różne potrzeby duchowe wymagające rozmaitych podejść. Przyjąwszy już, że wszystkie główne nurty religijne niosą to samo przesłanie miłości, wiemy też, że współczucie i przebaczenie stanowią podstawę wzajemnego szacunku. Ten z kolei umożliwia nam wzajemne poznawanie, które przecież także wzbogaca naszą własną tradycję.

Moje doświadczenia, spotkania z chrześcijanami, muzułmanami, żydami i hinduistami wzbogaciły mnie, ucząc mnie nowych rzeczy. W oparciu o wzajemny podziw i szacunek jest możliwe zbudowanie autentycznej harmonii między różnymi wyznaniami. I to właśnie postrzegam jako moją drugą powinność.

Praktykowanie wartości moralnych w codziennym życiu

Jak już wspomniałem, bycie tutaj to dla mnie prawdziwy zaszczyt. Rozmawiając o Anwarze Sadacie nie powinniśmy się ograniczać do wspominania jego wielkości, ale pójść dalej, próbować wdrożyć wyznawane przez niego wartości w naszym życiu codziennym. W duchu dialogu pokazał on nam, że bez względu na stopień trudności jest rzeczą bardzo ważną, aby rozwiązywać problemy, rozmawiając ze sobą. Często powtarzam, że podczas gdy XX wiek był wiekiem przelewu krwi, wiek XXI powinien być wiekiem pokoju. Nie oznacza to wolność od problemów, wszak te nigdy nie znikną. A więc, aby zapewnić sobie wiek pokoju, musimy znaleźć metodę rozwiązywania problemów środkami pokojowymi i poprzez dialog.

Zanim tu przybyłem, spotkałem się z synem gubernatora i powiedziałem mu, że my, starsi – bracia i siostry z mojego pokolenia XX wieku – przygotowujemy się do pożegnania tego świata! Młodzi ludzie w wieku 15 do 30 – to jest prawdziwe pokolenie XXI wieku. Pozostało nam prawie dziewięć dekad w bieżącym wieku i młode pokolenie będzie musiało spędzić w nim resztę swojego życia, więc macie sposobność stworzenia nowego, lepszego, bardziej szczęśliwego świata i odpowiedzialność za to na Was spoczywa. Można tego dokonać w oparciu o niezachwianą wiarę w jedność ludzkości.

Różnice w wyznawanej religii czy narodowości mają drugorzędne znaczenie. Kładąc nadmierny nacisk na te drugorzędne różnice, zapominamy o jedności ludzkości – i wtedy pojawiają się problemy. Musimy zmienić kierunek naszego rozumowania: Obierzmy jedność ludzkości za punkt wyjścia. Współczesna rzeczywistość globalnego ocieplenia i globalnej gospodarki dowodzi, że granice państw i różnice wyznaniowe nie mają znaczenia. Wobec czego, młode pokolenie powinno myśleć więcej w kategoriach ludzkości, z globalnej perspektywy jedności wszystkich ludzi. Osiąganie krótkoterminowych korzyści, poprzez podkreślanie drugorzędnych różnic, kosztem jedności gatunku ludzkiego prowadzi do katastrofy. Stwórzcie wizję, która sprawi, że obecne stulecie ostatecznie stanie się wiekiem pokoju, gdy cały świat będzie zdemilitaryzowany. To jest możliwe, więc proszę Was, pomyślcie o tym poważnie!

Dziękuję! Teraz czas na kilka pytań.

Pytanie: Wasza Światobliwość, podczas wizyty w Newark w 2011 roku Wasza Świętobliwość sugerował, aby amerykański system szkolnictwa wprowadził do programu nauki moralność. Czy Wasza Świątobliwość zalecałby włączenie etyki jako przedmiotu nauczania? W wielu krajach na całym świecie wprowadzono obowiązkowe nauczanie etyki. Jakich problemów Wasza Świątobliwość sie spodziewa przy wprowadzaniu formalnego przedmiotu etyki do szkolnictwa w USA?

Jego Świątobliwość: Z obserwacji świata wynoszę przekonanie, że edukacja rzeczywiście dokonała wielu wspaniałych rzeczy. Myślę, że ludzie we wszystkich częściach świata uważają edukację za coś szczególnie ważnego. W dzisiejszych czasach wiele krajów i społeczeństw odznacza się bardzo wysokim standardem oświaty, pomimo to nadal mamy w tej dziedzinie problemy i sytuacje kryzysowe. Nawet ludzie nastręczający społeczeństwu trudności miewają bardzo staranne wykształcenie. Natomiast, jeżeli chodzi o wewnętrzny spokój, mam wielu świetnie wykształconych przyjaciół, ale jako ludzie są oni bardzo nieszczęśliwi. To automatycznie prowadzi do niezdrowych postaw myślowych, a w dalszej konsekwencji zabójstw, kłamstwa, hipokryzji, wyzysku, zastraszania itd.

Dlatego zwykłem przypominać tym ludziom, że wszystkie największe religie uczą nas głębszych wartości. Oczywiście nie wszyscy, którzy tych wartości uczą, nimi się faktycznie kierują. I wielokrotnie powtarzałem, że niejednokrotnie ci, którzy zabierają głos w imieniu religii, dopuszczają się hipokryzji, mówiąc miłe rzeczy, a robiąc co innego. A to jest wyraźna oznaka braku autentycznego przekonania do wartości wewnętrznych. Sama wiara daje zbyt słabe przekonania. A przecież, jak mawiał poprzedni papież, wiara i rozsądek muszą iść w parze.

Myślę, że to jest niezwykle trafne spostrzeżenie. Potrzebujemy rozsądku kształtowanego poprzez edukację i świadomość. Edukacja jest naszą jedyną nadzieją. Jeżeli nauczymy ludzi okazywania serdeczność i troski innym, rozpoznają oni w nich podstawowe źródło szczęścia i zdrowia. Problemy w rodzinie i społeczności wynikają z braku zasad moralnych. Dlatego w obecnych systemach oświatowych musimy poszerzyć naukę zasad moralnych, ponieważ nie są one dostatecznie uwzględniane.

Jeżeli chodzi o umysł i emocje, filozofia starożytnych Indii oferuje szereg sposobów kontrolowania destruktywnych emocji, takich jak gniew, nienawiść czy strach. Z mojego, ponad 30-letniego, doświadczenia dialogu z naukowcami i wychowawcami wynika, że wielu z nich bardzo sobie ceni zasoby informacji o duchowym dorobku starożytnych Indii, m.in. buddyzmu. Nie tylko korzystają z dostępnych informacji, ale też prowadzą własne badania i eksperymenty, które zaowocowały niemałą ilością dowodów na ich wsparcie. W okresie ostatnich dwóch lat poważnie zastanawialiśmy się, jak wprowadzić etykę moralną w połączeniu z racjonalnym myśleniem do nowoczesnego systemu edukacyjnego. Czego nam potrzeba to przedmiot nauczania o umyśle – jak ja to nazywam – „mapy umysłu”. Uczniowie będą mogli sami prześledzić, jak gniew niszczy ich wewnętrzny spokój.

Uczniowie bardzo cenią serdeczność okazywaną im przez matkę czy przyjaciół, i to od wczesnych lat. Gdy ludzie dorastają, utrzymują czasem, że nie potrzebują tego ciepła, bo są samowystarczalni. A przecież podstawowe wartości ludzkie są głównym czynnikiem biologicznym, nie są tworem religii. Uczucie matki wobec swoich dzieci, coś co zresztą obserwujemy także u zwierząt, jest niezwykłą siłą. To czynnik biologiczny, jego źródłem nie jest religia. Tak więc to co jest potrzebne, to wpojenie dzieciom, gdy są jeszcze małe, a doświadczenie tego ciepła wciąż żywe, że wartości te mają ogromne znaczenie do ostatnich dni życia. Wartości te są podstawą naszego szczęścia i radości.

Musimy się posłużyć wyjaśnieniami i argumentami podpartymi dowodami naukowymi, zamiast polegać na religii. To dlatego, że poleganie na religii spowodowałoby utratę uniwersalnego zasięgu. A jeżeli rozmawiamy o problemach dotyczących nas wszystkich, nasza metoda radzenia sobie z nimi także powinna być uniwersalna. Zwykłem nazywać to podejście „etyką świecką”. Muszę wyjaśnić pojęcie „świeckości”, ponieważ na Zachodzie wydaje się ono mieć posmak negatywnego lub pozbawionego szacunku nastawienia wobec religii. Jednak w Indiach pojęcie to jest rozumiane jako szacunek zarówno dla wszystkich religii, jak i dla niewierzących, bez przywilejów dla jednego czy innego wyznania. Dlatego, gdy Indie stały się niepodległym krajem, oparły swoją konstytucję o świeckie koncepcje.

Ponieważ Indie są krajem wielowyznaniowym, nie stawia się jednej religii wyżej od innych. W skali globalnej świeckość jest jedyną drogą, jaka może zostać powszechnie zaakceptowana. Toteż podejmujemy obecnie próby opracowania programu szkolnego, który da się pogodzić ze świeckim szkolnictwem. Pracujemy nad tym, mamy nadzieję, że skończymy w ciągu roku. Jednak potrzebujemy dalszych badań z udziałem naukowców, filozofów, wychowawców, nauczycieli itd. – w Indiach już są one prowadzone.

Gdy już opracujemy program nauczania, być może placówki takie, jak ten uniwersytet będą mogły go wdrożyć na zasadzie eksperymentu. Któraś ze szkół mogłaby wprowadzić program, a następnie przez kilka lat śledzić wyniki. W przypadku pozytywnych doświadczeń moglibyśmy sfinalizować program nauczania i rozszerzyć na 10 szkół, następnie na 100, a wreszcie wprowadzić go na szczeblu stanowym. Po dalszych, szczegółowych konsultacjach można go będzie zainicjować na szczeblu federalnym, a następnie wśród krajów ONZ, by w końcu zachęcić cały świat do włączenia jakiejś formy nauczania etyki moralnej w oparciu nie o religię, lecz o świeckość.

Pytanie: Czy wysiłki Waszej Świątobliwości na rzecz dialogu międzywyznaniowego napotykały w ostatnim dziesięcioleciu na więcej przeszkód w obliczu obaw przed radykalnym islamem i z powodu napięć między USA a światem muzułmańskim? Czy 10 lat po 11 września dialog stał się łatwiejszy?

Jego Świątobliwość: Nie nastąpiły tu żadne znaczące zmiany. Dialog prowadzimy od 30 – 40 lat. Staram się, aby moje spotkania z przedstawicielami różnych wyznań nie ograniczały się do krótkich ceremonii, wymiany uprzejmości z uśmiechem na ustach. Preferuję zamiast tego bardziej poważne rozmowy: co nas dzieli, co nas łączy i co jest naszym celem? Najlepiej, gdy praktykujący spotykają się z praktykujacymi. Autentyczny podziw żywię dla niektórych zakonników katolickich. Spotkania z nieżyjącym już Thomasem Mertonem, zakonnikiem zgromadzenia trapistów, a także innymi chrześcijańskimi mnichami i zakonnicami, nauczyły mnie wiele o ich praktykach i doświadczeniach. Pewnego razu w australijskim Sydney chrześcijański kaznodzieja przedstawił mnie jako dobrego chrześcijanina! Gdy przyszła na mnie kolej, nazwałem go dobrym buddystą! Odnosi się wrażenie, że zmierzamy w tym samym kierunku, mamy taki sam potencjał. Gdy poznaliśmy się lepiej i głębiej, wzajemny szacunek i podziw były naturalną koleją rzeczy.

Dokładałem też szczególnych starań, aby doprowadzić do spotkań z muzułmańskimi braćmi i siostrami. Konflikty, takie jak między szyitami a sunnitami, tak samo jak pomiędzy protestantami a katolikami w Irlandii Północnej, nie zostały wywołane przez religie. Ich rzeczywiste przyczyny są natury politycznej. Także przyczyną historycznych konfliktów „religijnych” była walka o władzę lub interesy gospodarcze, w tym celu poisługiwano się religią. Dlatego musimy to rozróżniać. Kwestie polityczne powinny być rozwiązywane środkami politycznymi, a nie religijnymi. Religia sama w sobie nie ma podstaw, by krzywdzić innych.

Te tragedie są dla nas przypomnieniem, aby dokładać ciągłych wysiłków, ponieważ zabijanie w imię religii jest niezwykle tragiczne, nie do pomyślenia. W dzisiejszych czasach nawet buddyści w Birmie i Sri Lance biorą w tym udział, kiedy mnisi buddyjscy niszczą meczety i domy muzułmanów. To jest niezwykle przykre. Przy jakiejś okazji poradziłem moim buddyjskim braciom i siostrom, aby na wypadek, gdy wzbiorą w nich wrogie uczucia wobec wspólnoty muzułmańskiej, pomyśleli o twarzy Buddy. Budda chciałby chronić naszych muzułmańskich braci i sióstr, nie ma co do tego żadnej wątpliwości. Za tymi konfliktami stoją w istocie głównie przyczyny ekonomiczne, a religię wciągają rozgorączkowae ludzkie emocje. Gdy zawładną nami emocje, łatwo można nami manipulować. To bardzo smutne, lecz nie ma powodu, by się zniechęcać. Musimy kontynuować nasze stałe wysiłki, co w końcu zaowocuje. Czasem czuję się odrobinę dumny, że w jakiś sposób przyczyniłem się do umacniania harmonii między wyznaniami.

Gdy ludzie wyrażają mi uznanie za moje wysiłki lub wspierają je, stanowi to dla mnie jeszcze większą zachętę. Gdy ogłoszono przyznanie mi nagrody Nobla, powiedziałem od razu, że jestem prostym mnichem buddyjskim, niczym mniej, niczym więcej. Jednak było to w rzeczy samej uznanie za moje działania na rzecz pokoju światowego i ludzkości.

Wydaje mi się, że mamy tutaj ponad 15 tysięcy braci i sióstr. Kto nie uważa, że konieczne jest poważne zastanowienie się nad poruszonymi kwestiami, to trudno. Jeżeli jednak obchodzi Was to i chcecie się bardziej zaangażować, to proszę myślcie częściej o własnych wartościach wewnętrznych. Rozpocznijcie na poziomie wiedzy – po prostu stańcie się świadomi tych wartości. Po drugie, zapoznajcie się z tymi wartościami, aż staną się żywą treścią. Następnie wcielajcie te wartości tak, aby stały się one częścią Waszego codziennego życia, a bardzo na tym skorzystacie. A więc, myślcie więcej! Dziękuję Wam!