Archiwa Berzina

Buddyjskie archiwa dr. Alexandra Berzina

Wyświetl w trybie przyjaznym dla niewidomych. Skocz do nawigacji

Strona główna > Spotkanie z buddyzmem > Duchowi nauczyciele > Portret Censziaba Serkonga Rinpoczego > Część szósta: Ogólne wskazówki Rinpoczego dla praktykujących buddyzm

Portret Censziaba Serkonga Rinpoczego

Alexander Berzin, 1988
Tłumaczenie na polski: Milena Bianga

Część szósta: Ogólne wskazówki Rinpoczego dla praktykujących buddyzm

Serkong Rinpocze zawsze podkreślał, że należy troszczyć się o wszystkich lamów i nie marnować ich czasu. Sugerował unikanie takiego zachowania, jakie przejawiają żarliwi buddyści ze Spiti. Stojąc w kolejce, aby podarować Rinpoczemu rytualne szale (kataki), ludzie ze Spiti czekają ze wykonaniem pokłonu, aż znajdą się bezpośrednio przed Rinpocze. Ponieważ tak postępuje każdy z nich z osobna, procedura ta często trwa całe godziny. Co więcej, zadając lamie pytanie, nigdy nie należy opowiadać długiej historii czy popisywać się. Rinpocze instruował mnie, abym nie tłumaczył takich pytań dosłownie, ale od razu przechodził do sedna.

Poza tym Rinpocze nie chciał, aby goście zawsze przynosili mu kataki i prezenty, które nazywał „ lichymi” pudełkami ciastek. Mówił, że ci, którzy chcą złożyć lamie ofiarę, powinni sprezentować coś naprawdę odpowiedniego, co obdarowany lubi albo czego może używać. Jeśli ktoś często widywał się z Rinpoczem, tak jak ja, to Rinpocze mówił mu, aby przestał przynosić prezenty. Niczego nie chciał ani nie potrzebował.

Rinpocze zawsze radził ludziom, aby kierowali się zdrowym rozsądkiem. Dlatego nie lubił, gdy ludzie prosili go wykonanie wróżb dotyczących spraw przyziemnych. Proszenie o wróżbę jest właściwe jedynie w sytuacji, kiedy zwykłe metody nie mogą być pomocne, zwłaszcza jeśli chodzi o sprawy duchowe. Kiedyś miałem problem z czynszem i poprosiłem Rinpoczego o wróżbę. Rinpocze przegnał mnie, mówiąc, że mam zapytać prawnika.

Co więcej, Rinpocze zawsze zalecał, aby podczas planowania jakiegoś działania zawsze przygotować sobie co najmniej trzy możliwe sposoby postępowania. Elastyczność, jaką zyskujemy dzięki takiej strategii, powoduje, że nie wpadamy w panikę, gdy jeden plan zawiedzie. Kiedy mamy w zanadrzu kilka alternatyw, mamy poczucie bezpieczeństwa, bo wiemy, że przynajmniej jeden z nich zadziała.

Jednak uczniowie czasami uzależniają się od wróżb, wzmacniając swoją niezdolność do samodzielnego myślenia. Unikając odpowiedzialności za swoje życie, taka osoba chce, by ktoś inny decydował za nią. Choć konsultowanie się z nauczycielem duchowym przed podjęciem ważnych decyzji jest często pomocne, to najbardziej odpowiednią metodą czynienia tego jest uwewnętrznienie wyznawanych przez tego nauczyciela wartości. Wówczas nawet jeśli lama jest nieobecny, te wartości zawsze pomogą wybrać najmądrzejszy sposób postępowania.

Rinpocze przestrzegał zwłaszcza przed proszeniem wielu lamów o wróżby w sprawie tego samego pytania tak długo, aż nie uzyska się odpowiedzi, którą chce się usłyszeć. Prośba o wykonanie wróżby wymaga zaufania do lamy. A to oznacza zrobienie wszystkiego, co doradzi nauczyciel. Poza tym Rinpocze odradzał pójście do lamy i mówienie, że inny nauczyciel powiedział to czy tamto, i pytanie: „Co lama myśli na ten temat? Czy powinienem to zrobić?”. Stawianie lamy w niezręcznej sytuacji, kiedy musi powiedzieć, że inny duchowy mistrz się myli, jest niewłaściwe i niedelikatne.

Większość ludzi Zachodu w istocie nie wie, jak właściwie zadawać pytania lamom. Kiedy przychodzili do Rinpoczego i zadawali pytania w głupi sposób, Rinpocze zazwyczaj ich poprawiał. Na przykład gdy ktoś nie wie, czy wziąć udział w inicjacji, absurdem jest pytać: „Czy dobrze jest przyjąć tę inicjację?”. Oczywiście, że dobrze, nie można powiedzieć, że byłoby to złe. A kiedy ktoś pyta: „Czy powinienem wziąć udział, czy nie?”, to implikacją takiego pytania jest: „Czy jestem zobowiązany, aby wziąć udział, czy nie?” Nikt nie ma obowiązku uczestniczenia w inicjacji. Szukając rady duchowego nauczyciela w takich sprawach, najlepiej zapytać: „Co lama radzi mi zrobić?”.

Poza tym głupie jest pytanie lamy o pozwolenie wzięcia udziału w inicjacji, której ten lama udziela, w następujący sposób: „Czy mogę przyjąć inicjację, czy nie?” To implikuje pytanie: „Czy jestem w stanie przyjąć inicjację, czy nie?”, co jest zupełnie absurdalne. Właściwie jest zapytać: „ Chciałbym przyjąć inicjację, uprzejmie proszę o pozwolenie”. To tak jak ze staraniem się o wizę uprawniającą do pozostania w innym kraju – tylko idiota zapytałby: „Czy mogę zostać dłużej, czy nie?” Dojrzale zadane pytanie powinno brzmieć: „Uprzejmie proszę o pozwolenie przedłużenia pobytu”.

Kiedyś Turner przez kilka miesięcy wielokrotnie prosił Rinpoczego o udzielenie mu pozwolenia na modlenie się do strażnika duchowego, Sześcioramiennego Mahakali. Kiedy Rinpocze w końcu się zgodził, Turner zapytał go, jakie będzie zobowiązanie do codziennej recytacji. Rinpocze niemal go zbił, mówiąc, że powinien być gotów przyjąć każde zobowiązanie.

Rinpocze był bardzo niezadowolony, gdy ludzie z Zachodu próbowali targować się o zobowiązanie do recytacji związane z inicjacją. Zawsze podkreślał, że inicjację związaną z określonym aspektem Buddy należy przyjmować tylko w sytuacji, gdy chcemy szczerze zaangażować się w tę praktykę, aby dzięki niej osiągnąć oświecenie dla dobra wszystkich istot. Uczestniczenie w inicjacji tylko z powodu „dobrych wibracji” lub dlatego, że ktoś inny ją przyjmuje, zdaniem Rinpoczego jest absurdalne. Niewłaściwe jest także przyjmowanie inicjacji z intencją udania się na krótkie odosobnienie „zapoznawcze”, a potem zaprzestanie danej praktyki medytacyjnej. Zobowiązanie do wykonywania określonej praktyki tantrycznej jest zobowiązaniem na całe życie.

Rinpocze kładł nacisk na to, aby dokładnie przyjrzeć się praktykom duchowym i nauczycielom, zanim się zaangażujemy, a nie dopiero po fakcie. To główny błąd, jaki zdaniem Rinpoczego popełniają ludzie Zachodu. Mamy tendencję do zabierania się za coś przedwcześnie. Rinpocze ostrzegał przed byciem jak szaleniec, który najpierw wbiega na zamarznięte jezioro, a dopiero później sprawdza kijem, czy lód jest wystarczająco mocny, aby unieść jego ciężar.

Rinpocze mówił, że ludzie mogą chodzić na czyjeś wykłady i z szacunku nawet kłaniać się przez szatami mnisimi nauczyciela albo przed obrazem Buddy znajdującym się w pomieszczeniu. Jednak zostanie czyimś uczniem to inna sprawa. Rinpocze powiedział mi, że mogę tłumaczyć dla innego lamy, ale to, że pracuję dla kogoś innego, nie czyni z tej osoby mojego nauczyciela duchowego. Rinpocze wyjaśnił, że tak jest nawet w przypadku, gdybym tłumaczył inicjację. To, co naprawdę ważne, to nasz stosunek do danego nauczyciela.

Rinpocze uważał także, że wielu zachodnich buddystów zostaje mnichami i mniszkami zbyt pochopnie, nie sprawdziwszy, czy to jest to, co naprawdę pragną robić przez resztę swojego życia. Często nie zastanawiają się, jak ich decyzja wpłynie na ich rodziców lub z czego będą się utrzymywać w przyszłości. Oczywiście, jeśli ktoś jest jak wielcy, uznani mistrzowie przeszłości, nie musi brać pod uwagę takich czynników jak rodzina czy pieniądze. Jednak wiemy najlepiej sami, czy jesteśmy podobni do Milarepy, czy nie.

W tym kontekście Rinpocze często przywoływał przykład Drubkanga Geleg-gjaco. Ten wielki tybetański mistrz chciał w młodości zostać mnichem, ale jego rodzina nie zgodziła się i Drubkang Geleg-gjaco był tym bardzo zmartwiony. Służył jednak swoim rodzicom, dopóki żyli, a kiedy zmarli, przeznaczył swój spadek na cele charytatywne. Dopiero potem został mnichem.

Rinpocze zawsze podkreślał, że należy szanować swoich rodziców i służyć im. My, buddyści z Zachodu, często gładko rozprawiamy o tym, że wszystkie istoty były w poprzednich żywotach naszymi matkami i ojcami i że powinniśmy odpłacić im wdzięcznością. Jednak na poziomie osobistym wielu z nas nie potrafi nawet utrzymywać dobrych stosunków ze swoimi rodzicami z tego życia. Służenie swoim rodzicom i dobre ich traktowanie to ważna praktyka buddyjska.

Jeśli jednak ktoś najpierw dokładnie przeanalizuje swoje pragnienie i już zostanie mnichem czy mniszką albo gdy ktoś już otrzymał święcenia mnisie, Rinpocze radził, aby taka osoba nie była tylko w połowie zaangażowana i nie zachowywała się jak nietoperz. Kiedy nietoperz znajdzie się między ptakami i nie chce robić tego, co one, mówi: „Och, nie mogę tego robić. Mam przecież zęby”. Z kolei kiedy jest wśród myszy, mówi: „Och, nie mogę tego robić. Mam przecież skrzydła”. Takie zachowanie oznacza wykorzystywanie szat mnisich dla wygody. Gdy tacy ludzie nie lubią jakichś świeckich aktywności, takich jak zarabianie na siebie, używają jako wymówki szat mnisich. Gdy zaś unikają pewnych funkcji klasztornych czy formalnych zobowiązań, takich jak uczestniczenie w długich ceremoniach lub podróżowanie w szatach mnisich, wymawiają się tym, że są ludźmi Zachodu. Rinpocze mawiał: „Kogo chcecie oszukać?”.

To nie oznacza, wyjaśniał Rinpocze, że praktykujący buddyści nie powinni pracować. Niezależnie od tego, czy są ludźmi świeckimi czy mają święcenia, wszyscy powinni postępować praktycznie i twardo stać na ziemi. Rinpocze nauczał, że to, czym zajmujemy nasz umysł, jest ważniejsze niż to, czym zajmujemy nasze ciało. Z tego względu osobom intensywnie praktykującym, które muszą same na siebie zarabiać, zalecał wykonywanie niewdzięcznych prac. Podczas pracy możemy powtarzać mantry i rozbudzać w sobie ciepłe uczucia i dobre myśli. Jeśli myślenie w czasie pracy jest zbyt trudne, a otrzymaliśmy tantryczne inicjacje, możemy przynajmniej przekształcić sposób myślenia o sobie. W ciągu dnia możemy próbować wyobrażać sobie siebie jako aspekty Buddy, a nasze otoczenie jako czyste krainy, które stanowią idealne warunki dla rozwoju duchowego. Wcześnie rano i wieczorem możemy wykonywać skomplikowane wizualizacje w trakcie sadhan. Rinpocze zawsze podkreślał, że praktyka buddyjska nie powinna być czymś oddzielonym od życia.

Przez wiele lat mój przyjaciel Turner mieszkał w Anglii i nie pracował – utrzymywał siebie, swoją żonę i dwójkę dzieci z zasiłku z opieki społecznej. Prawie cały swój czas spędzał na intensywnych odosobnieniach. Uważał, że nie ma sensu tracić czasu na pracę, skoro można go wykorzystać na praktykę. Wcześniej otrzymał od Rinpoczego pozwolenie na wykonywanie praktyki Białego Mahakali, strażnika Dharmy związanego z bogactwem, i modlił się codziennie o rozwiązanie swoich kłopotów finansowych. Rinpocze wcale nie był zadowolony. Powiedział, że Turner zachowuje się jak chory, który modli się do Buddy Medycyny o wyzdrowienie, ale nigdy nie bierze żadnych lekarstw. Zalecił Turnerowi, aby znalazł pracę i wykonywał intensywne praktyki tylko rano i wieczorem, przez krótszy czas. Dopiero wówczas modlenie się do Białego Mahakali mogło pomóc Turnerowi odnieść sukces finansowy w pracy.

Rinpocze lubił, gdy ludzie zachowywali się praktycznie i efektywnie, a nie jakby nie wiedzieli, co się wokół nich dzieje. Z tego względu zawsze wolał, aby praktyki i recytacje były wykonywane szybko. Pewnego razu uczniowie z ośrodka Ghepheling Center w Mediolanie we Włoszech poprosili Rinpoczego, aby poprowadził sesję medytacyjną na koniec kursu, w czasie którego nauczał o stopniowej ścieżce (lamrim) oraz o praktyce Awalokiteśwary. Rinpocze zgodził się i zalecił, aby wyobrazić sobie siebie jako Awalokiteśwarę za pomocą sześciostopniowego procesu, a następnie medytować na wiele punktów lamrim i żeby to wszystko zrobić w ciągu dwóch minut. Kiedy uczniowie wyrazili niedowierzanie i protestowali, jak można wykonać tyle rzeczy w tak krótkim czasie, Rinpocze ustąpił i powiedział: „OK, macie na to trzy minuty”. Potem wyjaśnił, że dobry praktykujący może wykonać całe lamrim w czasie, jaki zajmuje włożenie nogi w strzemię podczas dosiadania konia. Kiedy nadchodzi śmierć, nie ma czasu na to, aby ładnie usiąść i budować wizualizację powoli i stopniowo.

Rinpocze podkreślał, że musimy być realistyczni we wszystkich aspektach praktyki buddyjskiej. To ważne zwłaszcza wtedy, gdy aspirujemy do bycia bodhisattwami i próbujemy pomóc innym. Choć powinniśmy być zawsze gotowi do niesienia pomocy, musimy pamiętać, że czyjaś gotowość do przyjęcia pomocy – i w efekcie skuteczność naszych wysiłków – zależy od karmy tej osoby, czyli wzorców, które w przeszłości uwarunkowały jej umysł. Dlatego Rinpocze przestrzegał przed oferowaniem pomocy w sprawach, które nas nie dotyczą, lub gdy inni nie są zainteresowani naszą pomocą. Nasza ingerencja mogłaby tylko wywołać niezadowolenie, a gdyby się nie powiodła, cała wina skupiłaby się na nas.

Najlepiej jest zawsze zachować dyskrecję w swoim postępowaniu. Możemy dać innej osobie znać, że jesteśmy gotowi pomóc, i – jeśli zostaniemy poproszeni o pomoc – oczywiście zaangażować się w jej sprawy. Musimy jednak unikać reklamowania siebie jako „bodhisattwy do wynajęcia”. Najlepiej jest po prostu wykonywać swoje codzienne praktyki medytacyjne i żyć skromnie. Rinpocze odradzał zwłaszcza obiecywanie, że zrobimy więcej niż możemy, lub ogłaszanie, że w przyszłości czegoś się podejmiemy. To tylko powoduje więcej przeszkód i ostatecznie, jeśli nie zrobimy tego, co obiecaliśmy, wyjdziemy na głupców i stracimy wszelką wiarygodność.

Nieobiecywanie zrobienia więcej niż możemy dotyczy zwłaszcza relacji z naszym duchowym nauczycielem. Rinpocze powiedział, aby zawsze postępować zgodnie ze wskazówkami Aśwaghoszy zawartymi w tekście „Fifty Stanzas on the Spiritual Master” (Pięćdziesiąt zwrotek dotyczących mistrza duchowego), który Rinpocze codziennie recytował w ramach swojej praktyki medytacyjnej. Jeśli nasi nauczyciele poproszą nas, abyśmy zrobili coś, czego z jakiejś przyczyny nie możemy zrobić, musimy pokornie wyjaśnić, dlaczego nie możemy posłuchać zalecenia. Rinpocze podkreślał, że szczere zaufanie do naszego nauczyciela duchowego nie polega na tym, że stajemy się niewolnikami albo robotami, ale na tym, że uczymy się stać na własnych nogach, myśleć samodzielnie i osiągnąć oświecenie. Jeśli nie jesteśmy w stanie zrobić tego, co sugerują nauczyciele, poczucie winy i myślenie, że ich rozczarowujemy i jesteśmy złymi uczniami, jest całkowicie niewłaściwe. Dobry nauczyciel duchowy nigdy nie jest pozbawionym rozsądku tyranem.

Jeśli zgadzamy się zrobić coś dla kogoś – czy to dla naszych nauczycieli, czy dla kogoś innego – Rinpocze radził od początku postawić sprawę jasno. Prosimy się o katastrofę, jeśli zgadzamy się jak ktoś naiwny, kto uszczęśliwia innych na siłę, a potem w trakcie wykonywania zadania lub po jego zakończeniu ogłasza, że oczekuje czegoś w zamian. Rinpocze nauczał, że jeśli jesteśmy praktyczni, przyjmujemy realistyczną postawę i przemyśliwujemy rzeczy przed ich zrobieniem, wówczas zarówno sprawy światowe, jak i duchowe idą dobrze. Jeśli natomiast jesteśmy niepraktyczni, brakuje nam realizmu i bezmyślnie angażujemy się w coś, to w żadnej z tych sfer nie będzie nam się wiodło.

Takie samo podejście Rinpocze zalecał ośrodkom buddyjskim na Zachodzie. Mówił, że nie powinny być zbyt duże, aby nie przygniotły ich długi i projekty, których nie będą w stanie wdrożyć czy zakończyć. Radził, aby zaczynać od małego, skromnego ośrodka i oprzeć się pokusie zlokalizowania go na odległych, wiejskich terenach. Dostęp do ośrodka buddyjskiego powinien być dogodny zarówno dla mieszkańców miast, jak i dla rezydentów, którym będzie wówczas łatwiej znaleźć pracę w okolicy. Grupa może zawsze sprzedać ośrodek i kupić większy, jeśli zajdzie taka potrzeba, ale wszystko we właściwym czasie.

Celem ośrodków buddyjskich nie jest przyciągnięcie wielkich tłumów za pomocą rzucających się w oczy reklam – to nie cyrki. Rinpocze zawsze wolał małe grupy szczerze praktykujących uczniów. Poza tym przy wyborze nauczyciela duchowego nie jest najważniejsze, jak zabawna jest ta osoba i jak śmieszne są historie, które opowiada. Jeśli chcemy się pośmiać albo zobaczyć coś egzotycznego, możemy iść do cyrku oglądać klownów albo na jakąś imprezętowarzyszącą.