Archiwa Berzina

Buddyjskie archiwa dr. Alexandra Berzina

Wyświetl w trybie przyjaznym dla niewidomych. Skocz do nawigacji

Strona główna > Spotkanie z buddyzmem > Współczesna adaptacja buddyzmu > Wyrównywanie postawy wobec siebie: przezwyciężanie nienawiści do siebie > Sesja czwarta: dziewięć perspektyw rozwijania pozytywnej postawy wobec siebie

Wyrównywanie postawy wobec siebie: przezwyciężanie nienawiści do siebie

Alexander Berzin
Moskwa, Rosja, wrzesień 2010 r.
przekład na język polski: Zbigniew Becker

Sesja czwarta: dziewięć perspektyw rozwijania pozytywnej postawy wobec siebie

Powtórzenie

Omawiając równoważenie własnych postaw wobec siebie przeszliśmy przez poszczególne ćwiczenia, pomagające nam rozwinąć zrównoważenie – dokładnie zrównoważenie skierowane ku sobie samym, pod kątem tego, co zrobiliśmy w życiu, tego, jak postrzegamy i traktujemy siebie oraz pod kątem rozmaitych aspektów własnego ciała i osobowości. Kiedy w tym kontekście mówimy o zrównoważeniu, to odnosimy się do stanu umysłu wolnego od przeszkadzających postaw czy przeszkadzających emocji. Odnosimy się do stanu umysłu wolnego od niechęci czy wstrętu (nie lubimy siebie, mamy negatywną postawę wobec siebie), a z drugiej strony wolnego od przyciągania (jesteśmy sobą zauroczeni: „ Jestem taki fantastyczny”) oraz również wolnego od naiwności, w której uważamy siebie za nic i lekceważymy własne potrzeby. Musimy jednak uważać, by nie pojmować tego stanu umysłu opacznie, jako całkowicie pozbawionego wszelkich emocji. Nie mamy tu na myśli niczego takiego.

Mamy tu problem z szerszymi ramami myślowymi. W zachodnich językach jest koncepcja emocji i w tej kategorii zawieramy wiele rzeczy. Lecz w tradycjach sanskryckiej i tybetańskiej nie ma odpowiednika kategorii „emocji”. Nie ma tam żadnego słowa oznaczającego emocje. Zamiast tego są kategorie czynników umysłowych. One obejmują takie niemal mechaniczne czynniki, jak uwaga, koncentracja, zainteresowanie. Następnie mamy przeszkadzające stany umysłu, postawy destrukcyjne – takie jak gniew czy chciwość oraz konstruktywne – takie jak miłość, cierpliwość czy wytrwałość. Mamy więc tego rodzaju kategorie. Niektóre ze składników tych kategorii – konstruktywnych, destrukcyjnych i przeszkadzających postaw – uznalibyśmy za emocje, a niektórych, takich jak niezdecydowane wahanie się, brak zdecydowania – nie. „Czy powinienem zrobić to, czy powinienem zrobić tamto”? Czy to jest emocja? Jak nazwalibyśmy coś takiego w naszych zachodnich ramach myślowych? Z powodu tego odmiennego schematu analizowania umysłu występuje tu pewne zamieszanie, ponieważ słysząc słowo „zrównoważenie”, myślimy, że oznacza ono całkowity brak wszelkich emocji.

W naszym omówieniu rozwijania zrównoważenia wobec siebie nie mówimy o pozbywaniu się tego, co nazwalibyśmy pozytywnymi emocjami, takimi jak cierpliwość, zapał, miłość, współczucie, szczodrość itd. One są czymś dobrym. One nie przynoszą kłopotów – choć oczywiście mogą być zmieszane z innymi - przeszkadzającymi – emocjami. Razem z miłością może występować przywiązanie. Musimy więc odróżniać emocje konstruktywne od destrukcyjnych – a ściślej od czegoś, co nazwalibyśmy przeszkadzającymi emocjami. Nie chcę dalej zagłębiać się w techniczne różnice pomiędzy nimi.

Jeśli popatrzymy na te trzy emocje powodujące problemy – którymi zasadniczo są: gniew, przywiązanie i naiwność – to razem z przywiązaniem i gniewem występuje tu wyolbrzymianie. W przypadku gniewu – a mówimy tu o gniewie skierowanym ku sobie samemu („Naprawdę nie znoszę siebie”) – robimy coś takiego, że wyolbrzymiamy jakieś negatywne aspekty (na przykład, wady czy niedostatki własnej osobowości, albo złe nastroje, w jakie wpadamy). Wyolbrzymiamy je, tworzymy z nich coś solidnego i trwałego, niemal jakiegoś potwora, a całkowicie tracimy z pola widzenia wszystkie te pozytywne rzeczy, które je równoważą – na przykład sukcesy czy silne strony osobowości.

Kiedy występuje przywiązanie – i mamy wygórowane zdanie o sobie itd. – wtedy robimy coś odwrotnego. Swoje zalety czy pozytywne rzeczy z własnego życia zamieniamy w coś solidnego i trwałego i wyolbrzymiamy je, pomijając aspekty negatywne.

Kiedy przejawiamy naiwność – mając siebie za nic i lekceważąc własne potrzeby – wpadamy w drugą skrajność i wypieramy się wszelkich własnych cech – czy to pozytywnych, czy to negatywnych. Wypieramy się nawet tego, że jesteśmy istotą ludzką i mamy określone prawa.

W zrównoważeniu, staramy się bardziej obiektywnie widzieć siebie, swoje życie itd., – bez wyolbrzymiania ani wypierania żadnego aspektu. Przyjmujemy, że to jest nasza rzeczywistość i że żaden z tych aspektów nie jest solidny, trwały, zamrożony i że potrwa wiecznie. Możemy pracować nad sobą, możemy poprawiać siebie, ale najpierw musimy uznać rzeczywistość obecnej sytuacji. Posiadanie takiego bardziej obiektywnego oglądu samych siebie w żaden sposób nie blokuje doznawania pozytywnych emocji, takich jak miłość, dobroć, współczucie, cierpliwość i zapał itp. W gruncie rzeczy łatwiej jest nam wtedy doznawać tych pozytywnych uczuć, ponieważ doznawanie przeszkadzających emocji, zwłaszcza skierowanych ku sobie samych, tworzy blokadę. Kiedy złościmy się na siebie, kiedy nie znosimy samych siebie – może to zablokować odczuwanie czegoś ciepłego, zarówno wobec siebie, jak i wobec innych.

Rozwijanie pozytywnej, zdrowej postawy wobec siebie

Przejdźmy do kolejnych etapów tego treningu. Mając teraz podstawę dla zrównoważenia – uspokoiliśmy przeszkadzające emocje wobec siebie – możemy pracować nad usiłowaniem poprawiania postawy wobec siebie i wypracowania bardziej pozytywnej i zdrowszej postawy. W tym celu chcemy spróbować zrównoważyć postawę wobec siebie w całym swoim życiu.

Omówiliśmy różnicę pomiędzy konwencjonalnym „ja”, które rzeczywiście istnieje – jestem tutaj, robię różne rzeczy itp. – a nieprawdziwym „ja”, którym jest ta okropna osoba, której nie znoszę, bądź ta fantastyczna osoba, którą jestem zauroczony, czy też ten nikt, którego całkowicie lekceważę. Kiedy rozwijamy taką cieplejszą, bardziej pozytywną postawę wobec siebie, to jest ona skierowana ku konwencjonalnemu „ja”, a nie ku tamtemu nieprawdziwemu. Nie jest to tak: „Nie lubię siebie, ale postaram się być dla siebie nieco lepszy. Zacznę siebie znosić”. Albo: „Jestem tak bardzo zakochany w sobie, że będę dla siebie jeszcze lepszy i będę sobie jeszcze bardziej dogadzać”. Nie mówimy o niczym takim. Albo: „Tak mi żal tego biednego siebie, które jest takim nikim. Ulituję się nad sobą i będę dla siebie nieco lepszy, ale w głębi siebie wiem, że na to nie zasługuję”. Wszystko to jest nakierowane na tamto nieprawdziwe „ja”.

Tak więc w celu rozwijania bardziej pozytywnej postawy wobec swojego konwencjonalnego „ja”, musimy myśleć w kategoriach całego swojego życia. Z buddyjskiego punktu widzenia myślelibyśmy o licznych żywotach, ale w lżejszej wersji, możemy myśleć po prostu o życiu obecnym. Występują niektóre podstawowe buddyjskie przemyślenia, których możemy tu użyć: „Odrodziłem się w drogocennym ludzkim ciele. Mam sposobność do poprawiania siebie. Nawet gdybym się urodził w bardzo biednej rodzinie, w bardzo niespokojnej części świata, nękanej wojnami itp., to nadal jestem istotą ludzką, mam umysł, mam emocje, mam materiał do poprawiania siebie”. Nawet znajdując się zewnętrznie w trudnym położeniu życiowym – ze względu na otoczenie, społeczeństwo czy nawet problemy zdrowotne – to nadal żyjemy. Jesteśmy istotami ludzkimi, a nie owadami. I interesuje nas możliwość rozwijania się w – jak to byśmy nazwali – bardziej „duchowy” sposób, a nie tylko zarabianie więcej pieniędzy.

Dziewięć perspektyw

Jest dziewięć różnych punktów widzenia, z których możemy popatrzeć na siebie i równoważyć własną postawę wobec siebie. Jest to nieco inne od zrównoważenia, które omawialiśmy uprzednio. Tamto zrównoważenie, będące pierwszym krokiem, jest stanem umysłu wolnym od przeszkadzających emocji wobec siebie. Teraz mówimy o tym, jak rozwijać równą postawę dobroci, pozytywną postawę wobec siebie, we wszystkich sytuacjach. Nacisk kładziemy tu na nieco inne miejsce. W jaki sposób możemy być lepsi dla siebie? I nie mamy tu na myśli lepsi w znaczeniu rozpieszczania dziecka, lecz bycie w bardziej zdrowy sposób – bardziej pozytywnym wobec siebie – dbając o siebie, odżywiając się odpowiednio, wysypiając wystarczająco, stawiając granice tego, co możemy zrobić itd.

A tak przy okazji, stawianie granic ma tu dwojakie znaczenie. Jednym jest zdolność do mówienia nie, kiedy coś jest naprawdę destrukcyjne albo naprawdę niszczące, tak jak, powiedzmy, coś, co ktoś inny wyrządza nam w jakimś niezdrowym związku, czy kiedy wdajemy się w jakieś bardzo niebezpieczne zajęcie, które nie ma żadnego sensu. Oznacza zdolność do powiedzenia ‘nie’. Inna odmianą jest dostrzeganie granic, kiedy czegoś jest po prostu za wiele – czy to w odniesieniu do pracy, czy do zobowiązań czasowych itd. Jest tego za wiele i jeśli nie przestaniemy, to nam to zaszkodzi. Oznacza to zdolność do powiedzenia: „Dosyć! Nie dam rady zrobić więcej. Muszę odpocząć”.

Ta druga odmiana – wiedza o tym, kiedy odpocząć – jest bardzo ważna dla rozwijania zapału. Jeśli nigdy nie robimy sobie przerwy na odpoczynek, to nasz zapał gaśnie i kiedy wracamy do pracy, to nie chce się nam podejmować jej na nowo. Z drugiej strony jednak nie chcemy zawsze traktować siebie jak dziecka. Na przykład mój nauczyciel, Serkong Rinpocze, dla którego zwykle tłumaczyłem, kiedy byłem naprawdę zmęczony i czułem, że już dłużej nie dam rady, zawsze zmuszał mnie do tego, żebym pociągnął jeszcze przez pięć minut. Zawsze mówił, że bez względu na to, jak bardzo jesteśmy zmęczeni, zawsze możemy pociągnąć przez jeszcze pięć minut. Nie dalibyśmy rady przez kolejną godzinę, ale możemy jeszcze przez pięć minut – tak, żeby nasze granice i wytrzymałość wzrastały. W ten sposób nie pozostajemy przez cały czas dzieckiem – wzrastamy. Czy zajmujemy się tłumaczeniem, treningiem sportowym, czy czymkolwiek, jest to, jak sądzę, bardzo pomocna polityka. Przynajmniej mnie pomagała.

1. Był czas, kiedy miałem pozytywną postawę wobec siebie

Pierwszą z tych dziewięciu perspektyw jest myślenie: „W różnych okresach swojego życia byłem dla siebie dobry, czy to jako dziecko, czy jako nastolatek, czy kiedykolwiek. Był czas, kiedy w rzeczy samej byłem dobry dla siebie. Czy byłem dobry dla siebie i miałem pozytywne nastawienie w takim czy innym punkcie swojego życia, czy to piętnaście minut temu, czy piętnaście lat temu, to jednak byłem dobry dla ‘siebie’. Było to w różnym czasie, ale przedmiotem nadal byłem ‘ja’. Jest zatem tak, że byłem dobry dla siebie i czułem się co do siebie w porządku. Muszę z tego wyciągnąć wniosek, że jestem do tego zdolny”.

Myślimy o tym następująco – nie robi to żadnej różnicy, kiedy mieliśmy tę pozytywną postawę wobec siebie i kiedy traktowaliśmy siebie z dobrocią. Miało to miejsce w takim czy innym czasie bądź w rozmaitych okresach naszego życia – a więc jesteśmy do tego zdolni.

2. Częściej miałem wobec siebie postawę pozytywną, niż negatywną

Drugi punkt jest taki, że możemy mieć następujące zastrzeżenia: „No dobrze, miałem pozytywną postawę wobec siebie przez jakiś czas. Przez większość czasu byłem jednak bardzo negatywnie nastawiony wobec siebie i wcale siebie nie lubiłem”. Jeśli jednak zastanowimy się nad tym, to zobaczymy, że nasza dobroć była o wiele większa i częstsza, niż okresy złego traktowania siebie. Ostatecznie żywiłem się każdego dnia swojego życia (za wyjątkiem tego, kiedy byłem niemowlęciem i karmiła mnie mama), myłem zęby, spałem – robiłem to, co było potrzebne do dbania o siebie i o własne podstawowe potrzeby – w przeciwnym razie nie żyłbym. Choć możemy bagatelizować te rzeczy, to są one jednak w rzeczy samej bardzo ważne. Nie ma znaczenia, jak bardzo negatywne mogliśmy mieć uczucia wobec siebie samych, jednak jedliśmy, jednak chodziliśmy spać, jednak ubieraliśmy się i zajmowaliśmy się życiem, nieprawdaż? Jeśli to przeanalizujemy, to opiera się to na – lub dowodzi – własnej dobroci wobec siebie. Z tej perspektywy częściej byliśmy dla siebie dobrzy, niż traktowaliśmy siebie źle. „Mogłem nie odżywiać się szczególnie dobrze, ale coś jadłem. Być może nie wysypiałem się wystarczająco dobrze, ale spałem”. Proszę pomyśleć o tym.

Jest to bardzo interesujące, jeśli przeanalizujemy to, dlaczego mamy skłonność do podkreślania przypadków czy okresów, w których traktowaliśmy siebie źle. Sądzę, że jest tak dlatego, że podczas takich okresów występuje silny składnik emocjonalny – jakiś przeszkadzający składnik emocjonalny – w przeciwieństwie do okresu, kiedy tylko odżywiamy się i jemy coś (w tym nie ma żadnej silnej emocji, prawda?). Ponieważ emocja jest czymś silniejszym, zwłaszcza, jeśli to jest przeszkadzająca emocja, to mamy zwyczaj brania jej pod uwagę i uważania w pewnym sensie za bardziej rzeczywistą, co oczywiście jest niedorzeczne. W jaki sposób dowolne zdarzenie w naszym życiu mogłoby być bardziej rzeczywiste, niż każde inne? Wszystkie one się zdarzyły.

Możemy przywołać na myśl wiele przykładów traktowania siebie źle, a z powodu związanych z tym silnych przeszkadzających emocji, te aspekty wydają się nam bardziej rzeczywiste, niż inne, mniej dramatyczne, aspekty własnego życia. Na przykład jesteśmy w jakim niezdrowym związku, w którym obraża się nas. Ta druga osoba traktuje nas niedobrze albo odzywa się do nas źle itd. Nie musi nas zaraz bić. Podstawą naszego pozostawania w tego rodzaju związku jest zwykle ogromne przywiązanie i ogromne poczucie niepewności. Jesteśmy tak bardzo przywiązani, że nie chcemy powiedzieć ‘nie’, ponieważ obawiamy się, że wtedy ten ktoś nas opuści. „Ja, biedny, pozostanę z niczym”. Kiedy myślimy o swoim życiu, to takie negatywne aspekty wydają się być ważniejsze od tego, że codziennie myliśmy zęby i chodziliśmy do szkoły.

Inny przykład stanowią ludzie, którzy jedzą tak dużo, że stają się otyli. Zwykle mają oni bardzo negatywną postawę wobec siebie samych i w naiwności sądzą, że mogą to jakoś przezwyciężyć przyjemnością płynącą z jedzenia. To jest bardzo naiwne i również jest zmieszane z przywiązaniem, a opiera się na bardzo niskiej samoocenie, na bardzo złej postawie wobec siebie. Albo popatrzmy na anoreksję czy bulimię – te objawy, kiedy to głodzimy siebie bądź wywołujemy wymioty po zjedzeniu czegoś. Podstawą tego również jest bardzo niskie poczucie własnej wartości. „Muszę być doskonała. Nie jestem doskonała”. Mamy bardzo zniekształconą ideę doskonałości, a wtedy traktujemy siebie w taki zły sposób, gdyż mamy zaburzenia w sposobie odżywiania sie dopasowujące się do naszych zaburzonych wyobrażeń.

Jak powiedziałem, chociaż te okresy, kiedy traktowaliśmy siebie dobrze, dbaliśmy o siebie, mogły nie być dramatyczne pod względem emocjonalnym, to nie są one mniej rzeczywiste, niż przypadki emocjonalnie bardziej dramatyczne. Jeśli popatrzymy na to obiektywnie, to znacznie przeważają one nad okresami negatywności wobec siebie. Pomyślmy o tym przez chwilę, zanim pójdziemy dalej.

Uczestnik: Kiedy porównujemy bycie dla siebie dobrym z traktowaniem siebie źle, to czy mówimy o tym, co działo się, kiedy braliśmy narkotyki, piliśmy alkohol, palili papierosy, rozumiejąc, że to są uczynki negatywne? Kiedy o tym myślimy, to czyż nie jest to jak pęknięcie w umyśle? Na przykład w moim przypadku z paleniem papierosów – jedna część mnie mówi: „Nie rób tego”! , a inna myśli: „W porządku, zapal sobie. Może dzisiaj nie jest dobry dzień na rzucanie palenia”. Co to jest?

Alex: W sytuacji, w której robimy coś autodestrukcyjnego, takiego jak branie narkotyków czy picie alkoholu albo palenie tytoniu, możemy mieć dwie sprzeczne ze sobą postawy. Jedną jest rozróżnianie, że jest to coś destrukcyjnego, szkodliwego. Lecz z drugiej strony jest przywiązanie, które wyolbrzymia pozytywne cechy czy skutki, jakie uzyskamy z tych substancji, zaś lekceważy ich wady. Z buddyjskiego punktu widzenia przeanalizowalibyśmy czynniki umysłowe związane z tym stanem umysłu. Mamy tu rozróżniającą świadomość tego, że palenie nam szkodzi, lecz jest również przywiązanie do tego. Mało, że ta rozróżniająca świadomość nie jest silniejsza od przywiązania; przywiązanie wydaje się być mocniejsze. Wszystkie te czynniki umysłowe posiadają całe spektrum natężenia – od bardzo słabego, aż po bardzo silne.

W takim stanie umysłu obecne jest również niezdecydowane wahanie się: „Czy nie powinienem nie palić”? „Czy nie powinienem już pić, czy jeszcze się napić”? A więc jest tu niezdecydowanie – nie jesteśmy pewni, co robić, co jest zakłócającym stanem umysłu oraz przejawem bardzo słabego samoopanowania czy dyscypliny, dyscypliny mówienia ‘nie’ przywiązaniu i przechodzenia na stronę rozróżniającej świadomości rozumiejącej, że jest to dla nas szkodliwe.

W tym przypadku musimy wzmocnić swoją rozróżniającą świadomość, co oznacza ponowne potwierdzanie jej, pamiętanie o niej, pozostawanie w jej uważności (uważność jest tym umocowaniem umysłu, które nas z nią skleja). Dodatkowo, musimy kłaść wielki nacisk na dyscyplinę, samodyscyplinę, tak, że pomimo chęci zapalenia kolejnego papierosa czy napicia się znowu, no to co, że zapalę? To jest jedynie siła nawyku i nie zamierzam być jego niewolnikiem. Śantidewa, wielki indyjski mistrz buddyjski, ujął to bardzo zgrabnie. Parafrazując to, co on powiedział – w umyśle mówimy własnej przeszkadzającej emocji: „Już wystarczająco długo byłem twoim niewolnikiem. Przez cały ten czas przynosiłaś mi już wystarczająco dużo kłopotów i szkód. Minął już czas, kiedy mogłaś przysparzać mi wszystkich tych kłopotów”.

Powiedzenie: „Już dość”! wymaga silnej woli. Nie jest to oczywiście zbyt łatwe, ale jest to na początek naprawdę jedyny sposób na zatrzymanie takiego autodestrukcyjnego nawyku, jak palenie. Oczywiście musimy wniknąć w to głębiej i odkryć, co kryje się za tą przeszkadzającą emocją, jednak pierwszym krokiem jest po prostu dyscyplina, po prostu samoopanowanie, po prostu „Dość! Nawet jeśli mam ochotę na kolejnego drinka, to nie ma znaczenia. Co mi to da?” Albo jakakolwiek inna sytuacja, np.: „Mam ochotę na jeszcze jeden kawałek ciasta, ale rozumiem, że po prostu naprawdę zachowałbym się jak świnia, bo jestem już pełny, już naprawdę dosyć zjadłem”. Tak więc mówimy ‘nie’. Mimo tego, że oczywiście tęsknie spoglądamy na kolejną porcję ciasta. „Rano chętnie powylegiwałbym się dłużej w łóżku, ale muszę wstawać”. Mamy wiele przykładów w swoim życiu, do których możemy się odwoływać celem potwierdzania sobie zdolności do samoopanowania – nawet jeśli chcielibyśmy powylegiwać się dłużej (jestem pewien, że większość by chciała).

Widzisz, tak naprawdę twoje pytanie dotyczy pierwszego z tych dziewięciu omawianych punktów: potwierdzanie na nowo własnej zdolności do bycia dobrym dla siebie. Czasem myślimy: „Nie dam rady”. Ale nie brak nam tej zdolności. Jest tylko tak, że banalizujemy te przypadki, w których daliśmy sobie radę.

3. Powinienem mieć pozytywną postawę, ponieważ w dowolnej chwili mogę umrzeć

Trzecim punktem w rozwijaniu tej zrównoważonej postawy wobec siebie, jest myślenie o śmierci, a dokładniej myślenie o tym, że śmierć może nadejść w każdym czasie. I to jest prawda – możemy umrzeć w każdej chwili. Nie musimy zachorować. W każdej chwili może nas przejechać samochód.

Rozmyślamy więc: „Przypuśćmy, że to miałyby być moje ostatnie minuty, moja ostatnia godzina”. Powiedzmy, że jestem więźniem, który ma zostać stracony. (Nie musimy być przestępcami – to mogłaby być wojna i mieliby nas rozstrzelać). Jak chcemy spędzić swoją ostatnią godzinę? Czy chcemy spędzić ją jedynie rozmyślając z nienawiścią o sobie, jacy to byliśmy okropni i jacy jesteśmy okropni? Albo spędzić ją na dogadzaniu sobie? Przez tę ostatnią godzinę będę opychać się lodami albo zaliczę tyle seksu, ile wlezie? Albo zlekceważę potrzebę posiadania spokoju umysłu, kiedy będę rozstrzeliwany – po prostu poczytam sobie dalej jakąś książkę czy poprzeglądam gazetę z modą przez tę ostatnią godzinę? Czy tak zamierzam spędzić ostatnią godzinę swojego życia? Albo oglądać telewizję w stanie wypierania tego, że to jest moja ostatnia godzina? Oczywiście spędzanie swojej ostatniej godziny życia z przeszkadzającą postawą złości, z powodu własnego przywiązania czy naiwności wobec siebie, byłoby stratą tego drogocennego czasu, jaki nam pozostał.

Podobnie, utrzymywanie jakiejś przeszkadzającej postawy wobec siebie samego jest stratą czasu jaki pozostaje nam jeszcze do końca życia. Myślenie w taki sposób pomaga nam rozwinąć zrównoważoną postawę wobec siebie. W dowolnym położeniu, w jakim się znajdujemy, myślimy: „Będę dla siebie dobry. Będę starać się zachować spokój umysłu i dotrzymywać zawartego z samym sobą pokoju, ponieważ mogę umrzeć za chwilę”. Myślenie w taki sposób jest sposobem budowania większej dobroci wobec siebie samych. Pomyślmy więc nad tym.

4. Pragnę być szczęśliwy

Czwartym punktem jest to, że chcemy być szczęśliwi i nie chcemy być nieszczęśliwi (sądzę, że jest to prawdziwe w stosunku do każdego).

Myślimy pod kątem tego, jak traktują nas inni: „Nie lubię przecież, kiedy inni mnie odrzucają i traktują niedobrze, nieprawdaż? Nie lubię również, kiedy inni uwieszają się na mnie albo są nadopiekuńczy – stale się o mnie martwiąc. Nie lubię również, kiedy inni całkowicie mnie lekceważą. Jestem nieszczęśliwy, kiedy inni traktują mnie na któryś z tych sposobów”.

Wtedy myślimy o tym, w jaki sposób sami traktujemy siebie: „W gruncie rzeczy, kiedy traktuję siebie niedobrze, to nie czuję się szczęśliwy, nieprawdaż? A jeśli jestem całkowicie pochłonięty sam sobą i zawsze się o siebie martwię oraz jestem nadopiekuńczy wobec siebie – co do własnego zdrowia czy czegokolwiek, jak hipochondryk – to również nie jest to żaden szczęśliwy stan umysłu. A kiedy lekceważę własne potrzeby, to również nie jest jakiś szczęśliwy stan umysłu. Skoro więc nie chcę, żeby inni mnie w ten sposób traktowali, to czemu miałbym sam siebie tak traktować? To tylko czyni mnie nieszczęśliwym – czy w taki sposób traktuje mnie ktoś inny, czy ja sam. A zasadniczo ja naprawdę chcę być szczęśliwy. Nie chcę być nieszczęśliwy. Bycie nieszczęśliwym wcale nie sprawia mi przyjemności. Po co więc samemu unieszczęśliwiać siebie? Jest mnóstwo innych osób, które mogą mnie unieszczęśliwić. Czemu miałbym sam siebie unieszczęśliwiać”?

Pomyślmy o tym.

5. Mam prawo być szczęśliwy

Następna, piąta perspektywa: Mam przez całe życie prawo do bycia szczęśliwym i do traktowania siebie dobrze – nie tylko czasami. Zastanówmy się nad tym. „Czy mam prawo być szczęśliwym? Czy może czuję, że muszę na to zarobić, że muszę na to zasłużyć, (że jest to w jakimś sensie nagroda)? Czy nie jest przypadkiem tak, że mam prawo być szczęśliwym bez względu na to, co robię”?

Jest to w gruncie rzeczy bardzo interesujący punkt. Czy wpadamy tu w myślenie socjalistyczne, czy też może jest to jedno z podstawowych praw człowieka, prawo do szczęśliwości? Podstawowe prawa człowieka niekoniecznie oznaczają przecież socjalistyczny system polityczny, nieprawdaż?

6. Mam prawo nie być nieszczęśliwy

Szósty punkt jest bardzo zbliżony: Przez całe życie mam prawo nie być nieszczęśliwym i mam prawo nie traktować siebie samego źle – nie tylko czasami.

Piąty i szósty punkt dotyczą jednakowej, zrównoważonej postawy przez całe życie. Nie jest tak, że tylko czasem mam prawo do bycia szczęśliwym i nie bycia nieszczęśliwym – jest tak zawsze. Nie jest tak, że to jest tylko moja chęć bycia szczęśliwym i nie bycia nieszczęśliwym. Mam ku temu podstawowe prawo. To nie jest nierozsądne – chcieć czegoś takiego. Nie ma niczego niewłaściwego w tym, że chcę być szczęśliwy.

Dobrze. Zróbmy tutaj przerwę. Podczas ostatniej sesji przyjrzymy się ostatnim trzem sposobom rozwijania tej zrównoważonej postawy wobec siebie samego, a następnie wynikającym z tego pięciu postanowieniom.

Dziękuję.