Archiwa Berzina

Buddyjskie archiwa dr. Alexandra Berzina

Wyświetl w trybie przyjaznym dla niewidomych. Skocz do nawigacji

Strona główna > Spotkanie z buddyzmem > Współczesna adaptacja buddyzmu > Znaczenie „Sanghi” oraz rady dla ośrodków Dharmy

Znaczenie „Sanghi” oraz rady dla ośrodków Dharmy

Alexander Berzin
Berlin, Niemcy, kwiecień 2003 r.

Poproszono mnie, bym powiedział dziś coś o Sandze. Jest to bardzo ważny temat, związany z podążaniem w bezpiecznym kierunku, ze schronieniem, a także ze wszystkim innymi aspektami naszej praktyki. Chciałbym omówić go w trzech aspektach, jakimi są:

  • Klejnot Sanghi (Sangha jako Klejnot)
  • Trzy Klejnoty Schronienia
  • Sangha mnichów i mniszek, wspólnota monastyczna.

Na koniec chciałbym powiedzieć też coś o tym jak słowo „Sangha” używane jest na Zachodzie. Choć tradycyjnie terminu tego nie używa się w taki sposób, na Zachodzie przyjęło się określać „Sanghą” społeczność ludzi, którzy przychodzą do ośrodka Dharmy, czy też mają tego samego nauczyciela.

Definicja Sanghi i Klejnotu Sanghi

Słowo „Sangha” jest sanskryckim słowem, które dosłownie oznacza wspólnie mieszkającą i funkcjonującą razem społeczność. W takim właśnie znaczeniu używam czasami słowa „network” („sieć”) w doniesieniu do ludzi czy też łączących się ze sobą spraw, które tworzą jedną całość. Tak więc, na jednym poziomie słowo to może się odnosić do grupy ludzi, którzy razem mieszkają, funkcjonują i pracują jako społeczność. Na innym poziomie może się ono odnosić do wspólnoty oczyszczeń i urzeczywistnień w mentalnym kontinuum, które również istnieją razem, oddziałując na siebie i wspólnie funkcjonując. Mówiąc bardziej precyzyjnie, na tym drugim poziomie, sangha odnosi się do prawdziwych zatrzymań (prawdziwych ustań) prawdziwych cierpień, a także do prawdziwych ścieżek umysłu (prawdziwych ścieżek), które prowadziły do osiągnięcia owych prawdziwych zatrzymań w kontinuum umysłu arji. Takim arją możmy być my sami lub ktoś inny. Owe prawdziwe zatrzymania i prawdziwe ścieżki umysłu również stanowią Sanghę, wspólnotę mieszkającą razem, innym słowy, istniejącą i funkcjonującą razem.

Chińczycy, zamiast tłumaczyć termin „sangha”, dokonali jego transliteracji tworząc słowo „seng-dzia (僧伽), czy też po prostu „seng (僧), które brzmi jak Sangha. Jest to klasyczny termin używany do określenia członka wspólnoty monastycznej: mnicha, osoby z Sanghi, może również oznaczać Sanghę w wyższym sensie. Również i my używamy słowa „Sangha” nie tłumacząc go.

Inaczej niż Chińczycy i niż czynimy to my, Tybetańczycy nie przyjęli tak po prostu słowa „Sangha”. Przetłumaczyli je używając słowa „gendun”(dge-dun), co oznacza osoby lub rzeczy, których intencją jest kierowanie się ku konstruktywnemu celowi. Gen znaczy „konstruktywny”, a dun „intencja”. Tym konstruktywnym celem czy też intencją jest wyzwolenie lub oświecenie. Tak więc słowo to może określać społeczność osób, których intencją i celem, do którego osiągnięcia dążą, jest wyzwolenie lub oświecenie; mogą to być także oczyszczenia i urzeczywistnienia mentalnego kontinuum, których intencją jest wyzwolenie lub oświecenie i które w pewnym sensie zmierzają do osiągnięcie owego celu.

Uważam, że najpierw zawsze warto przyjrzeć się samym słowom, by w pewnym sensie poczuć to, co oznaczają. Na przykład, sanskrycki odpowiednik słowa, które zazwyczaj tłumaczy się jako „schronienie”, sharanam, oznacza ochronę. Zatem wyrażenie „udać się po schronienie” czy też „przyjmować schronienie” oznacza „udać się pod ochronę”, czy też „przyjmować ochronę”. Wskazuje to na to, że ów proces jest aktywny – rzeczywiście coś robimy, a nie tylko siedzimy i po prostu otrzymujemy ochronę. Dlatego nazywam to „pójściem w bezpiecznym kierunku”. Oznacza to wprowadzenie do naszego życia bezpiecznego kierunku i kierowanie się w życiu ku niemu, by ochronić się przed cierpieniem. Ochronę można również otrzymać od innych. Mogą oni pokazać nam jak to zrobić, przedstawić nam pewien model czy też wzór jak chronić siebie. Budda jest takim właśnie wzorem – chcemy stać się tacy jak on. Gdy osiągniemy już ten cel, będziemy naprawdę wolni od lęku i cierpienia. Innymi słowy, jeśli rzeczywiście wprowadzimy w życie Dharmę, nauki Buddy, jako sposób, by samemu stać się Buddą, sami ochronimy się przed cierpieniem.

Jaka jest w tym rola Sanghi? Zazwyczaj mówi się, że Sangha pomaga nam podążać w tym kierunku. Aby zrozumieć, co to naprawdę oznacza, powinniśmy to dobrze zbadać, gdyż może to znaczyć wiele rzeczy.

Gdy przyjmujemy schronienie w Sandze, nie oznacza ona sanghi w ogólnym sensie, lecz Klejnot Sanghi. Sangha i Klejnot Sanghi to dwie zupełnie różne rzeczy. Jest sprawą oczywistą, iż by podążać w bezpiecznym kierunku Klejnotu Sanghi, musimy wiedzieć czym on jest. Na tym właśnie polega niebezpieczeństwo nazywania „sanghą” społeczności ludzi w ośrodku Dharmy. Jeśli nie mamy jasności czym jest Klejnot Sanghi, możemy sobie pomyśleć, że jest on ludźmi z naszego ośrodka Dharmy. A gdy rozczarujemy się tą społecznością, czy też zachowa się on nieodpowiednio, możemy utracić myślenie o schronieniu: „To nie jest coś godnego zaufania”.

To samo może się wydarzyć, gdy sądzimy, że Klejnot Sanghi odnosi się tylko mnichów i mniszek, ponieważ, mogą zdarzyć się mnisi czy mniszki, którzy będą dość niezrównoważeni emocjonalnie, a wówczas możemy sobie pomyśleć, „Jakże mam przyjmować w nich schronienie”? Zatem i oni nie są tym, do czego odnosi się Klejnot Sanghi”. Dlatego też, by faktycznie skierować się w bezpiecznym kierunku, bardzo ważne jest, by poprawnie określić czym w rzeczywistość jest „Klejnot Sanghi”.

Niektórzy ludzie na Zachodzie myślą, że „Jeśli Klejnot Sanghi odnosi się tylko mnichów i mniszek, możemy się go pozbyć. Nie potrzebujemy mnichów i mniszek. Nowoczesny buddyzm może istnieć bez nich”. Jednak mnisi i mniszki nie są wcale tym czego dotyczy Klejnot Sanghi. Niektórzy ludzie mogą sądzić, że tradycja monastyczna jest czymś starożytnym lub średniowiecznym i że w naszym nowoczesnym społeczeństwie nie jest już potrzebna. „Nie potrzebujemy już schronienia w Sandze”. Nie musimy już szukać schronienia w Sandze”. Takie postawienie sprawy to wielki błąd, ponieważ w tym kontekście Klejnot Sanghi nie jest prawidłowo określony.

Czy więc jest Klejnot Sanghi? Przyjrzyjmy się temu co mówi o tym tradycja (1) therawady, (2) tradycja mahajany, za którą podążają Tybetańczycy, oraz (3) zen. Dzięki temu będziemy mogli spojrzeć na to z szerszej perspektywy. Co więcej, pomoże nam to utrzymać otwarte umysły i nie zamykać się ciasno wewnątrz naszej własnej tradycji buddyzmu tybetańskiego. Spoglądając na to z innych perspektyw istniejących w ramach buddyzmu, będziemy mogli przyjrzeć się temu, co wspólne we wszystkich tradycjach buddyjskich.

Sangha w różnych tradycjach Buddyjskich

Sangha w therawadzie

W therawadzie Klejnot Sanghi określa się z punktu widzenia nauk. Odnosi się on zatem do każdego, kto osiągnął jeden z czterech duchowych etapów począwszy od poziomu arji. „Arja” to ktoś, kto doświadcza nie-konceptualnego poznania czterech szlachetnych prawd. W therawadzie, owe cztery etapy, z których pierwszy jest właśnie tym poznaniem, nazywają się kolejno: „wchodzący w strumień”, „raz-powracający”, „nie-powracający”, oraz „arhat”. Kiedy słyszymy o tych terminach w therawadzie, nie powinniśmy myśleć sobie: „och, wchodzący w strumień, to tylko początkujący. Każdy może to osiągnąć”. W rzeczy samej jest to poziom arji. Z punktu widzenia therawady, Klejnot Sanghy dotyczy Arja Sanghi, Sanghi Arjów, Szlachetnej Sanghi. Nazywani są oni „Klejnotem” z punktu widzenia ich urzeczywistnienia, osiągnięcia niekonceptualnego poznania czterech szlachetnych prawd, a w szczególności tego, że nie ma czegoś takiego jak jaźń niemożliwego rodzaju (anatta). Taki człowiek może być mnichem, mniszką lub osobą świecką.

Sanghę można również opisać z punktu widzenia winaji, reguł dyscypliny. Z tego punktu widzenia, Sangha dotyczy społeczności w pełni wyświęconych mnichów i mniszek, a dokładniej, grupy czterech lub więcej w pełni wyświęconych mnichów lub mniszek, których obecność jest wymagana podczas niektórych rytuałów, do przeprowadzenia których potrzebne jest kworum członków wspólnoty zakonnej. Na przykład, do ceremonii pełnego wyświecenia mnicha potrzeba obecności pewnej liczby w pełni wyświęconych mnichów, a do ceremonii pełnego wyświęcenia mniszki potrzebna jest obecność w pełni wyświęconych mniszek lub zarówno w pełni wyświęconych mnichów jak i mniszek mniszek. Ci w pełni wyświęceni mnisi i mniszki, których określa się tak ze względu na ich śluby są Sanghą, lecz niekoniecznie Klejnotem Sanghi. Są oni tym co nazywa się „konwencjonalną Sanghą”, lecz nie Klejnotem Sanghi. Oczywiście, niektórzy mnisi i mniszki mogą być również arjami, a wówczas byliby zarówno konwencjonalną Sanghą jak i Klejnotem Sanghi.

Rozróżnienie między Sanghą a Klejnotem Sanghi, jakie znajdujemy w therawadzie znajduje swoje potwierdzenie we wszystkich pozostałych tradycjach buddyzmu. Stosowane w nich terminy techniczne mogą się od siebie różnić, lecz to ogólne rozróżnienie jest wszędzie.

Sangha w mahajanie

Co mówi na ten temat tradycja indyjskiej mahajany, którą podążają Tybetańczycy? Jaki był tradycyjny pogląd na ten temat w Indiach, z którym wpierw zetknęli się Tybetańczycy?

W indyjskim buddyzmie mahajany, jednym z wielkich mistrzów, lub jak powinniśmy powiedzieć, źródeł nauk, jest Majtreja. Majtreja jest przyszłym uniwersalnym Buddą, którzy nadejdzie po Buddzie Siakjamunim. Wielki indyjski mistrz Asanga miał wiele wizji Maitreji i spisał nauki, które od niego otrzymał tak zwanych „Pięciu Tekstach Maitreji”. Owych „Pięć Tekstów Maitreji” należą do głównych dzieł studiowanych nie tylko w buddyzmie indyjskim, ale także przez Tybetańczyków. Kiedy będziemy przyglądać się definicjom Trzech Klejnotów, będziemy opierać się właśnie o te teksty. W definicjach Trzech Klejnotów, jakie znajdujemy w trzech z tych tekstów są drobne różnice, choć tak naprawdę nie są one ze sobą sprzeczne. Tybetańczycy, którzy bardzo dobrze potrafią łączyć ze sobą to, co powierzchownie jawi się jako sprzeczne, podążają w istocie za wszystkimi trzema. Teksty te przedstawiają dwa stanowiska: dwa z nich przedstawia jedno stanowisko, a trzeci tekst drugie stanowisko.

Jedno z tych stanowisk znajdujemy w tekście zwanym w sanskrycie Abhisamadżalamkara, po tybetańsku mNgon-rtogs-rgyan, co znaczy „Filigran” lub „Ozdoba Urzeczywistnienia”. Jest to jeden z głównych traktatów, który przez pięć lat studiują wszyscy Tybetańczycy w ramach treningu, jaki przechodzą by stać się gesze lub kenpo. Ten bardzo skomplikowany tekst jest w zasadzie kluczem do zrozumienia wszystkich sutr Pradżniaparamity, gdyż organizuje on ogromną literaturę Pradżniaparamity w zrozumiałe kategorie i tematy. Sutry Pradżniaparamity są przeogromne i mają wiele wersji. Jedna może mieć sto tysięcy wersów itd. Naprawdę, nie jest łatwo je studiować i zrozumieć jasno ich znaczenie, a tekst ten nam w tym pomaga.

Zgodnie z Abhisamadżalamkarą, każdy z Trzech Klejnotów ma dwa poziomy: zwykły czy też konwencjonalny poziom oraz najgłębszy czy też ostateczny poziom. Zwykły, konwencjonalny poziom ukrywa poziom najgłębszy.

Jest jeszcze inny tekst Majtreji zwany Uttaratantra, po tybetańsku rGyud bla-ma, co znaczy „Niezrównane wieczne kontinuum”. Tekst ten dotyczy natury buddy, i również on zajmuje absolutnie centralne miejsce w buddyjskich studiach Tybetańczyków. Uttaratantra przedstawia definicje Trzech Klejnotów. Jedyny punkt, w którym tekst ten nie zgadza się z Abhisamajalamkarą dotyczy tego, jak przedstawia on definicję Klejnotu Dharmy, gdyż odnosi się one jedynie do jego najgłębszego poziomu, a nie do Klejnotu Dharmy na zwykłym poziomie. Jeśli pominąć tę różnicę, oba teksty prezentują to samo stanowisko. Pierwszy z nich opisuje dwa poziomy Trzech Klejnotów; natomiast drugi definiuje Klejnot Dharmy tylko na jednym z tych poziomów – na najgłębszym. Tutaj jednak, naszym tematem jest Klejnot Sanghi, a jego definicje podane w Uttaratantra odnoszą się zarówno do konwencjonalnego, jak i do jego najgłębszego poziomu. Przyjrzyjmy się teraz wyjaśnieniom dotyczącym wszystkich trzech Klejnotów.

Klejnot Buddy, na zwykłym poziomie, to Ciała Formy Buddy, Rupakaja (Ciało Formy). Jest on tym co widać. Istnieją dwa rodzaje Ciała Formy: Sambhogakaja (Ciało Formy Pełnego Wykorzystania) i Nirmanakaja (Ciała Przejawione lub Ciała Przejawienia), które są subtelnymi i mniej subtelnymi formami, w jakich przejawia się Budda. Najgłębszym poziomem, jaki kryją te niosące oświecenie ciała jest Dharmakaja Buddy – Ciało, które obejmuje wszystko. Dharmakaja ma dwa aspekty. Jeden zwany jest Dżniana-Dharmakają, czasami nazywany „Dharmakają Mądrości” lub „Dharmakają Głębokiej Świadomości”, jest to Ciało Głębokiej Świadomości Które Obejmuje Wszystko. Drugi aspekt Dharmakaji zwie się Swabhawakaja, „Ciało Natury” czy też „Ciało Podstawowej Natury” i odnosi się do prawdziwych zatrzymań lub prawdziwych ustań kontinuum umysłu Buddy, więc jest ono Trzecią Szlachetną Prawdą. Dharmakaja odnosi się zatem do Trzeciej i Czwartej Szlachetnej Prawdy w kontinuum umysłu Buddy. To jest najgłębszy Klejnot Buddy.

Czym jest Klejnot Dharmy? Na zwykłym poziomie Klejnot Dharmy to dwanaście kategorii nauk pochodzących z aktywności mowy Buddy. Oznacza to rzeczywiste słowa, którymi nauczał Budda. Są one tym, co słyszymy lub co widzimy gdy są one zapisane. Najgłębszy Klejnot Dharmy jest tym, co słowa te skrywają: urzeczywistnienie tego, co nauczał Budda. Odnosi się to także do Trzeciej i Czwartej Szlachetnej Prawdy: prawdziwych zatrzymań (prawdziwych ustań) oraz prawdziwej ścieżki. Prawdziwe zatrzymania są całkowitym wyeliminowaniem z kontinuum umysłu Pierwszej i Drugiej Szlachetnej Prawdy, czyli prawdziwego cierpienia i jego prawdziwych przyczyn. Prawdziwa ścieżka jest albo głęboką świadomością eliminującą pierwsze dwie Szlachetne Prawdy, lub powstałą głęboką świadomością w kontinuum umysłu Buddy, wolną od owych dwóch. Czwarta Szlachetna Prawda w kontinuum umysłu Buddy nie musi działać w celu wyeliminowania dwóch pierwszych Szlachetnych Prawd, ponieważ jest on już od nich wolny. Krótko mówiąc, kiedy mówimy o najgłębszym Klejnocie Dharmy, mówimy o Trzeciej i Czwartej Szlachetnej Prawdzie, w kontinuum umysłu kogokolwiek począwszy od arji aż po Buddę. Kiedy mówimy o prawdziwym umyśle ścieżki w kontinuum umysłu arji, odnosi się to do głębokiej świadomości, która ma na celu usunięcie pierwszych dwóch Szlachetnych Prawd. Zaś gdy mówimy o prawdziwych umysłach ścieżki w kontinuum umysłu Buddy, odnosi się to do wolnej od tych dwóch głębokiej świadomości.

Na zwykłym poziomie Klejnot Sanghi jest indywidualną osobą każdego arji, kim może być mnich, mniszka lub osoba świecka. Nie jest to zatem grupa czy społeczność osób będących arjami, traktowana jako całość, lecz każdy z członków takiej wspólnoty. Jest to tym, co widzimy. Cóż więc kryje się pod tym? Najgłębszy Klejnot Sanghi, jest także Trzecią i Czwartą Szlachetną Prawdą w kontinuum umysłu arji. Należy zauważyć, że Buddów uważa się tu za arjów najwyższego poziomu.

Z punktu widzenia tejże tradycji Majtreji, na najgłębszym poziomie, Trzy Klejnoty są w zasadzie tym samym: Trzecią i Czwartą z Szlachetnych Prawd.

  • Najgłębszy Poziom Klejnotu Buddy to Trzecia i Czwarta Szlachetna Prawda Buddy.
  • Najgłębszy Poziom Klejnotu Dharmy to Trzecia i Czwarta Szlachetna od arji aż do Buddy
  • Najgłębszy Poziom Klejnotu Sanghi to także Trzecia i Czwarta Szlachetna Prawda od arji aż do Buddy

Więc na jakim poziomie Trzeciej i Czwartej z Szlachetnych Prawd odnajdujemy wszystkie trzy Klejnoty? Tylko na poziomie Buddy. Jedynie na tym poziomie, Trzy Klejnoty schodzą się tutaj w jednej osobie, czyli w Buddzie. Tybetańczycy stosują to rozumowanie, gdy mówią o Trzech Klejnotach jako obecnych w jednej osobie, czyli w Guru jako Buddzie. Taka jest podstawa tego twierdzenia i stąd właśnie czerpią je Tybetańczycy, co jest szczególnie widoczne w tantrze.

Druga tradycja Majtreji pochodzi z innego jego tekstu i nazywa Mahajanasutralamkara, „Filigran sutr mahajany” lub „Ozdoba sutr mahajany”. Tradycja ta mówi o Klejnocie Sanghi jedynie w kategoriach indywidualnej osoby arji. Nie mówi ona o Trzeciej i Czwartej Szlachetnej Prawdzie. Gdy Tybetańczycy omawiają to w kontekście sutr, podążają ze tą drugą tradycją. Arjowie, którzy są Buddami nie są w niej uwzględnieni jako Klejnot Sanghi, a jedynie arjowie o mniejszych osiągnięciach niż stan Buddy. Punkt widzenia tantry, w którym guru uważa się za ucieleśnienie Trzech Klejnotów, jest zgodny z pierwszą tradycją Majtreji, w której Arjów będących Buddami uważa się za Klejnot Sanghi.

Każdy z trzech Klejnotów ma coś, co go reprezentuje, swoją reprezentację, która zwana jest „symbolicznym Klejnotem”, lecz sama w sobie nie daje schronienia i nie wskazuje bezpiecznego kierunku. Dla większości z nas spotkanie prawdziwego Klejnotu Buddy, Dharmy i Sanghi nie jest możliwe. Możemy natomiast napotkać to, co je reprezentuje, co je przedstawia. Tak więc, symbolicznym Klejnotem Buddy są obrazy i rzeźby przedstawiające Buddów. Gdy czynimy pokłony przed posągiem bądź obrazem, nie jest on rzeczywistym Klejnotem Buddy, lecz po prostu go reprezentuje. Czynimy pokłony przed tym, co ów obraz bądź posąg reprezentuje. Nie przyjmujemy przecież schronienia w posągu czy rzeźbie; w buddyzmie nie ma bałwochwalców.

Podobnie, symbolicznym Klejnotem Dharmy są drukowane teksty Dharmy reprezentujące zarówno słowa Buddy jak ich urzeczywistnienia. Również i tu, nie przyjmujemy przecież schronienia w książkach, nieprawdaż? Klejnot Sanghi reprezentuje grupa czterech w pełni wyświęconych mnichów lub w pełni wyświęconych mniszek. Nie przyjmujemy więc faktycznie schronienia w wspólnocie monastycznej, która jest po prostu symbolicznym Klejnotem Sanghi – to jest tym co therawada nazywa „konwencjonalną Sanghą”.

Uczestnik: Czy wystarczy obecność Klejnotu Sanghi, by zapewnić kontynuację, utrzymanie Sanghi?

Alex: Nie. Nie według tej definicji. Liczba w pełni wyświęconych mnichów potrzebnych do przeprowadzenia ceremonii pełnego wyświęcenia różni się w zależności od tradycji, ale nawet w pełni wyświęceni mnisi nie wystarczą. Aby móc udzielić wyświęcenia, muszą być mnichami przez dziesięć lat, choć mamy co do tego różne tradycje. Jeśli zaś chodzi o ceremonię pełnego wyświęcenia mniszki, to jest kilka tradycji określających niezbędną liczbę w pełni wyświęconych mnichów lub zarówno mnichów jak i mniszek potrzebnych do jej przeprowadzenia, oraz przez ile lat powinni oni byli wypełniać pełne śluby monastyczne.

Sangha w tradycji tybetańskiej

Tak wygląda to w tradycji indyjskiej mahajany. Warto też przyjrzeć się temu co mówi na ten temat tradycja tybetańska. W „Ozdobie drogocennego wyzwolenia” (wydanej w Polsce przyp. tł.) Gampopa mówi o wspólnych i szczególnych obiektach schronienia. Wspólne to te, które są wspólne dla hinajany i mahajany. Szczególne te to, które istnieją wyłącznie w mahajanie.

W odniesieniu do wspólnego Klejnotu Sanghi, Gampopa mówi, że są one dwa: zwykłe istoty i arjowie.

  • Sangha, która jest zwykłymi istotami odnosi się do grupy czterech lub więcej w pełni wyświęconych mnichów lub mniszek, którzy nie osiągnęli jeszcze stanu arji. Gampopa wspomina jedynie o w pełni wyświęconych mnichach, gdyż tradycja linii w pełni wyświęconych mniszek nie została przeniesiona do Tybetu. Jednakże termin „w pełni wyświęcony mnich” (dge-slong, sanskr. bhikshu) można także używać jak ogólnego terminu odnoszącego się zarówno do mnichów jak i mniszek.
  • Arja Sangha odnosi się do kogokolwiek, kto zalicza się do ośmiu rodzajów istot w czterech parach. Jest to to samo, co w therawadzie uważa się za Klejnot Sanghi. Te cztery pary, czy też cztery grupy to: wchodzący w strumień, raz-powracający, nie-powracający, i arhat. Każda grupa czy też para dzieli się na dwa: „wstępującego”, czyli tego, kto zaczyna urzeczywistniać ten poziom, oraz „urzeczywistnionego”, czyli tego, kto osiągnął ten poziom. Gampopa nie mówi nic o tym czy owi arjowie muszą być w pełni wyświęconym mnichem lub mniszką.

Szczególny Klejnot Sanghi, akceptowany wyłącznie przez mahajanę, i nie uznawany przez szkoły hinajany ma również dwa aspekty, które różnią się pod względem tego jak się je określa.

  • Gdy określa się go jak przedmioty znajdujące się przed nami, Szczególny Klejnot Sanghi odnosi się do Sanghi Bodhisattwów. Chodzi tu przypuszczalnie o w pełni wyświęconych mnichów i mniszki-bodhisattwów, którzy i które są zarówno arjami, jak jeszcze nie arjami.
  • Gdy określa się go pod względem urzeczywistnienia, szczególny Klejnot Sanghi odnosi się do bodhisattwów będących arjami – czyli tych, którzy znajdują się na którymkolwiek z dziesięciu poziomów umysłu bodhisattwy (sa-bcu).

A co mówi na ten temat ningma? W tekście zwanym „Uprzejmie nachylone, by nam nieść ulgę” wielkiego mistrza ningmy, Longczienpy, Klejnot Sanghi to śrawakowie i pratjekabuddhowie, również na czterech poziomach, którymi są: wchodzący w strumień, raz-powracający, nie-powracający, arhat, oraz bodhisattwowie będący arjami. Ale dodaje się także tych, których określa się jako „Dzierżycieli Mantry” oraz „Dzierżycieli Czystej Świadomości” (rig-‘dzin po tybetańsku). Zasadniczo są to arjowie, którzy podążali tantryczną ścieżką dzokczien. Ningma dodaje aspekt tantry od określenia Sanghi.

Jak opisuje to tradycja śakja? Ich podstawowy tekst autorstwa Ngorchen Konchog Lhundrub'a ma tytuł „Przepiękna ozdoba trzech wizji”. To są podstawowe stopniowej ścieżki lam-rim czterech tradycji.

W tekście tym, nie wdając się w różne podziały, jak czyni to ningma czy kagju, mówi on po prostu, że Klejnot Sanghi jest społecznością arjów. Co ciekawe, gdy mówi on Sandze zwykłych istot, która jest symbolicznym Klejnotem Sanghi, powiada, „Ci, którzy weszli w Dharmę przed nami”. Odnosi się to do mnichów, którzy otrzymali wyświęcenie przed nami. Innymi słowy, nie są to młodsi mnisi. W społeczności monastycznej siedzi się podług tego kiedy otrzymało się wyświęcenie. Zatem są to wszyscy mnisi siedzący przed nami w zgromadzeniu, ale nie ci siedzący za nami. Uważam to za ciekawe, że właśnie ten sposób definiuje się to w sakja.

A co mówi na ten temat tradycja gelug? Tsongkapa w Lam-rim chen-mo, „Stopnie ścieżki?” nie definiuje Trzech Klejnotów w sposób, jaki robiliśmy to do tej pory. Omawia on różnice pod względem ich aktywności, właściwości itd. Jednakże z jego prezentacji bardzo jasno wynika, że podchodzi on do tego dokładnie w taki sam sposób jak Gampopa. Mówi on, że Arja Sangha jest podstawową Sanghą, Klejnotem Sanghi. Pabongka, w swym dziele Wyzwolenie w twojej dłoni, mówi to samo, lecz także wyraźnie wskazuje, że Sangha monastyczna jest jedynie symbolicznym Klejnotem, nie prawdziwym Klejnotem.

Jest ciekawe, że panuje ogólna zgoda co do tego, że Arja Sangha jest rzeczywistym, prawdziwym Klejnotem Sanghi, co zgadza się także ze stanowiskiem therawady. Jakkolwiek, therawada mówi tylko o arjach hinajany, śrawakach i pratjekabuddhach, podczas gdy w mahajanie, którą podążają Tybetańczycy, dodajemy jeszcze bodhisattwów będących arjami, a w tradycji ningma, wspomina się jeszcze o arjach praktykujących tantrę. Pamiętajcie, że Buddowie także zaliczają się do arjów – arją jest ktokolwiek, kto doświadcza nie-konceptualnego poznania pustki, a Budda też go oczywiście doświadcza. Następnie, konwencjonalna Sangha, czy też symboliczny Klejnot Sanghi, który nie jest tym, w czym w rzeczywistości przyjmujemy schronienie, to społeczność monastyczna. Jest ona nieco inaczej określona, ale w gruncie rzeczy chodzi o to samo.

W tradycji tantrycznej guru ucieleśnia Trzy Klejnoty

Aby zrozumieć na czym polega to, że w tybetańskiej tradycji tantrycznej guru ucieleśnia Trzy Klejnoty, możemy przyjrzeć się pierwszej tradycji Majtreji, a w szczególności rGyud bla-ma, „Niezrównane wieczne kontinuum”. Gampopa opisuje to ze szczegółami w „Ozdobie drogocennego wyzwolenia”, gdzie wskazuje, że nie ma różnicy pomiędzy ostatecznym a tymczasowym źródłem bezpiecznego kierunku.

Z punktu widzenia prawdziwych ścieżek i prawdziwych zatrzymań, zanim osiągnie się stan Buddy, gdzie zaczyna się je osiągać? Dopiero gdy staje się arją. Wyobraźcie sobie, że macie jeden z tych bardzo starych radioodbiorników, czy telewizorów, które miały mały kineskop gdzieś na panelu i chcecie przekształcić go w płytę główną komputera. W tym przykładzie mamy do czynienia z błędnym rozumieniem, tego co obrazują owe stare kineskopy. Trzeba je po prostu usunąć i zastąpić nowymi czipami; tak nowo powstałe telewizory staną się nie-konceptualnym rozpoznaniem pustki. Gdy usunie się stary kineskop, będzie to prawdziwym zatrzymaniem; jest on brakiem tego kineskopu, jest pustką. To właśnie jest prawdziwe zatrzymanie, Trzecia Szlachetna Prawda. Następnie wstawiamy nowy kineskop i to jest Czwarta Szlachetna Prawda. Nowy kineskop jest tym, co usuwa stary, co go zastępuje. Z jednej strony nowy kineskop jest właśnie tym co usuwa stary, jest więc jak ścieżka, której funkcją jest usunięcie starego kineskopu, drugiej zaś strony, jest także rezultatem, Czwartą Szlachetną Prawdą. Jest oboma ścieżką i rezultatem.

Zaczyna się to robić, gdy jest się arją. Dzieje się to, gdy pozbywa się niektórych kineskopów i zastępuje je nowymi. Mamy więc nieobecność kilku starych kineskopów i obecność kilku nowych; kilka Trzecich Szlachetnych Prawd i kilka Czwartych Szlachetnych Prawd. Oznacza to, że arjowie, którzy nie są Buddami są tylko tymczasowym źródłem bezpiecznego kierunku, nie mają pełnego kompletu Trzecich i Czwartych Szlachetnych Prawd. Tylko Buddzie całkowicie brakuje wszystkich starych kineskopów i posiada on wszystke nowe kineskopy. Dlatego jedynie Budda jest ostatecznym źródłem bezpiecznego kierunku, gdyż tylko Budda posiada pełen zestaw Trzecich i Czwartych Szlachetnych Prawd. Kiedy mówimy o Klejnocie Sanghi, musimy skupić się na ostatecznym Klejnocie Sanghi. Tylko Buddowie są ostatecznym Klejnotem Sanghi. Członkowie Arja Sanghi przed osiągnięciem stanu Buddy są tylko tymczasowym źródłem schronienia, mogą tylko pomóc nam do etapu, na którym sami się znajdują, lecz nie dalej.

Prowadzi to do postrzegania guru jako ucieleśnienia wszystkich Trzech Klejnotów, jako Buddy. W buddyzmie tybetańskim zawsze przyjmujemy schronienie w guru. Dlaczego w guru? Bowiem guru ucieleśnia wszystkie Trzy Klejnoty, wliczając w to Sanghę. A w jaki sposób również Sanghę? Budda, jako Arja Sangha, jest członkiem Sanghi. Z punktu widzenia Trzeciej i Czwartej Szlachetnej Prawdy w strumieniu umysłu Buddy, Budda jest wszystkim trzema, a więc wszystkie one ucieleśnione są w jednym. Dlatego właśnie mamy guru i schronienie w guru.

Co ciekawe w therawadzie nie mówi się o Czwartym Klejnocie, ani o przyjmowaniu schronienia w guru. Mówi się za to o przyjmowaniu schronienia w własnej karmie, gdyż nagromadzenie pozytywnej karmy zapewnia nam ochronę przed prawdziwymi cierpieniami i ich prawdziwymi przyczynami. Potwierdza to także, że przyjmowanie schronienia jest aktywnym procesem.

Źródła schronienia związane z przyczyną i rezultatem

Kolejny punkt wyróżniający therawadę wiąże się ze schronieniem czy też bezpiecznym kierunkiem z punktu widzenia jego źródeł związanych z przyczyną i rezultatem. Gdy przyjmujemy bezpieczny kierunek związany z przyczyną, przyjmujemy schronienie w Budzie, Dharmie i Sandze, jako w zewnętrznych istotach, ponieważ wskazują one kierunek, który działa jako przyczyna naszego osiągnięcia Trzech Klejnotów. Staniemy się Trzema Klejnotami. W jaki sposób stajemy się Trzema Klejnotami poprzez stanie się Buddą? Budda ucieleśnia Trzy Klejnoty. Jeśli chodzi o zewnętrznego Buddę, Dharmę i Sanghę, to przyjmujemy właśnie ową „przyczynę”. Nazywa się to „zwykłe przyjęcie bezpiecznego kierunku”. Szczególne przyjęcie bezpiecznego kierunku, jest “przyjęciem bezpiecznego kierunku związanego z przyczyną”. Odnosi się to do Trzech Klejnotów, które osiągniemy w przyszłości w oparciu o naszą naturę Buddy. Zapewnia to nam kierunek – przyszłe Trzy Klejnoty, którymi się staniemy są obiektem zapewniającym nam bezpieczny kierunek. Tak więc, gdy robimy na przykład pokłony, robimy je, by przyjąć schronienie, bezpieczny kierunek. Okazujemy w ten sposób szacunek nie tylko przyczynowym Trzem Klejnotom, tym zewnętrznym, ale także naszym własnym przyszłym osiągnięciom, naszemu własnemu staniu się Trzema Klejnotami [w przyszłości].

Możemy zastanowić się: „Co oznacza Arja Sangha, Klejnot Sanghi w kategoriach tego, co osiągniemy?” Może on oznaczać stan arji, który osiągniemy, a który jest tymczasowy, a może również odnosić się to do ostatecznego poziomu, stanu Buddy, który osiągniemy. Bodhiczitta, którą chcemy rozwinąć jest umysłem zmierzającym i koncentrującym się na naszym przyszłym oświeceniu. Nie jest to jakieś ogólne oświecenie, czy nawet oświecenie Buddy, lecz nasze własne oświecenie, które w przyszłości zaistnieje w naszym własnym mentalnym kontinuum. Nie wydarzyło się ono jeszcze, ale to ono jest właśnie ostatecznym źródłem bezpiecznego kierunku, który pragniemy osiągnąć. Wszystko to jest ze sobą powiązane.

Tłumacz: Jest oczywiste, że Budda ucieleśnia wszystkie Trzy Klejnoty, ale dlaczego guru?

Alex: Guru reprezentuje Buddę. Wiąże się to z tematem widzenia swego guru jako Buddy. Jest to bardzo rozległy temat, i by go omówić, potrzebowalibyśmy całego weekendu, więc nie będziemy o tym mówić. Zasadniczo, gdy widzi się guru jako Buddę, widzi się jego naturę Buddy w jej całkowicie urzeczywistnionym aspekcie. Podobnie, gdy przyjmiemy bezpieczny kierunek jak rezultat w sobie samych, kierujemy się ku naszemu własnemu przyszłemu osiągnięciu Trzech Klejnotów. Aby móc ujrzeć to w sobie samych, musimy móc ujrzeć to w guru. Widzenie tego w guru pomaga nam dostrzec to w sobie. Gdy widzimy to w sobie, nie oznacza, że dosłownie jesteśmy oświeceni. To samo odnosi się do widzenia guru jako Buddy. Nie oznacza to, że guru jest wszechwiedzący, i że, na przykład, zna numery telefonów wszystkich we wszechświecie, prawda? To wcale tego nie znaczy.

Jakie są różnice między Trzema Klejnotami?

Każdy z Trzech Klejnotów odnosi się do ostatecznego źródła schronienia, Trzeciej i Czwartej Szlachetnej Prawdy w strumieniu umysłu Buddy. Jaka jest więc różnica między tymi trzema?

Wcześniej omówiliśmy najgłębszy aspekt ostatecznego źródła czy też dawcy bezpiecznego kierunku, innymi słowy, najgłębszy aspekt Klejnotu Buddy, którym są istniejący już Buddowie, czy też Budda, którym my sami się staniemy. Potem omówiliśmy Buddę, Dharmę i Sanghę pod względem źródła bezpiecznego kierunku – wszystkie one odnoszą się do Trzeciej i Czwartej Szlachetnej Prawdy w kontinuum umysłu danej osoby. Jaka jest więc różnica między tymi trzema? Polega ona na tym, że na prawdziwe zatrzymania i prawdziwe urzeczywistnienia można spojrzeć z trzech różnych punktów widzenia.

Z punktu widzenia Klejnotu Buddy, są one źródłem inspiracji, co zwykle tłumaczy się jako „błogosławieństwo”. Otrzymujemy inspirację od prawdziwych zatrzymań i prawdziwych ścieżek. Klejnot Buddy inspiruje nas, by stać się takim jak on – czy to postrzegany jest jako zewnętrzny Budda, czy jako nasze własne przyszłe urzeczywistnienie.

Z punktu widzenia Dharmy, [Trzecia i Czwarta Szlachetna Prawda] są one źródłami rzeczywistych osiągnięć, zwanych w sanskrycie „siddhi”. Jeśli uda nam się osiągnąć te prawdziwe zatrzymania i prawdziwe ścieżki, wówczas to one są źródłem naszego osiągnięcia oświecenia.

Z punktu widzenia Sanghi, niosą one oświecający wpływ, nazywany czasami postępowaniem Buddy. Jeśli chodzi o zewnętrznych Buddów, prawdziwe zatrzymania i prawdziwe ścieżki w kontinuum umysłu pozwalają Buddzie wywierać oświecający wpływ na wszystkich. Gdy sami osiągniemy ów stan, prawdziwe zatrzymania i prawdziwe ścieżki w naszym własnym kontinuum umysłu staną się źródłem pozytywnego wpływu na innych.

Jak odnosimy się do tego w związku z Sanghą? Kiedy skupiamy się na Sandze, skupiamy się przede wszystkim na jej wpływie, na jej aktywności, na tym co robi. Myśląc o wspólnocie monastycznej w ośrodku Dharmy, warto rozważyć ten właśnie główny aspekt – jak ona funkcjonuje? Co robi? Jaki wpływ ma na nas? Jaki wpływ ma na innych? Są to najważniejsze zagadnienia, o których możemy się czegoś dowiedzieć z tego wykładu. Można by oczywiście powiedzieć na ten temat o wiele więcej z punktu widzenia tantry, ale nie mamy na to czasu.

Sangha w tradycji zen

Zanim przejdziemy do umówienia wspólnoty monastycznej w ośrodkach Dharmy, chciałbym byśmy przyjrzeli się co ma na ten temat do powiedzenia tradycja zen.

Dogen, założyciel japońskiej tradycji soto zen, pisał bardzo wyraźnie o Trzech Klejnotach. Według Dogena Klejnot Sanghi ma dwa poziomy. Jeden z nich nazywa on „Niebiańscy Buddowie” i donosi się do wielkich bodhisattwów takich jaki Mandziuśri, Awalokiteśwara, czy Kśitigarbha. W tradycji tybetańskiej, na drzewie schronienia przedstawionym na modłę tantryczną, również znajduje się Mandziuśri i wszyscy pozostali wielcy bodhisattwowie, otaczają oni centralną figurę Buddy reprezentując Sanghę. Tak też jest w tradycji zen.

Innym aspektem Klejnotu Sanghi są cztery poziomy arji. Tutaj odnosi się to do arjów-śrawaków, arjów-pratjekabuddhów, arjów-bodhisattwów, i arjów-Buddhów, co jest zgodne i spójne ze wszystkim, co omówiliśmy do tej pory.

Dogen mówi o trzech aspektach Trzech Klejnotów: „Trzy Klejnoty Jednego Ciała” „Przejawione Trzy Klejnoty” „Podtrzymywane Trzy Klejnoty”. „Trzy Klejnoty Jednego Ciała” są spokojem i harmonią wszystkich czynników oświecenia. Na bardziej abstrakcyjnym poziomie, mogą one być przepełnioną pokojem współzależnością, wzajemnym połączeniem i harmonią wszystkiego. Można dopatrzyć się tu koncepcji społeczności czy wspólnoty, w której wszystko funkcjonuje harmonijnie. Myślę, że jest ogromnie ważne, by w wspólnocie monastycznej, czy też ośrodkach Dharmy wszyscy funkcjonowali razem, wspólnie i harmonijnie, nie pomijając nikogo.

„Przejawiony Klejnot Sanghi” to nauki i praktyki, poprzez które osiąga się poziom arji. Jest to podobne do tego, co omawialiśmy wcześniej w odniesieniu do oświecającego wpływu, funkcji i aktywności Klejnotu Sanghi. Jaka jest główna funkcja Sanghi w ośrodku Dharmy? Jest nią możliwość wspólnego uczenia się, praktykowania i medytowania, by osiągnąć cel, jakim są prawdziwe zatrzymania i prawdziwe ścieżki.

„Podtrzymywany Klejnot Sanghi” odnosi się do tego jak Sangha trwa – jak podtrzymuje się i kontynuuje swe istnienie poprzez uwalnianie od cierpienia i bycie wolną od samsary. Cóż to oznacza? Co owa wspólnota w istocie robi? Wspólnie praktykujemy i medytujemy oczywiście po to, by osiągnąć poziom arji, wspomniane wcześniej Trzecią i Czwartą Prawdę. W jaki sposób utrzymujemy tę społeczność, by wiecznie trwała? Utrzymujemy ją pomagając nie tylko sobie samym, lecz także innym, niosąc uwolnienie od cierpienia i stając się wolnym od samsary, co oznacza robienie tego w nie samsaryczny sposób. Innymi słowy, nie pomagamy sobie samemu i innym, by zarobić pieniądze, czy stać się sławnym, czy też, by współzawodniczyć z innymi w ośrodkach Dharmy. Nie robimy tego z samsarycznych powodów. Robimy to wszystko z oświecającą i czystą motywacją, i jeśli ją mamy, ośrodek przetrwa. Jeśli natomiast pomaganie sobie i innym wypływa z samsarycznych motywacji, takich jak współzawodnictwo z innymi lub chęć stania się sławnym, coś takiego nie przetrwa. Inni ludzie nas zniszczą, lub będą próbować zniszczyć. Są to naprawdę ważne rzeczy, gdyż większość ośrodków Dharmy napotyka problemy finansowe, a prowadzący je ludzie zawsze martwią się o płacenie rachunków, czy o przyciągnięcie większej liczby uczniów i tak robi się z tego biznes. Wówczas, zaczyna się oczywiście współzawodnictwo z innymi biznesami. Coś takiego będzie zawsze przynosić jeszcze więcej kłopotów i zmartwień. Odciąga to naszą uwagę od rzeczywistej praktyki Dharmy, od studiowania, praktykowania i medytowania, czyli tego, co jest główną funkcją Sanghi. Prawdą jest, że jeśli chce się utrzymać ośrodek, trzeba rzecz jasna myśleć także o czynnikach ekonomicznych. Lecz to co jest najważniejsze, to by nie tylko razem medytować, studiować i praktykować, lecz by także z czystą niesamsaryczną motywacją starać się pomagać innym. Uczymy innym, by im pomóc, nie po to, by przyciągnąć dużą publiczność i zarobić pieniądze.

Prezentacja, z jaką spotykamy się w zen soto w niezwykle istotny sposób odnosi się do tego jak należy prowadzić ośrodek Dharmy – tak by wszyscy razem współpracowali i dziali wspólnie w harmonijny sposób. Czyniąc tak, posuwamy się w kierunku celu, jakim jest osiągnięcie Klejnotu Sanghi, stanie się arjami. Choć naszym wzorem jest wspólnota monastyczna, nie oznacza to, że musimy wszyscy stać się mnichami i mniszkami, a raczej, że powinniśmy brać za przykład ideał wspólnoty monastycznej, takim jak widział go Buddha. Rzecz jasna, wiele wspólnot monastycznych może mieć całkiem samsaryczną orientację, lecz nie bierzmy z nich przykładu. Przyjmujemy bardziej czysty wzór do naśladowania, bardziej czysty ideał, gdyż naszym ostatecznym źródłem schronienia są Buddowie. Ktoś, kto nie osiągnął jeszcze stanu Buddy ma w dalszym ciągu pewne ograniczenia – zanim osiągnie się stan arhata, ma się samsaryczne wady. Należy mieć na uwadze fakt, że są oni jedynie tymczasowym źródłem bezpiecznego kierunku i to Buddę obieramy jak ostateczne źródło kierunku. Jest to bardzo istotne, gdyż widząc słabości i błędy w osobach należących do wspólnoty monastycznej bardzo łatwo jest ulec zniechęceniu, a błędy takie zdarzają się nawet u wysoce urzeczywistnionych istot. Jeśli ktoś taki nie jest Buddą, nie jest ostatecznym źródłem kierunku, ostatecznym źródłem schronienia. Ktoś taki jest wciąż ograniczony, czegóż można więc oczekiwać?

Nie przyjmujcie wszystkiego, co omawialiśmy wcześniej jak traktuje się naukowe informacje czy suche fakty. Ważne jest i o to tu na prawdę chodzi, by zastosować w praktyce to, czego się tu dowiadujemy, by pomogło to na żyć w zgodzie z Dharmą. To jest w tym naprawdę istotne.

Czy są jakieś pytanie na temat tego, co omówiliśmy do tej pory?

Uczestnik: Co może wskazywać, że ośrodek Dharmy funkcjonuje w samsaryczny spsosób?

Alex: Na to, iż padło się ofiarą takiego błędnego podejścia może wskazywać to, że podstawową działalnością takiego ośrodka, czyli to na czym się głównie skupia, jest zdobywanie funduszy i prowadzenie kampanii w celu przyciągnięcia większej liczby uczniów. Także, na przykład, gdy kupi się coś dużego, wydawanie wszystkich pieniędzy i poświęcanie całego czasu na utrzymywanie takiego miejsca, podczas na praktykę, medytację i wspólne studiowanie pozostaje niewiele zostaje, albo nie ma go na to w ogóle. Jest to skupianie się głównie na samsarycznych sprawach. Myślę, że powstaje wtedy pewne niebezpieczeństwo. Widziałem to w ośrodkach Dharmy, jakie odwiedzałem na całym świecie. Jedyne czym zajmują się członkowie to budowanie i praca. Pracują w sklepiku, w restauracji, budują i remontują ośrodek. Traci się wówczas skupienie na Dharmie; pozostaje ono jedynie w teorii: „Och tak, robimy to dla pożytku wszystkich odczuwających istot”. Mówię tu o tym na co położony jest główny nacisk; rzecz jasna, potrzebni są ochotnicy, by zrobić to czy tamto, trzeba też jakoś płacić czynsz i rachunki, ale nie należy tracić z oczu tego, co powinno być najważniejsze. Główną funkcją i celem ośrodka Dharmy jest wspólna praktyka i studiowanie, by przynieść pożytek innym. Gdy nowy ośrodek Dharmy czy nowy wielki posąg stają się ważniejsze od tego, by zebrać się razem na praktykę, wpadamy w kłopoty. Oczywiście, jeśli potrzebne jest większe miejsce, jest całkowicie naturalne i konieczne, by zebrać na nie pieniądze, czy pracować przy jego remoncie itd., ale nie należy tracić z oczu tego co najważniejsze. Jest wiele przykładów ośrodków Dharmy, które straciły z oczu główny cel i sens swego istnienia. Wówczas ludzie nie współdziałają ze sobą harmonijnie, a ośrodek taki, zamiast być źródłem spokoju i radości staje się źródłem niepokojów, napięć i konfliktów. Oznacza to, że zgubiło się drogę.

Uczestnik: Jeśli ośrodek Dharmy nie jest źródłem spokoju, lecz źródłem dysharmonii – nie jest źródłem harmonii, a ludzie gromadzą się w tam bardziej w celach towarzyskich niż dla Dharmy, a prowadzący nie tylko to akceptują, ale nawet inspirują, czy jest z tym coś nie tak, czy może to być uzasadnione w pewnych sytuacjach?

Myślę, że ważne jest dla dobrego funkcjonowania grupy, by ludzie mogli dzielić się ze sobą różnymi rzeczami i od czasu do czasu spędzić ze sobą na luzie trochę czasu. Na przykład, pikniki, wspólne posiłki itp. mogą pomóc stworzyć poczucie wspólnoty w takiej społeczności. Jednakże należy zawsze zadawać sobie pytanie co jest naszym celem i na czym się głównie skupiamy? Czy zasadniczo skupiamy się na takich właśnie działaniach, czy też na wspólnym studiowaniu, praktyce, medytowaniu i pomaganiu innym? Myślę, że wspólne towarzyskie spędzanie czasu może być pożyteczne, dopóty nie staje się naszym głównym celem. Czy jest to klub spotkań towarzyskich czy miejsce do praktyki, studiowania i medytacji? Myślę, że to duży błąd, gdy w ośrodkach Dharmy panuje śmiertelna powaga i nikt ze sobą nie rozmawia, ludzie przychodzą tam tylko po to, by usiąść w medytacji wpatrując się w ścianę, a potem wychodzą się w nie zamieniając ze sobą ani słowa. Coś takiego też nie jest ideałem.

Uczestnik: A jeśli jest to jedyne miejsce jakie ktoś zna? Co należy zrobić jeśli ktoś od dłuższego czasu chodzi do takiego właśnie miejsca i nie zna się żadnych innych i nikt mu w ogóle nawet nie powie, że są jakieś inne miejsca?

Alex: Poszukaj w internecie. To jest aktywny proces, nie siedź z założonymi rękami, czekając aż coś samo do ciebie przyjdzie.

Uczestnik: Czasami grupy takie są bardzo zamknięte i nie można nawet poczytać ich stron internetowych.

A: Poszukaj gdzie indziej. Poszukaj czegoś innego. Jeśli tam gdzie jesteś, nic się uda znaleźć, a jest to dla ciebie bardzo ważne, pojedź dokądś. Narzekanie nie zda się tu na wiele. Jeśli jest to dla ciebie w życiu naprawdę ważne, a to co znajduje się niedaleko nie odpowiada ci, możesz samemu stworzyć coś, co będzie ci odpowiadało, albo udać się w inne miejsce, gdzie jest coś lepszego. Jeśli jest to tylko twoje hobby, to oczywiście co innego.

Sangha mnichów i mniszek

Po tym gdy Budda udzielił swych pierwszych nauk, jego uczniami stała się pewna grupa żyjących w celibacie mnichów, która zaczęła za nim podążać wszędzie tam, gdzie nauczał. Na samym początku, w tych bardzo szczególnych okolicznościach, stali się oni automatycznie mnichami i uczniami Buddy. Mniej więc w dwadzieścia lat po osiągnięciu oświecenia, Budda wprowadził po raz pierwszy odosobnienie w porze deszczowej. Był to początek zakładania klasztorów. Przedtem mnisi po prostu wędrowali. Niedługo przed swym odejściem, Budda wprowadził tradycję wyświęcania mniszek. Z czasem rozwinęły się różne przykazania mnisie. Nie wyglądało to tak, że Budda usiadł sobie i powiedział: „Takie oto będą teraz zasady”. W miarę jak wspólnota nabierała coraz więcej doświadczenia, pojawiały się różne problemy, na przykład w trakcie żebrania o jedzenie itd. Budda mówił wówczas: „O, potrzebne jest [nowe] ślubowanie, by nie było tego rodzaju problemów”. W ten sposób określał różne reguły dyscypliny, by wszystko we wspólnocie funkcjonowało w harmonii. Tak właśnie powstawały owe reguły. Budda mówił, że podtrzymanie istnienia Sanghi mnichów i mniszek jest kluczowe dla przetrwania nauk. Jest to bardzo ważne! Sam Budda powiedział, że istnienie tradycji monastycznej jest czymś fundamentalnym. Mnisi i mniszki poświęcają się w pełni podtrzymywaniu kompletnych nauk Buddy.

Nauki Buddy zawierają się w trzech koszach, znanych jako „Tripitaka”. Kosz Pierwszy, Sutry, zawiera nauki o tym jak rozwijać różne rodzaje koncentracji, w tym zaawansowane rodzaje koncentracji. Jest to tak zwany „trening wyższych koncentracji” Drugi kosz, Abhidharma czy też „tematy wiedzy” zawiera nauki dotyczące treningu wyższej mądrości rozróżniającej świadomości. Jako ludziom świeckim może nam się udać utrzymać te dwa kosze, ale nie trzeci, Winaję, czyli „Reguły klasztornej dyscypliny”. Oprócz dwóch pierwszych koszy, mnisi i mniszki utrzymują także i te reguły. I choć jako ludzie świeccy, nie utrzymujemy tych wszystkich reguł dyscypliny, możemy przyczynić się do ich utrzymania poprze wspieranie mnichów i mniszki.

Dlaczego ludzie zostają mnichami i mniszkami? Nie jest to li tylko chęć utrzymania wszystkich nauk Buddy, co oczywiście jest bardzo dobre. Głównym powodem podjęcia decyzji o wyświęceniu jest [pragnienie] rozwoju etycznej dyscypliny, samodyscypliny. Aby móc rozwijać dyscyplinę, potrzebne są nam śluby i wsparcie wspólnoty. Rozwinięcie takiej dyscypliny samemu może być bardzo trudne, szczególnie jeśli mamy rodzinę, pracę itd. Dlatego właśnie ludzie się wyświęcają, by rozwijać dyscyplinę etyczną opierając się na ślubach przy wsparciu ze strony społeczności świeckiej. Etyczna dyscyplina staje się podstawą do rozwinięcia wyższej koncentracji i wyższej mądrości. Ponadto przyjęcie ślubów celibatu oraz porzucenie i wyrzeczenie się zwykłego życia pomaga nam rozwinąć całkowite wyrzeczenie.

Wyrzekając się zwykłego świeckiego życia, wyrzekamy się posiadania rodziny i innych samsarycznych rzeczy tego świata. Jest to pierwszy krok ku rozwinięciu całkowitego wyrzeczenia się samsary, by osiągnąć wyzwolenie. Wyrzekamy się swego wyglądu – włosów i tego jak się ubieramy, zawsze będziemy tak samo ubrani i zawsze będziemy mieć ogoloną głowę. Wyrzekamy się także prób przyciągnięcia partnera itd. Stanowi to dobrą podstawę do rozwinięcia całkowitego wyrzeczenia niezbędnego do osiągnięcia wyzwolenia.

Nie mówię, że posiadanie rodziny i pracy są złe, są neutralne, ani dobre, ani złe. Chodzi o to, że wiążą się one z tendencją do tworzenia sytuacji, w której mamy więcej zmartwień, więcej pragnień i więcej złości. Tego właśnie się wyrzekamy. Stanie się mnichem czy mniszką jest rzeczywiście krokiem w kierunku całkowitego skupienia się na studiowaniu, medytacji i praktyce, aby osiągnąć wyzwolenie i oświecenie. Mimo, iż moglibyśmy to także zrobić jako nie mająca rodziny osoba świecka, byłoby nam dość trudno się utrzymać. Nawet jeśli nie mielibyśmy rodziny, być może musielibyśmy nadal pracować, co zabierałoby nam czas potrzebny na studiowanie i praktykę. Natomiast wstępując do klasztoru, otrzymujemy wsparcie społeczności świeckiej.

Jednym z głównych obowiązków społeczności świeckich buddystów jest wspieranie i żywienie społeczności klasztornej. Wspólnota klasztorna jest godna szacunku i wsparcia. Nie są to leniwi ludzie, którzy chcą po prostu jeść za darmo i nic nie robić. W jednej z pierwszych sutr mahajany, Wimalakirti Nirdeśa Sutra, jest dyskusja na temat świeckich bodhisattwów i czy jest możliwe, by być bodhisattwą i osiągnąć oświecenie jako osoba świecka. Wimalakirti był bodhisattwą i świeckim człowiekiem, gospodarzem. W pokaźnej części tej sutry naśmiewa się z klasztornych arhatów. Myślę, że sutra ta wskazuje na problemy, jakie mogą się pojawić, gdy osoba wyświęcona staje się zanadto arogancka i zbyt oddalona od pomagania ludziom.

Życie klasztorne przedstawiane jest zawsze jako ideał. Na początku XIV wieku, tajski król o imieniu Luthai wstąpił na trzy miesiące do klasztoru, po czym powrócił do świeckiego życia. W ten sposób zrodziła się tajska tradycja, że mężczyźni mają możliwość stania się na krótki czas mnichami, nie wyświęcając się na całe życie, jak miało to miejsce wcześniej. W XIX wieku również i Birmańczycy przyjęli ten zwyczaj. W tych krajach, wszyscy mężczyźni (podobnie jak w Tybecie, tradycja mniszek została w nich przerwana) mogą już jako nastolatkowie wyświęcić się na pewien okres, zazwyczaj jest to około trzech miesięcy. Gdy się nad tym zastanowić, coś takiego wydaje się to znacznie fajniejszą alternatywą, niż konieczność odbywania służby wojskowej. Tradycja ta pomogła również scalić wsie i społeczności, bowiem każda matka karmiła mnichów wiedząc, iż i jej synowie staną się kiedyś mnichami. Umocniło to zwyczaj, że cała wieś żywi i opiekuje się wspólnotą monastyczną. Wszyscy mężczyźni zdobywają doświadczenie klasztornego życia, więc stają się dobrze nastawieni i życzliwi, rozumiejąc, że nie jest to coś zupełnie im obcego. Oczywiście, wielu pozostaje mnichami na całe życie, a nie tylko przez trzy miesiące.

W tajlandzkich i birmańskich wioskach, mnisi prowadzili także szkoły dla miejscowych dzieci. Tak było w dawnych czasach; nie wiem jak wygląda to obecnie, gdy są już państwowe szkoły, ale tradycyjnie tak to właśnie wyglądało. Mnisi nie tylko medytowali i studiowali, lecz angażowali się także w służbę społeczeństwu. Z pewnością nie wszyscy – zależało to od tego, co chcieli robić. Również w chińskich wspólnotach klasztornych, mnisi i mniszki angażują się w różnego rodzaju działalność dla społeczeństwa. Na przykład, obecnie w Tajlandii, to właśnie klasztory i mnisi najbardziej angażują się w pomoc ludziom umierającym na AIDS, którymi nikt inny nie chce się zająć. AIDS jest w Tajlandii ogromnym problemem. Tybetańczycy trochę zaniedbali aspekt działalności dla społeczeństwa. Przyznaje to nawet Jego Świątobliwość Dalajlama, uważając jednocześnie, że sytuację tę trzeba skorygować. Myślę, że jeśli chodzi o sam Tybet, w dużej mierze można to wyjaśnić sytuacją geograficzną. Klasztory były bardzo często usytuowane w odległych, odosobnionych miejscach, więc nie można było tak po prostu zostawić swojego klasztoru i zejść sobie do miasta czy do wsi, by chodząc z mnisią miską żebrać pożywienia. Dlatego ludzie świeccy przychodzili do klasztorów i dawali ofiary. Myślę, że to właśnie tłumaczy ten większy dystans.

Myślę, że bardzo ważne jest, by była taka możliwość, będąca alternatywą dla konieczności odbycia służby wojskowej czy wykonywania zwykłych prac społecznych. Dopóty istnieją możliwości, by ludzie mogli stawać się mnichami lub mniszkami, poświęcać całe swoje życie praktyce Dharmy, pomagać innym, jeśli tego pragną, przy wsparciu szeroko pojętej społeczności buddyjskiej, nauki przetrwają. Tak powiedział Budda. Oczywiście opiera się to o dyscyplinę etyczną, praktykę i medytację w grupie, nie tylko o pracę na rzecz społeczeństwa, chodzenie na przyjęcia i korzystanie z rządowych funduszy. Jest zatem bardzo ważne, byśmy tutaj na Zachodzie starali się wspierać mnichów i mniszki. W rzeczywistości, aby być mnichem lub mniszką potrzebny jest klasztor, co nieodłącznie wiąże się życiem we wspólnocie. Nigdy nie chodziło o to, ludzie się wyświęcali, a potem mieszkali sami, za dnia nosili świeckie ubrania i chodzili do pracy. Nie jest do ideał mnicha lub mniszki. Niestety, wiele osób na Zachodzie musiało tak żyć, lecz powinniśmy zrozumieć, że jest to dla nich trudne, a nie krytykować ich z powodu braku odpowiednich okoliczności do bycia mnichem lub mniszką we właściwy sposób. Jest wiele osób świeckich i wiele ośrodków Dharmy, które z wyższością patrzą na mnichów i mniszki, traktując ich niemal jak służbę od której oczekuje się prowadzenia ośrodków Dharmy, robienia herbaty i innych tego rodzaju rzeczy. W rzeczywistości jest zupełnie odwrotnie. To właśnie świeccy ludzie powinni robić takie rzeczy, a nie mnisi i mniszki.

Aby mnisi i mniszki, byli przedmiotem szacunku, muszą utrzymywać swe śluby, być mnichami lub mniszkami w odpowiedni sposób. Teksty mówią, że nawet skrawek materiału z szaty mnicha lub mniszki jest godzien szacunku. Oznacza to, że nawet jeśli nie żyją oni w zgodzie ze swymi ślubami, dalej okazuje się szacunek ich szatom. Okazuje się szacunek temu, że wyświęcając się podejmują próbę pracy nad sobą. Można też napotkać mnichów i mniszki, którzy nie starają się nad sobą pracować. Na przykład, niektórych z nich oddano do klasztoru jako dzieci, ponieważ ich rodzice nie mogli ich wyżywić. Nawet wówczas, musimy jasno odróżnić instytucję klasztoru jako takiego, co reprezentują szaty, od samej osoby. Myślę, że dla nas, jako buddystów jest to bardzo ważne, by dobrze przemyśleć nasz osobisty stosunek do mnichów i mniszek oraz naszą postawę wobec nich i całej instytucji zakonnej. Czy może uważamy to wszystko za tak błahe i nieistotne, że właściwie nigdy nawet o tym nie myślimy? Czy też jest to coś, co jest co jest naprawdę godnym szacunku przedmiotem? Nawet jeśli nie są oni rzeczywistym Klejnotem Sanghi, reprezentują i ucieleśniają dla nas ten Klejnot. Reprezentują oni kierowanie się ku stanowi arji, w kierunku prawdziwych zatrzymań i prawdziwych ścieżek, które są rzeczywistym Klejnotem Sanghi.

Uczestnik: Są różne organizacje wspierające mnichów, które działają w różnych miejscach na świecie i robią różne rzeczy.

Alex: jest wiele programów, które wspierają klasztory, pomagając Tybetańczykom w Indiach i Nepalu, lecz na Zachodzie tych wspomagających ludzi nie jest zbyt wiele. Jest to problem. Ludzie wydają się mieć znacznie więcej sympatii i zrozumienia dla rodzimych mnichów i mniszek, niż dla tych z Zachodu. A w rzeczywistości, właśnie ci na Zachodnie najbardziej potrzebują pomocy. Jednakże wiąże się to z całą wielka dyskusją o tym, jak powinno się prowadzić klasztor na Zachodzie.

Uczestnik: W obecnej chwili, jako ludzie świeccy prowadzący zwykłe samsaryczne życie, skupiamy się głównie na tworzeniu lepszych ośrodków Dharmy. Co możemy zrobić, by pomóc mnichom i mniszkom?

Alex: A jaki jest tradycyjny sposób pomagania? Tradycyjnym sposobem pomagania jest dawanie pożywienia i miejsca do zamieszkania, tak by nie musieli zarabiać pieniędzy na jedzenie i płacenie czynszu. Można im na przykład pomóc organizując ubezpieczenie zdrowotne. Na przykład, ośrodek Dharmy może z całą pewnością zorganizować grupowe ubezpieczenie zdrowotne dla mnichów i mniszek. Coś takiego na pewno byłoby bardzo pomocne.

Sangha na Zachodzie

Na Zachodzie, słowa „Sangha” używa się jako odpowiednika określającego członków kościoła, „zgromadzenia”, jak nazywa się to po angielskim [także po polsku; przyp. tł.]. Jak już wspomniałem, w żadnej mierze nie jest to tradycyjny sposób użycia tego słowa, choć na Zachodzie stało się to już swoistą konwencją, na którą jesteśmy skazani. Musimy jednak mieć absolutną jasność do czego to słowo się odnosi, a do czego nie dotyczy. [Tak używane] nie dotyczy Klejnotu Sanghi.

Jedną z rzeczy, o jakich omówienie mnie poproszono to czy reguły dyscypliny klasztornej, ślubowania mnisie, mogą w jakiś sposób stanowić wskazówki dla ośrodków Dharmy, by lepiej wspólnie funkcjonować. Jak ukazuje omówione wcześniej stanowisko zen dotyczące Sanghi, dla członków Sanghi ważne jest:

  • wspólnie pracować i działać w harmonii;
  • by wspólne studiowanie, praktykowanie i medytowanie były głównymi aktywnościami;
  • wspierać się wzajemnie w tych aktywnościach;
  • działać i pracować dla pożytku innych
  • robić to wszystko, będąc tak dalece jak to możliwe, wolnym od samsarycznej motywacji.

W ten sposób, możemy wywierać na siebie nawzajem oświecający wpływ, a także mieć pozytywny wpływ na otaczające nas społeczeństwo. Ważne jest, by skupić się na pozytywnym, konstruktywnym celu – takie jest właśnie znacznie tybetańskiego słowa na Sanghę – a celem tym jest wyzwolenie i oświecenie.

Przyjrzyjmy się teraz niektórym wskazówkom jakie można znaleźć w ślubowaniach mnisich, ślubowaniach bodhisattwy, i ślubowaniach tantrycznych, które mogą być pomocne w tym kontekście.

Wskazówki dotyczące Sanghi

Wskazówki płynące z mnisich ślubów

Jeden z punktów w mnisich ślubach to, by nie okłamywać się wzajemnie, szczególnie co do naszej duchowej praktyki i osiągnięć. Mamy ze sobą do czynienia w związku z Dharmą, z praktyką , i musimy być co do tego bardzo szczery, nie udawać że mamy jakieś wielkie osiągnięcia, albo udawać, że robimy jakieś intensywne czy zaawansowane praktyki, gdy ich w istocie nie robimy. Nie należy udawać, że jest się wielkim joginem, gdy tak nie jest. Również nie powinno się ukrywać swoich wad i słabości. Gdy jesteśmy w ośrodku Dharmy, możemy udawać, że jesteśmy bardzo zdyscyplinowani i etyczni, ale jak znajdziemy się na zewnątrz upijamy się, bierzemy narkotyki, a potem to ukrywamy i udajemy, że tak nie jest. Bądźmy uczciwi wobec siebie nawzajem; nie okłamujmy się. Bądźmy szczerzy i prawdomówni, szczególnie w odniesieniu do praktyki, ponieważ coś, czym naprawdę możemy podzielić się z innymi to nasze własne doświadczenie – to czego się uczymy się i rzeczy, które robiliśmy. Niektórzy ludzie uważają, że mówienie o swoich doświadczeniach medytacyjnych jest czymś niezręcznym, ale sądzę, że ważne jest, by dzielić się doświadczeniem, próbując zastosować Dharmę w życiu codziennym. Jeśli jesteśmy bardzo leniwi i nie zrobiliśmy nic, nie kłammy na ten temat.

To przywodzi na myśl szeroki temat, którego omawianie z przyjaciółmi w Dharmie może być bardzo pomocne. Temat ten to dotyczy tego co robić, gdy nie chce się nam praktykować i jak można sobie z tym poradzić, wszyscy, bowiem miewamy takie okresy.

Kolejnym punktem jest to, by nie zwracać się do siebie obelżywie, obrzucać się wyzwiskami, czy też krzyczeć na siebie, lecz zwracać się do siebie z uprzejmością. Być grzecznym i uprzejmym nie oznacza, że trzeba zachowywać się oficjalnie, chodzi o po prostu o to, by być ogólnie rzecz biorąc uprzejmym.

Uczestnik: A co z ludźmi, którzy nie wiedzą jak należy uprzejmie zwracać się do innych?

Alex: Nie mam tu na myśli oficjalnych zwrotów czy wyszukanych form używania języka. Mam na myśli czyjeś maniery, sposób zachowania i cała atmosferę z tym związaną. Nie należy mówić takich rzeczy jak: „Hej, ty zabierz to tam” lecz raczej starać się używać słów takich jak „proszę”, „dziękuję”. „Czy mógłbyś proszę być trochę ciszej” brzmi znacznie lepiej niż „Zamknij się!” Jesteśmy w miejscu, w którym staramy się rozwijać szacunek do siebie nawzajem, jest więc również ważne by go sobie nawzajem okazywać, a nie zwracać się do siebie szorstkimi i obraźliwymi słowami.

Następna sprawa to, by się nawzajem nie oczerniać. Nie mówić fałszywych rzeczy o sobie nawzajem, wymyślając jakieś historie i przeróżne dziwne rzeczy. W nie pomoże nam to zupełnie w niczym.

Nie obrzucajcie się nawzajem fałszywymi oskarżeniami. „Nie przyszedłeś, bo jesteś leniem”. Tak naprawdę nie wiemy przecież dlaczego danej osoby nie było, by przy czymś pomóc, albo dlaczego nie przyszła na spotkanie, może źle się czuła. Dajmy jej szanse. Obdarzmy ją zaufaniem, nie zakładajmy z góry, że to jej wina.

Nie bij, ani nie podnoś ręki na innego członka ośrodka. Prawdopodobnie nie dzieje się to zbyt często, ale coś takiego znajdujemy w mnisich ślubach. Właśnie mi się przypomniało – wśród mnisich ślubów, jest taki ślub, żeby się wzajemnie nie łaskotać, ale pominąłem je w tym wykładzie. Nie jest to dobre jak łaskocze się kogoś, kto siedzi w medytacji. Nie powinno także się chlapać wodą.

Wszystkie tę śluby dotyczą zarówno mnichów jak i mniszek. Studiowanie mnisich ślubów jest naprawdę bardzo ciekawe.

Następny ślub, to by nigdy celowo nie wzbudzać w innym członku niepokoju i niepotrzebnie go nie martwić. Czy przychodzi wam do głowy jakiś przykład?

Tłumacz: Na przykład, ktoś źle położy tekst Dharmy, a my powiemy: „Uważaj, bo pójdziesz do piekła”.

Alex: Dokładnie tak. Właśnie coś takiego. Albo jeszcze coś innego, na przykład, gdy powiemy: „Och, nie idziesz na to odosobnienie, to bardzo niedobrze” wywołując w kimś poczucie winy. „Nie byłeś na zajęciach w poniedziałek! Co z ciebie za mnich?” Powinniśmy starać się nie wywoływać w nikim celowo niepokoju i zmartwień.

Dalej, jeśli wyrazisz już zgodę na podjęcie przez wspólnotę jakiegoś przedsięwzięcia będącego w zgodzie z Dharmą, nie obracaj się później przeciw czemuś takiemu, z dezaprobatą krytykując i ganiąc to co zostało zrobione. Na przykład, wspólnota w ośrodku Dharmy zbiorowo podejmuje decyzję, by poszukać nowego ośrodka, albo zaprosić jakiegoś nauczyciela, albo zdobyć nowy posąg dla ośrodka, a ty się na to zgodzisz. Nie mów później: „Och, to był błąd”. Nie gań, ani nie krytykuj już tego. Stanowi to część życia w harmonii. Instytucje klasztorne podejmują działania w oparciu o konsens, na który ludzie wspólnie wyrażają zgodę. Jest to dość demokratyczny rodzaj instytucji. Tak więc, gdy wyrazisz już na coś zgodę, postępuj później zgodnie z tym co ma być zrobione i na co się zgodziłeś. Nie powinno się później powodować problemów i zamieszania. Gdy jako ośrodek Dharmy zgodzimy się na coś, jasne jest, że sprawy nie będą się raczej układać dokładnie tak, jak zaplanowali to sobie ludzie jako grupa. A już z pewnością nie będzie to przebiegać tak, jak my sami wyobrażaliśmy to sobie w naszych umysłach. Jeśli jednak zgodzisz się już na pewną określoną linie działania, politykę, czy na jakiś określony projekt, oznacza to, że rzeczywiście angażujesz się w takie działanie. Nie powinieneś powodować problemów. Lecz jak przestrzegają zarówno Śantidewa jak Atiśa, zanim podejmiesz się jakiegoś projektu, bardzo dobrze się najpierw zastanów, czy będziesz rzeczywiście w stanie doprowadzić go do końca.

Następne: załóżmy, że ktoś został powołany przez grupę, by zrobić coś dla ośrodka i osoba ta robi to prawidłowo, zgodnie z Dharmą. Nie należy jej dyskredytować, jeśli okaże się, że robi to w inny sposób, niż zrobilibyśmy to my. Być możesz nie powiesz takiej osobie [wprost]: „robisz to strasznie, do niczego się nie nadajesz”, ale za to na nią nakrzyczysz, bo twoim własnym zdaniem należałoby robić to nieco inaczej. Jest rzeczą oczywista, że każdy człowiek inaczej robi różne rzeczy. Tego typu problemy wydarzają się w ośrodkach Dharmy nieustannie. Do zrobienia czegoś wybiera się jedną osobę, na którą wszyscy się zgadzają, a potem, choć robi to właściwie, wszyscy się jej czepiają i mają pretensję. Oczywiście, jeśli osoba taka nie robi tego właściwie, trzeba ją poprawić. Ale nawet korygując kogoś, dając mu rady, na przykład, gdy ktoś taki jest nieco zagubiony w tym co ma robić, należy starać się być uprzejmym i jak już wcześniej mówiliśmy, nie należy zwracać się do niej w szorstki i obraźliwy sposób: „Jesteś głupi, niekompetentny i do niczego się nie nadajesz!”

Dalej, gdy trzeba podjąć jakąś decyzję, wspólnota monastyczna zbiera się, by razem zdecydować co zrobić. Podobnie, członkowie ośrodka Dharmy powinni spotykać się od czasu do czasu, by podejmować decyzje, ustalać pewne zasady, czy omawiać sprawy dotyczące ośrodka. Nie powinno się opuszczać takiego spotkania, zanim dana decyzja nie zostanie podjęta, albo bez poinformowania innych, zanim wyjdziemy, jaki jest nasz głos w tej sprawie. Jest to jeden z mnisich ślubów i jest on ważny, gdy zbieramy się, by coś zdecydować, należy więc oddać swój głos. Nawet jeśli musisz wyjść wcześniej, należy przedstawić swoją opinię.

Rodzi to dość ciekawy problem – ile chcemy mieć demokracji w ośrodkach Dharmy? Czy powinien istnieć jakiś rodzaj rady dyrektorów i jak powinni oni działać? Czy mają być członkami ośrodka Dharmy, czy mogą przychodzić tylko od czasu do czasu? W klasztorze są członkowie i osoby, które są po prostu gośćmi. Podobnie, ośrodek Dharmy musi mieć rzeczywiście zaangażowanych członków społeczności, ale zawsze znajdą się także ludzie, którzy będą po prostu wpadać tylko czasami. Myślę, że to ważne, by w ośrodku Dharmy mieć faktycznych członków. Jak jednak zdefiniować członka? Czy poprzez to, że ktoś taki płaci pieniądze, czy na jakichś innych zasadach? O czymś takim decydować powinna społeczność. Oczywiście, muszą też być ludzie, którzy faktycznie są administratorami, tak jak w klasztorze.

Jeśli chodzi o samą fizyczną pracę w klasztorze, jak na przykład w klasztorze Ganden, z którym jestem najbardziej obeznany, mnisi zmieniają się po kolei w wykonywaniu różnych prac, takich jak sprzątanie świątyni, dbanie o ołtarze itp., które mogą być pracą na pełen etat. Tak więc każdy robi coś takiego powiedzmy przez okres jednego miesiąca. W tym czasie osoba taka może nie być w stanie skupić się na swoich studiach itd., ponieważ jest zajęta sprzątaniem, ale wszyscy po kolei zmieniają się wykonując te funkcje, więc nie jest to tak, że ktoś jest niewolnikiem na stałe. Tym sposobem każdy ma tyle samo czasu na naukę i praktykę i wszyscy dzielą się fizyczną pracą, jaka jest do zrobienia.

Będąc członkami ośrodka, ważne jest, by starać się podążać za przykładem, jaki daje klasztor, gdzie to członkowie decydują, jakie mają być zasady i co chcą zrobić. Na przykład, w niektórych ośrodkach, jakie znam, zdarza się, że tak zwany zarząd podejmuje decyzje o zorganizowaniu intensywnego programu nauki tego czy tamtego ważnego tekstu, podczas gdy faktyczni członkowie nie są tym wcale zainteresowani, a członkowie zarządu nie pojawiają się nawet na zajęciach, więc nie widzą czego ludzie naprawdę chcą. Organizują coś takiego i nikt nie przychodzi, albo przychodzą tylko jedna lub dwie osoby. Więc jeśli masz zamiar podjąć decyzję, jakie działania powinien podjąć ośrodek Dharmy, ważne jest, by członkowie uczestniczyli w podejmowaniu takiej decyzji, gdyż inaczej ludzie nie będą przychodzić. Co chcecie robić? Czy chcecie robić pudże, czy chcecie studiować, czy może chcecie praktykować cichą medytację? Co konkretnie chcecie robić? Tak więc, decyzję podejmują i głosują rzeczywiści członkowie. Oczywiście, uzyskanie pełnej jednomyślności, konsensu, na który absolutnie wszyscy się zgadzają, będzie zawsze bardzo trudne, lecz gdy decyzja zostanie już raz podjęta, należy postępować zgodnie z tym co postanowione. I jak już mówiliśmy wcześniej, nie należy narzekać i robić problemów. Jeśli coś ci się nie podoba, po prostu nie przychodź. Jednak jeśli masz zamiar przyjść, a ludzie zgodzili się na program, który chcą mieć, rób to razem z nim i nie oddzielaj się.

Pamiętajcie, jak już mówiliśmy wcześniej, jedną z cech Sanghi w tradycji Zen jest to, że wszyscy współdziałają razem w harmonijny sposób. Więc nie róbcie z tego jakiejś dyktatury. Gdy jakiś ośrodek jest na przykład częścią większej organizacji w wielu ośrodkach często pojawiają się różnego rodzaju problemy. Widziałem to na całym świecie. W takim imperium ośrodków jest centralny zarząd, który chce dyktować wszystkim pewną politykę, a w jednym konkretnym miejscu, albo w jakimś innym miejscu należącym do tej organizacji, ludzie nie są zainteresowani tego typu programem. Więc się odłączają się i powstaje wiele problemów, padają wzajemne oskarżenia: „Ukradliście mój ośrodek Dharmy” i różne tego rodzaju pretensje. Jest to bardzo smutne. Uważam, że nawet w takich dużych organizacjach, poszczególne ośrodki powinny mieć znaczną autonomię. Na przykład, jeśli chodzi o klasztory tybetańskie, nie należy sądzić, że każdy klasztor danej tradycji przypomina kserograficzną kopię wszystkich pozostałych. Tak nie jest. Poszczególne klasztory skupiają się na różnych rzeczach. Jeden może zajmować się głównie studiowaniem, podczas gdy inny przede wszystkim rytuałami. Jest to dozwolone w obrębie parasola większej tradycji, takich jak kagju, śakja, ningma czy gelug. Należą one do tej jednej linii i podążają za tymi samymi nauczycielami danej linii, więc w tym sensie trzymają się razem, ale wewnątrz dopuszcza się różnorodność, tak jak czynił to Budda.

Budda nauczał rózmaitych ludzi na wiele różnych sposobów. Smutne jest, gdy ośrodek Dharmy prowadzony jest przez zarząd, który ma niewielki kontakt z jego codzienną działalnością i ze zwykłymi członkami. Myślę, że ów klasztorny model z bardziej demokratycznym podejściem jest czymś bardzo ważnym. Niezależnie od tego, czy model taki jest czymś, co współczesne klasztory faktycznie przestrzegają, pierwotnie było tak pewnością. Wielcy lamowie, którzy są duchowymi przywódcami ośrodków i organizacji Dharmy, mogą oczywiście dawać różne zalecenia i przedstawiać sugestie, starsi uczniowie mogą również przedstawiać sugestie, ale jest bardzo ważne, by traktować je rzeczywiście jak sugestie i zalecenia, a nie jak rozkazy wydawane przez generała w wojsku. Można je omówić i wspólnie podjąć decyzję: „Czy jest naprawdę to, co chcemy robić?” Jeśli nie jest to coś, co ludzie naprawdę chcą robić, można udać się do nauczyciela lub starszych członków i bardzo grzecznie powiedzieć: „Ludzie naprawdę nie są do tego zbyt entuzjastycznie nastawieni. Czy mógłbyś wyjaśnić trochę jaśniej, dlaczego uważasz, że powinniśmy to robić, dlaczego będzie to dla nas dobre?” Jeśli naprawdę nie da się czegoś zrobić, można po prostu powiedzieć: „Bardzo nam przykro, ale nie możemy tego zrobić”. Na przykład: „Nie mamy wystarczająco dużo pieniędzy, by wybudować nowy ośrodek”. „Nie mamy wystarczająco dużego wsparcia finansowego”. Bądźcie z nauczycielem szczery. Jednak, gdy już raz podejmiemy decyzję, że jako wspólnota mamy zamiar coś zrobić, zróbmy to, nie powodując problemów. I jak już wspominałem, gdy obarczamy kogoś odpowiedzialnością za robienie czegoś, starajmy się mu pomagać, nie krytykujmy go, nie miejmy do niego pretensji i nie męczmy go dlatego, że nie robi czegoś dokładnie tak jak my byśmy to sobie wyobrażali, dokładnie tak, jak byśmy tego chcieli.

Kolejnym punktem jest to – i jest bardzo ważne w społecznościach zakonnych – by członkowie w swoim zachowaniu przestrzegali nauk, zwłaszcza wskazówek dotyczących dyscypliny etycznej. Jest obowiązkiem grupy, by powiedzieć komuś, kto nie ich nie przestrzega, że powinien to robić. Nie chodzi o to, by kogoś takiego strofować, lecz rzecz jasna, by mu pomóc; nie chodzi w tym też o to, by ktoś poczuł się źle czy winny z tego powodu. Jednym z dodatkowych ślubów bodhisattwy, jest by nie robić nic, co mogłoby spowodować, że ludzie będą źle myśleli o Dharmie. Jesteśmy buddystami, członkami ośrodka buddyjskiego, ważne jest więc, by poszczególni członkowie poprzez swoje nieodpowiednie zachowanie, działając w niewłaściwy w sposób, nie przysparzali ośrodkowi, ani buddyzmowi złego imienia. Więc gdy ktoś robi coś takiego, jest naszą odpowiedzialnością, by zwrócić mu uwagę, by się powstrzymał. Czy przychodzi wam do głowy jakiś o przykład?

Tłumacz: Na przykład niektórzy mężczyźni zwracając się do kobiet, nadają temu co mówią seksualny podtekst i kiedy znajdą się w ośrodku Dharmy zwracają się do kobiet w grubiański, niewłaściwy sposób. Słyszałem coś już coś takiego w ośrodku. Jeśli taka osoba powoduje, że jakaś kobieta czuje się niezręcznie, ośrodek powinien go skorygować, pomóc mu przezwyciężyć takie zachowanie. Inaczej kobieta taka nie przyjdzie już nigdy więcej do ośrodka Dharmy.

Alex: Właśnie tak. To jest bardzo dobry przykład. Coś takiego rozsiewa złą sławę danego ośrodka Dharmy. Jeśli kobiety czują się napastowane przez mężczyzn, którzy próbują z nimi flirtować, uwieść je, czy cokolwiek takiego, ośrodek przysparza sobie złą reputację i ludzie nie będą do niego przychodzić. Tak więc, jeśli ktoś tak się zachowuje, należy zwrócić mu uwagę.

Innym przykładem może być przychodzenie do ośrodka pijanym powodując zamieszanie w samym ośrodku, albo nawet na zewnątrz. Gdy ludzie dowiadują się, że jakiś członek ośrodka upija się i wdaje w bijatyki, ucierpi na tym reputacja ośrodka i buddyzmu. Gdy ludzie działają w taki sposób, jest odpowiedzialnością grupy, by postarać się im pomóc się poprawić, zwracając im uwagę i wskazując na ich wybryki. Tak więc jeśli ktoś tak się zachowuję i zapyta się go o jego niestosowne, zachowanie, o jego negatywne i złe działanie, powinien on być uczciwy, nie powinien milczeć, ani nie udzielać wymijających odpowiedzi. Innymi słowy, jeśli ktoś zwróci nam uwagę z powodu naszego nieodpowiedniego zachowania, powinniśmy się do niego przyznać.

Coś co wiele razy widziałem w ośrodkach Dharmy, zwłaszcza gdy nauczyciel jest mnichem, a nawet jeśli nie jest mnichem, to że latem uczennice przychodzą w bardzo krótkich sukienkach, siadają w pierwszym rzędzie naprzeciwko nauczyciela w taki sposób, że widzi co mają pod sukienką. Byłem kiedyś tłumaczem pewnego wyświęconego Rinpocze, gdy coś takiego miało miejsce. To jest okropne. Trzeba wówczas zwrócić takiej osobie uwagę, by się poprawiła. Można powiedzieć: „Gdy przychodzi się na nauki, trzeba ubrać się trochę bardziej odpowiednio, by okazać szacunek”. Ale czasami ktoś taki może się obruszyć: „O cóż ci chodzi, mogę się ubierać jak mi się podoba!”

Uczestnik: Ogólnie rozumiem o co w tym chodzi, ale być może nie dostatecznie jasno. Na przykład w niektórych chrześcijańskich kościołach, kobiety muszą mieć specjalne nakrycie głowy lub mieć na sobie specjalne ubranie. Z drugiej zaś strony, wydaje się, że są oni bardzo konserwatywni w swojej wierze, więc o co tak naprawdę chodzi w takim zachowaniu?

Alex: W zachowaniu tym chodzi o to, by okazać szacunek dla ślubów celibatu, jeśli mówimy o mnichu. Dałem tu dość ekstremalny przykład, kobiety, która miała na sobie króciutką mini spódniczkę, pod którą wszystko było widać. Nie miała nawet na sobie bielizny. Nie pokazuje się siebie w ten sposób wysokiemu mnichowi Rinpocze, ani w ogóle żadnemu mnichowi, nikomu w ogóle. Jest to po prostu niegrzeczne. W saunie, jak najbardziej, ale nie w ośrodku Dharmy podczas nauk. Nie oznacza to, że trzeba przyjść całkowicie pozakrywanym i pozasłanianym, mówimy tu o tym, by nie przesadzać, nie wpadać w skrajności.

Uczestnik: Są mnisi, którzy łamali śluby celibatu przez takie kobiety, jest to taka pokusa, a mnich, który tak naprawdę nie jest się w stanie kontrolować, łamie śluby …. widziałem kiedyś jak mnich uległ i był z kobietą, a potem wini się go za to, choć być może nie miał z tym nic do czynienia, a tylko uległ wpływowi kobiety. To może być bardzo trudne.

Alex: Chodzi w tym po prostu o okazywanie szacunku. Są przeróżne reguły dotyczące nie uczenia kogoś kto ma na sobie kapelusz, buty – chodzi właśnie o tego typu rzeczy.

Uczestnik: Są też przypadki, gdy kobieta przychodzi, a nawet puka do drzwi mnicha, wchodzi do jego pokoju, i tak dalej. Być może myślę staromodnie, ale takie zachowanie powinno zostać skorygowane, bo nie jest to dobre.

Alex: Właśnie o tym mówimy, że jeśli ktoś robi coś takiego, to odpowiedzialnością społeczności jest, by go skorygować. Jeśli ktoś zwróci nam uwagę, nie róbmy uników, lecz przyjmijmy ją.

Uczestnik: Również kobieta może zakochać się w mnichu! Moja przyjaciółka zakochała się w mnichu i to tak bardzo, że miała załamanie nerwowe i wylądowała na oddziale psychiatrycznym, bo nie wiedziała jak go uwieść, jak się do niego dobrać. Tak było.

Następna kwestia z tego wynikająca, to że nawet jeśli zajdzie konieczność, by z powodu naszego niestosownego zachowania wyrzucić nas z ośrodka Dharmy, nie powinniśmy krytykować, ani źle mówić o takim ośrodku. Wyobraźmy sobie, że ktoś przychodzi do ośrodka Dharmy kompletnie pijany, siada sobie podczas udzielania nauk, po czym zaczyna robić głośne uwagi i zachowuje się jak pijany. Może być wówczas konieczne wyprosić taką osobę. Nawet jeśli to my sami jesteśmy taką osobą i zostaliśmy poproszeni o opuszczenie ośrodka, bo wszystkim przeszkadzamy, przysparzając ośrodkowi złą reputację. Więc nawet jeśli to my sami zostaliśmy poproszeni o wyjście z ośrodka, co jest rzeczą właściwą, nie powinniśmy później krytykować ośrodka i mówić o nim złych rzeczy. Być może jesteśmy jego stałym członkiem i może tak się po prostu złożyło, że z jakiegoś powodu przyszliśmy wówczas pijani i poproszą nas o wyjście. Nie krytykuje się ośrodka za zrobienie czegoś takiego. Poproszenie nas o wyjście było właściwe. Być może będąc pijanym tego nie rozumieliśmy, lecz później powinniśmy to zrozumieć. Zdarza się, że ludzie przychodzą na nauki pijani. Nie jest to miłe dla nauczyciela, a z pewnością nie dla obecnych ludzi, gdy ktoś podpity siedzi sobie z tyłu i wygłasza różne obrzydliwe komentarze. Jest to przykre dla wszystkich. Raz jeszcze, z punktu widzenia mnisich ślubów, to co jest ważne, to nacisk na dyscyplinę etyczną. Nie chcemy robić czegokolwiek, co może naruszyć dyscyplinę grupy, lub naszą własną dyscyplinę.

Uczestnik: Jak, my ludzie świeccy, powinniśmy zachowywać się wobec mnichów i mniszek?

Alex: Okazywać im szacunek. Pomagać im. Jeśli potrzebują pomocy czy wsparcia, pomóc im i wesprzeć ich. Jak już mówiłem, nie patrzcie na nich jak na swoją służbę, okazujcie im szacunek. W pewnym sensie, to my powinniśmy im usługiwać.

Uczestnik: Więc nie powinniśmy nawet dotykać ich rąk, gdy się witamy, gdy mówimy „cześć”?

Alex: Jeśli chodzi o takie sprawy, ilość fizycznego kontaktu zależy naprawdę od danej osoby. Oczywiście, mnisi i mniszki nie powinni wchodzić w jakkolwiek kontakt fizyczny z kimkolwiek przeciwnej płci. Niektórzy ludzi przestrzegają tego bardzo surowo, a ponadto nie wchodzą także w jakichkolwiek intymne relacje z osobami tej samej płci. Oczywiście wielu mnichów i mniszek jest dla siebie bardzo serdecznych i pełnych ciepła, wśród Azjatów jest to najzupełniej normalne. Tak więc, gdy my, ludzie Zachodu, wchodzimy w jakąś relację z mnichem lub mniszką, zależeć ona będzie od tej osoby. Z pewnością nie ma nic złego w podawaniu rąk. Sądzę jednak, że jest niestosowne, by kobieta obejmowała i całowała mnicha na powitanie czy na pożegnanie. To samo tyczy się mężczyzn: niestosowne jest obejmować i całować mniszkę, by się przywitać czy pożegnać.

Uczestnik: Pochodzę z Ameryki Południowej, tam wszyscy się obejmują i kiedyś, gdy zobaczyłam tego mnicha, Lamę Kunga'ę, byłam tak szczęśliwa, że go wyściskałam i poczuł się bardzo niezręcznie. Nie miałam zamiaru zrobić nic niestosownego.

Alex: To było niestosowne.

Uczestnik: Nie wiedziałam jak zachowywać się naturalnie. Teraz już wiem!

Alex: Dobrze jest zrobić pokłon. Robiąc pokłon, wyrażasz w ten sposób swoje emocje. Ale jak już mówiłem zależy to od danej osoby. Niektórzy nauczyciele, tacy jak Lama Jesze, byli bardzo przyjaźni pełni ciepła. Ale są inni nauczyciele, którzy nigdy nikogo nie dotykają, i nikt ich nie dotyka, absolutne zero fizycznego kontaktu. Zależy to od osobowości. Jeśli chodzi o mojego własnego nauczyciela, Serkonga Rinpocze, to nikt go nie dotykał. Jedyna okazja, gdy go dotykałem, to gdy pomogałem mu wstawać, poza tym nigdy. Był on jednym z nauczycieli Dalajlamy, jednym z najbardziej szanowanych mnichów. Nikt go nie obejmował.

Uczestnik: Widziałam ludzi, którzy przy Lamie Zopa'ie Rinpocze zakrywali nawet usta swoim ubraniem. Czy też powinniśmy tak robić?

Alex: Gdy usługuje się wysokiemu rinpocze, na przykład, gdy ktoś podaje herbatę bądź jedzenie Jego Świątobliwości, zakrywa sobie szatą usta, by nie zanieczyścić herbaty. Czasami ludzie zakrywają sobie też nos, albo zawiązują sobie khatak naokoło ust jak maskę z gazy. Tak z pewnością się nie robi. Nie wówczas gdy się z nimi rozmawia, lecz tylko gdy dotyka się ich jedzenia bądź picia. Chodzi o to, by nie kichnąć czy kaszlnąć do takiego jedzenia. To samo tyczy się kucharzy Jego Świątobliwości. Pewnego razu jeden z moich przyjaciół mnichów, gotował dla Jego Świątobliwości, gdy ten odwiedził jego klasztor. Jako kucharz, podczas przyrządzania jedzenia, cały czas nosi się na twarzy khatag, by uniknąć zanieczyszczenia jedzenia. Coś takiego robi się dla Jego Świątobliwości Dalajlamy, w wypadku większości ludzi nie robi się czegoś takiego. Chcemy naprawdę okazać szacunek, lecz sądzę, że większość młodych lamów odwiedzających nasze ośrodki czułaby się raczej zażenowani, gdyby jakiś człowiek Zachodu tak ich traktował. Jednak z pewnością, gdyby jego świątobliwość Karmapa kiedyś przyjechał na Zachód, a ktoś z was przygotowywałby jego jedzenie czy herbatę, albo mu je podawał, byłoby z pewnością stosowne zakryć usta. Mógłby on wówczas powiedzieć, „to nie jest konieczne” i wówczas można już tego nie robić, ale z pewnością należałoby najpierw wyjść z takim gestem.

Wskazówki pochodzące z ślubów Bodhisattwy

Myślę, że kilka ze ślubów bodhisattwy może być również istotnych dla postępowania w obrębie ośrodka Dharmy. Co nam sugerują śluby Bodhisattwy?

Pierwsze z nich to przyjmowanie przeprosin i nie utrzymywanie urazy. Jeśli członek ośrodka zachował się nieodpowiednio, a następnie przeprosił, przyjmijcie jego przeprosiny i przebaczcie mu.

Następną rzeczą jest nie branie ofiar złożonych Trzem Klejnotom. Jest oczywistością, że nie chowa się sobie do kieszeni pieniędzy złożonych do skrzyneczki na pieniądze jako darowizna. Jeśli pieniądze zostały przekazane na publikację książek Dharmy, bądź na zakup posągów, czy cokolwiek innego, należy użyć je na ten cel.

Kolejna, moim zdaniem bardzo istotna rzecz, to by nie być skąpym w dzieleniu się naukami i rzeczami materialnymi. Jeśli ktoś chce pożyczyć czy skorzystać z naszych notatek Dharmy, czyli naszych przedmiotów rytualnych, czy czegokolwiek innego, ważne jest, by podzielić się kimś takim, a nie trzymać je tylko dla siebie. Jako wspólnota, staramy się pomagać sobie nawzajem podążając w kierunku wyzwolenia i oświecenia, więc dzielimy się wszystkim co mamy i co może być pomocne komukolwiek ze wspólnoty. W obecnych czasach nie ma z tym wielkiego problemu, ponieważ możemy zrobić kserokopie, korzystać z internetu itd., więc jest to łatwiejsze, niż gdyby trzeba było dać komuś naszą jedyną kopię. Lecz nawet gdyby tak było, jest lepiej się dzielić.

Kolejnym punktem jest pomaganie sobie nawzajem, gdy jest się w potrzebie. Ślubowania odnoszą się do ośmiu rodzajów osób potrzebujących pomocy.

Pierwsi to potrzebujący pomocy w podjęciu decyzji dotyczącej czegoś pozytywnego, na przykład, na spotkaniu. Jeśli w ośrodku Dharmy odbywa się spotkanie mające na celu podjęcie decyzji czy kierunku działania, jaki ma przyjąć ośrodek, trzeba wziąć udział w takim spotkaniu. Narusza się to ślubowanie, jeśli nie pójdzie się pomóc innym, bo jest się rozgniewanym, leniwym, lub z obojętności czy złośliwości. „Nie lubię cię, więc tam nie pójdę”. Jeśli nie pójdziesz na takie zebranie, bo masz w tym czasie inne spotkanie, jesteś zajęty lub chory, to co innego. Ale nie pójść, bo nie ma się na to ochoty, albo dlatego, że nas to nie obchodzi, jest niewłaściwe. Trzeba pójść i wziąć udział.

Następna kategoria to potrzebujący pomocy w podróży. Starsi ludzie, którzy mają trudności z przyjazdem do ośrodka mogą potrzebować podwiezienia. Jeśli masz samochód, przywieź ich do ośrodka, a potem zawieź z powrotem do domu. Pomóż im wejść po schodach i tak dalej.

Kolejna kategoria to potrzebujący pomocy w nauce języka obcego, który znamy. Powiedzmy, że jacyś ludzie przyjeżdżający do naszego ośrodka nie znają niemieckiego, albo słabo mówią po niemiecku. Możesz im pomóc tłumacząc dla nich. Czasami są w ośrodku ludzie, którzy przyszli posłuchać wykładu, ale nie do końca rozumieją o co chodzi, bo mają problem z językiem. Można im wówczas wyjaśnić co było powiedziane.

Następna kategoria to potrzebujący pomocy w wykonaniu jakiegoś zadania, które nie ma wad etycznych. Nie pomagamy ludziom, którzy chodzą na polowania lub łowić ryby, lecz gdy ktoś sprząta w ośrodku Dharmy, pomóż mu. Jest to rzecz neutralna.

Dalsza kategoria to potrzebujący pomocy w pilnowaniu domu, świątyni lub swego mienia, lub pilnują czy doglądają ośrodka. Jeśli należymy do ośrodka Dharmy, jest naszą wspólną odpowiedzialnością opiekowanie się nim, a nie pozostawianie tego jakiemuś służącemu. W Ameryce Południowej, często zdarza się, że jakiś bogaty człowiek przekazuje miejsce na ośrodek Dharmy. Może być to część jego własnego domu lub innego należącego do niego budynku. Ludzie wówczas uważają, że takie miejsce jest ośrodkiem Dharmy tej osoby i nikt nie pomaga w dbaniu oń, ponieważ ludzie uważają takie miejsce za osobisty majątek darczyńcy. Ludzie tak naprawdę nie czują się wówczas członkami takiego ośrodka Dharmy. Gdy jednak, wszyscy pracują wspólnie, dbając o ośrodek, pomaga to stworzyć poczucie wspólnoty. Jest to o wiele zdrowsze.

Następna kategoria to ludzie, potrzebujący pomocy, by przerwać bójkę czy kłótnie. Jeśli w ośrodku Dharmy ma miejsce jakiś spór lub różnica zdań, możemy pomóc w rozwiązaniu go. Zdarza się to czasami między różnymi grupami w obrębie ośrodka lub pomiędzy poszczególnymi osobami.

Kolejna kategoria to pomaganie sobie nawzajem w świętowaniu szczególnych okazji, jak na przykład pudże w szczególne dni. Sądzę, iż jest najzupełniej właściwe, gdy w ośrodkach Dharmy świętujemy pewne szczególne okazje, takie jak Dzień Oświecenia Buddy – tak robi się to w każdej religii. Więc gdy świętuje się coś, gdy odbywa się jakiś rytuał, bądź pudża itd., ważne jest, by brać w nich udział, a tylko [myśleć sobie]: „Właściwie, to jestem tutaj tylko, by medytować, nie chcę przychodzić na te inne rzeczy”. Ważne jest, by brać udział w tego typu uroczystościach, jako wspólnota. Są takie ośrodki Dharmy, w których pudże i rytuały są częścią cotygodniowego harmonogramu. Nie jest konieczne, by absolutnie wszyscy brali w nich udział, ale myślę, że miło jest w specjalne dni Dharmy zorganizować coś fajnego dla całej społeczności. Wówczas ludzie mogą wspólnie świętować, nie tylko odprawiając sam rytuał, ale razem coś zjeść. Jest taki obyczaj, że gdy robi się tsog, je się wszystkie ofiary i dzieli się nim na koniec, takie wspólne jedzenie jest czymś w rodzaju świętowania.

Myślę, że jest bardzo ważne, by w takich wydarzeniach mogły także uczestniczyć rodziny, zwłaszcza dzieci. Jest to dość zabawna sprawa. Jeśli spojrzeć na ludzi, którzy przychodzą do ośrodków Dharmy, większość z nich to single, większość z nich nie ma dzieci. Prawie tak, jakby stanowili oni wspólnotę zakonną, nieprawdaż? Bardzo to ciekawe. W istocie, bardzo nieliczni mają rodziny, sądzę, że nie jest to zbyt zdrowe. Zwłaszcza, gdy ośrodki Dharmy, te w których się mieszka itd, mają wiele uprzedzeń wobec dzieci. „Nie chcemy tutaj dzieci, bo robią hałas. Zakłócają naszą medytację”. To jest niezdrowa postawa. Odpycha i odtrąca to wielu ludzi. Niektóre ośrodki Dharmy mają zajęcia dla dzieci i jest to wspaniałe. Dzieci uwielbiają pomagać w trakcie pudż, mogą roznosić tsog pomagać przy miseczkami z wodą, czy w czymś podobnym. Jeśli są dostatecznie duże, mogą uczestniczyć. Dzięki temu to, co robimy w ośrodku Dharmy nie będzie oddalać nas od naszej rodziny; możemy organizować różne uroczystości i akcję w których mogą oni brać udział.

Jeśli dobrze się temu przyjrzeć, jest to dość ciekawe. Buddyzm jest także religią. Wielu ludzi, którzy przychodzi do ośrodków Dharmy trochę nieswojo się z tym czuje. Jednak, jeśli spojrzymy na buddyzm jak na religię, staje się on czymś, co musi zająć się całą rodziną. Myślę, więc, że trzeba o tym pomyśleć. Czy nasz ośrodek Dharmy jako centrum naszego życia religijnego może także objąć nasze rodziny? Jeśli tak, to w jaki sposób? Niekoniecznie nawracając ich na buddyzm.

Jeśli popatrzymy na to w długofalowej perspektywie, są buddyjskie pary, które mogą chcieć wziąć ślub, mieć dzieci i chcą wychowywać je jako buddystów, po czym się zestarzeją. To też powinno dać nam do myślenia – jak zapewnić opiekę starszym buddystom, jak najlepiej zająć się dziećmi i jak, jako ośrodek, o nich dbać?

Ostatnia kategoria to osoby potrzebujące pomocy w pracy charytatywnej. Jeśli ośrodek Dharmy ma jakiś program charytatywny, jak pomoc więźniom, pomoc w szpitalach i tak dalej, bardzo dobrze jest, by każdy kto może, choć w niewielkim stopniu uczestniczył w takich działaniach. Nie trzeba robić wszystkiego, ale róbcie cokolwiek.

Kolejnym punktem w ślubach bodhisattwy jest dbanie o tych, którzy są chorzy lub starzy. Jeśli ktoś, kto regularnie przychodzi do ośrodka, przestanie przychodzić, zwłaszcza gdy jest to ktoś, kto mieszka sam, trzeba do niego zadzwonić i dowiedzieć się, czy nie jest chory i czy nie potrzebuje pomocy. Jeśli jest chory, pomagajcie w opiece nad nim. W naszych nowoczesnych społeczeństwach wielu ludzi mieszka samotnie i nie ma nikogo, do kogo mogliby zwrócić się o pomoc, gdy jej potrzebują w chorobie, szczególnie gdy są już starzy. Myślę, że ważną funkcją ośrodka Dharmy jest by być ludźmi, na których inni mogą polegać, co do których ma się poczucie: „Zawsze mogę liczyć na pomoc moich przyjaciół Dharmy”. Jest to czymś wspaniałym, móc opiekować się są sobą nawzajem, nie tylko wtedy, gdy jest się starym. Również i młodzi ludzie mogą potrzebować pomocy, gdy zachorują. Jeśli nie masz kogoś, na kim możesz polegać, kto może przyjść i ci pomóc, mogą zrobić to ludzie z ośrodka Dharmy. Jako członkowie ośrodka Dharmy jesteśmy odpowiedzialni, by mieć oko na innych ludzi w ośrodku, gdyż niektórzy ludzie mogą czasami być zbyt nieśmiali, by zwrócić się do innych o pomoc.

Ostatni ślub bodhisattwy, który wydaje się mieć tu zastosowanie to łagodzenie psychicznego cierpienia innych. Jeśli ktoś przeżył śmierć bliskiej osoby, albo jest bardzo przygnębiony, spróbujcie go pocieszyć, postarajcie się mu pomóc. Na przykład, jeśli ktoś ma depresję i jest z tego powodu w szpitalu – a dzieje się to z wieloma ludźmi – spróbujcie go odwiedzić, starajcie się mu pomóc.

Wskazówki pochodzące ze ślubów tantrycznych

Z punktu widzenia ślubów tantrycznych, najważniejszym wydaje się to, by nie gniewać się na siebie nawzajem. Rzecz jasna, jest coś bardzo trudnego i powinniśmy naprawdę starać się o tym pamiętać, tak by działać i pracować w harmonii. Są między nami różnice, rozwiązujmy je, nie wpadajmy jednak w gniew.

Jak stworzyć wspólnotę Dharmy

Prosiliście o sugestie jak najlepiej stworzyć bliską sobie grupę ludzi, w której ludzie będą czuli się częścią wspólnoty.

Na przykład, w trakcie nauk i spotkań można siadać w kręgu, jeśli pomieszczenie jest wystarczająco duże, coś takiego może pomóc. Oczywiście, jeśli pomieszczenie jest przepełnione, nie da się tego zrobić, ale siedząc w kręgu ludzie mogą siebie naprawdę zobaczyć, zamiast wpatrywać się w plecy osoby siedzącej przed nimi i widzieć tylko tych przed sobą. Jeśli siedzimy z przodu, nie widzimy nikogo za sobą. Jest to bardzo mała fizyczna zmiana, lecz widzenie siebie nawzajem pomaga czuć się częścią grupy.

Coś, co próbuję robić w moim treningu wrażliwości, gdy medytujemy nad tematami takimi jak miłość i współczucie, to by nie tylko siedzieć sobie i wizualizować wszystkie czujące istoty, lecz także, gdy wspólnie siedzi się w kręgu, praktykować to w stosunku do siebie nawzajem. Popatrz na ludzi: „Obyście byli szczęśliwi, obyście byli wolni od cierpienia, obyście byli wolni”. To są prawdziwi ludzie, a my odnosimy te życzenia do siebie nawzajem. Uważam, że jest to bardzo pomocne w medytacji. Gdy myślimy o cierpieniu, myślimy o tym, że każda osoba w grupie cierpi z powodu chorób, starości i śmierci, a więc dostrzegamy cierpienie u konkretnych i rzeczywistych ludzi. Sprawia to, iż staje się ono bardziej realne. Pomaga to nie tylko w naszym własnym rozwoju, ale również pomaga nam rozwijać empatię i współczucie dla siebie. Wzmacnia to także poczucie grupy.

Uważam też, że warto odbywać regularne sesje dyskusyjne, podczas których można omawiać własne doświadczenia w naszych staraniach stosowania nauk Dharmy w praktyce, w naszym codziennym życiu, podczas ostatniego tygodnia, dwóch tygodni bądź miesięcy, w zależności od tego jak często spotyka się taka grupa. „Próbuję praktykować nauki o cierpliwości u siebie w pracy, ale było to bardzo trudne w tej czy innej sytuacji, w biurze itd.” Można coś takiego omówić, można dawać sobie wzajemnie rady i dzielić się doświadczeniami. „Próbujemy tego lub tamtego”. Pomaga to pogłębić naszą wiedzę na temat Dharmy, a także wzmacnia poczucie wspólnoty w grupie, która dąży do celu: wyzwolenia i oświecenia. Tutaj musimy pamiętać o jednym z mnisich ślubów, by być uczciwym. Nie bądź pretensjonalny: „Och, ja nigdy nie wpadam gniew!” Trzeba mówić z serca, z własnego doświadczenia. Może to być naprawdę bardzo pomocne i inspirujące. W ten sposób wspieramy się wzajemnie jako grupa, jest to wysiłek grupowy.

Wszyscy staramy się robić postępy. Niektórzy z nas są nowi, inni bardziej doświadczeni. Podobnie jak w rodzinie, są młodzi ludzie i ludzie starsi i wszyscy mogą pomagać sobie nawzajem. Bycie młodszym czy starszym w tym kontekście nie musi zależeć od faktycznego fizycznego wieku, chodzi tu raczej o doświadczenie. Powtarzając to raz jeszcze, wszystkie te śluby łączą się i wskazują w tym samym kierunku – robimy to w taki sposób, by nikt w grupie nie poczuł się winny czy głupi.

Ostatnia sprawa. Myślę, że ważne jest, by czasami odprężyć się wspólnie jako grupa. Od czasu do czasu bardzo fajnie jest urządzić piknik albo wspólny obiad, czy coś podobnego, na który każdy coś ugotuje, lecz nie jako główna działalność grupy. Niektóre ośrodki, tutaj w Berlinie, robią takie rzeczy. Na przykład, na Sylwestra organizują wspólne jedzenie i każdy coś przynosi. Wielu ludzi nie ma ochoty iść do klubu czy na jakąś hałaśliwa imprezę, ale nie chce też siedzieć samemu w domu. Przy takich okazjach bardzo miło jest się spotkać w ośrodku Dharmy. Przyjął się taki obyczaj, że ludzie przynoszą zrobione przez siebie jedzenie, odprawiają pudże, po czym spędzają trochę czasu w swoim towarzystwie. Myślę, że bardzo dobrze jest od czasu do czasu zorganizować coś takiego w ciągu roku. Czasami trzeba się koniecznie spotkać, by się wspólnie pośmiać, a nie tylko [rozmawiać o] poważnych sprawach.

Uczestnik: A co z urodzinami członków?

Alex: Urodziny członków to być może już trochę za wiele. Wiem, że tu w Niemczech jest zwyczaj świętowania urodzin osób dorosłych znacznie huczniej, niż widziałem to w jakimkolwiek innym kraju. Tam, skąd pochodzę, w Stanach Zjednoczonych, doroczne przyjęcia urodzinowe urządza się tylko dla dzieci. Największym zagrożeniem jest to, że można zapomnieć o czyichś urodzinach, a potem ktoś powie: „Och, oni obchodzą urodziny wszystkich, ale nie moje”. A jeśli w ośrodku jest wielu ludzi, czyjeś urodziny mogą wypadać co tydzień, a to już za wiele. Myślę więc, że zwyczaj panujący w Tybecie jest znacznie lepszy. W Tybecie ludzie nie obchodzą indywidualnych urodzin. Każdy ma urodziny tego samego dnia – w Nowy Rok, wówczas każdy staję się o rok starszy i na tym koniec. Można więc arbitralnie wyznaczyć jeden dzień jako urodziny dla wszystkich.

Uczestnik: Po czym można się zorientować, że ktoś ma problemy psychiczne, by móc zainterweniować, zanim ktoś taki zniszczy ośrodek lub grupę. Jak można stwierdzić, czy dana osoba ma problemy ze zdrowiem psychicznym, lub że może ona sprawiać kłopoty? Skąd można wiedzieć, że ktoś taki może być psychicznie niestabilny?

Alex: Naprawdę nie sądzę, by ocena tego czy ktoś jest chory psychicznie czy nie była zadaniem ludzi z ośrodka Dharmy. Należy to do profesjonalisty. To, co istotne w ośrodku, to czy czyjeś zachowanie przeszkadza grupie. Powinniśmy jednak być trochę tolerancyjni. Na przykład, w trakcie tybetańskich nauk są czasami obecne dzieci, które płaczą czy coś podobnego i każdy to rozumie. Ludzie nie mają z tym wielkiego problemu. Jeśli dzieci są naprawdę niegrzeczne, można je po prostu zabrać, ale ogólnie rzecz biorąc ludzie są trochę bardziej na luzie.

Inny przykład: niektórzy ludzie czasem zaczynają drżeć w trakcie medytacji. Możemy wrócić tu do ślubu, by nie powodować w innych niepokoju i zmartwień. Więc jeśli ktoś mówi: „Czasami tak się ze mną dzieje. Wiąże się to z moim systemem nerwowym, ale nie ma się czym martwić, więc nie martw się, nie denerwuj się, wszystko jest w porządku ”. Ktoś taki nie będzie się wówczas martwić, a i my będziemy o niego spokojni. Jeśli taka osoba drży w taki sposób, trzeba być wobec niej tolerancyjnym. Właśnie o to mi chodzi. Trzeba być tolerancyjnym, jeśli ludzie nie zaczynają się o kogoś martwić, nie będzie to takie irytujące.

To są właśnie podstawowe kwestie, jakie znajdują się w ślubach, i które, jak sądzę, mogą być pomocne w funkcjonowaniu grupy czy ośrodka Dharmy. Choć użycie słowa „sangha” w odniesieniu do ludzi z ośrodka Dharmy nie jest szczególnie ortodoksyjne, niemniej rola wspólnoty w ośrodku Dharmy jest ogromnie ważna. Nie praktykujemy sami. Mamy przyjaciół, którzy nam pomagają; wszyscy możemy pomagać sobie nawzajem na ścieżce. Jestem przekonany, że możemy być dla siebie nawzajem inspiracją, mieć na siebie wzajemnie pozytywny wpływ i dzielić się [tym co mamy].

Zakończmy poświęceniem zasługi: oby całe rozumienie które tutaj uzyskaliśmy, stawało się coraz głębsze i oby stało się przyczyną osiągnięcia oświecenia z inspiracją Buddy, Dharmy i Sanghi dla pożytku wszystkich.