Archiwa Berzina

Buddyjskie archiwa dr. Alexandra Berzina

Wyświetl w trybie przyjaznym dla niewidomych. Skocz do nawigacji

Strona główna > Spotkanie z buddyzmem > Wstęp do buddyzmu > Podstawowe pytania na temat karmy i odrodzenia

Podstawowe pytania na temat karmy i odrodzenia

Singapur, 10 sierpnia 1988

Poprawiony fragment tekstu:
Alexander Berzin and Thubten Chodron. Glimpse of Reality.
Singapore: Amitabha Buddhist Centre, 1999.
Tłumaczenie na polski: Wiesław Kurpiewski

Pytanie: Czy teoria karmy jest naukowa i empiryczna, czy też jest przyjmowana w oparciu o wiarę?

Odpowiedź: Idea karmy jest znacząca na wiele sposobów. Jest jednak pewne nieporozumienie co do tego, czym karma jest. Niektórzy myślą, że karma oznacza los lub przeznaczenie. Jeśli kogoś potrącił samochód lub ktoś stracił w biznesie dużo pieniędzy, mówią: „No cóż, ciężki los, to jego karma”. To nie jest buddyjska idea karmy. Jest to w istocie bardziej idea woli Bożej – czegoś, czego nie rozumiemy, lub nad czym nie mamy żadnej kontroli.

W buddyzmie karma odnosi się do impulsów. W oparciu o poprzednie uczynki, jakie spełniliśmy, powstają w nas bodźce, by w pewien sposób działać teraz. Karma odnosi się do bodźca, jaki przychodzi komuś na myśl, aby zainwestować w papiery wartościowe dzień przed tym, jak stracą one lub zyskają na wartości. Komuś innemu może z kolei przyjść do głowy, by przejść przez ulicę akurat w momencie, w którym zostanie potrącony przez samochód, nie pięć minut wcześniej ani pięć minut później. Pojawienie się impulsu właśnie w takim momencie jest skutkiem jakiegoś wcześniejszego działania lub działań tej osoby. W poprzednim życiu, na przykład, osoba ta mogła kogoś torturować bądź zabić. Takie destruktywne zachowanie skutkuje tym, że popełniający je doświadcza, zazwyczaj w innym życiu, skrócenia swojego życia. Tak więc impuls, by przejść przez ulicę, pojawia się w momencie, w którym ta osoba może zostać potrącona przez samochód.

Jakaś osoba może doświadczyć impulsu, by na kogoś nakrzyczeć lub kogoś zranić. Taki impuls pochodzi z nawyków utworzonych przez uprzednie podobne zachowanie. Krzyczenie na innych lub ranienie ich buduje potencjał, skłonność i nawyk dla tego rodzaju zachowań, dlatego w przyszłości robimy to łatwiej. Wrzeszczenie w gniewie buduje jeszcze silniejszy potencjał, skłonność i nawyk do tego, by znów urządzać sceny gniewu.

Innym przykładem jest palenie papierosów. Wypalenie jednego papierosa stanowi potencjalną przyczynę dla zapalenia następnego. Stwarza także skłonność i nawyk palenia. W konsekwencji, gdy tylko okoliczności okażą się sprzyjające – czy to w tym życiu, gdy ktoś częstuje nas papierosem, czy w przyszłym, gdy jako dziecko widzimy palących ludzi – w naszym umyśle powstaje impuls, aby zapalić, i robimy to. Karma wyjaśnia, skąd ta chęć do palenia się bierze. Palenie nie tylko wytwarza mentalny impuls do powtórzenia działania, lecz wpływa też na fizyczne bodźce w ciele, na przykład, aby zachorować na raka płuc. Idea karmy ma wieloraki sens, wyjaśnia bowiem, skąd pochodzą nasze impulsy.

Pytanie: Czy czyjeś zainteresowanie i zdolność rozumienia buddyzmu mogą być predeterminowane przez karmę?

Odpowiedź: Istnieje wielka różnica pomiędzy tym, że coś jest predeterminowane, a tym, że coś da się wyjaśnić. Nasze zainteresowanie i zdolność do rozumienia buddyzmu mogą być wyjaśnione przez karmę. To znaczy: w wyniku studiów i praktyki w poprzednich życiach jesteśmy bardziej otwarci na te nauki teraz. Jeśli dobrze rozumieliśmy te nauki w przeszłości, to instynktownie będziemy je dobrze rozumieć także w tym życiu. Lub też, jeśli mieliśmy wiele zamieszania w poprzednich życiach, ten zamęt przeniesie się na to życie.

Według buddyzmu jednak nie ma predeterminacji. Nie istnieje los ani przeznaczenie, fatum. Gdy objaśnia się karmę jako impulsy, sugeruje to, że impulsy są rzeczami, które możemy wybierać, by działać albo nie działać. Na podstawie działań, jakie spełniliśmy w tym i w poprzednich życiach, możemy wyjaśnić lub przewidzieć, co może się zdarzyć w przyszłości. Wiemy, że konstruktywne uczynki przyniosą szczęśliwe skutki, a destruktywne przyniosą niepożądane konsekwencje. To jednak, jak dojrzewa specyficzny karmiczny uczynek, zależeć będzie od wielu czynników, a więc wiele rzeczy może na to wpłynąć. Weźmy analogię: jeśli podrzucimy piłkę do góry, to możemy przewidzieć, że spadnie ona na ziemię. Podobnie, w oparciu o poprzednie działania możemy przewidzieć, co zdarzy się w przyszłości. Jeśli jednak złapaliśmy piłkę, to nie spadnie ona na ziemię. Podobnie, mimo że na podstawie poprzednich uczynków możemy przewidzieć, co nastąpi w przyszłości, to nie jest czymś absolutnym, fatalistycznym, ani nie jest wyryte na kamieniu, że tylko dany skutek ma mieć miejsce. Inne skłonności, działania, okoliczności itd. mogą wpłynąć na dojrzewanie karmy.

Gdy w naszych umysłach pojawia się impuls, by coś zrobić, mamy wybór. Nie jesteśmy jak małe dzieci, które robią wszystko, co przyjdzie im do głowy. Poza wszystkim, nauczyliśmy się korzystać z toalety, nie działamy pod bezpośrednim wpływem każdego impulsu, jaki się pojawia. To samo jest prawdą co do impulsów, by powiedzieć coś, co może kogoś urazić, lub by zrobić coś okrutnego. Gdy taki impuls się pojawi, możemy wybrać: „Zrobię to czy też powstrzymam się od tego?”. Ta zdolność do refleksji i rozróżniania pomiędzy uczynkami konstruktywnymi i destruktywnymi jest tym, co odróżnia ludzkie istoty od zwierząt. Jest to wielka zaleta bycia istotą ludzką.

Tak więc, mając w umyśle dostatecznie dużo swobody, by być uważnym, gdy impulsy się pojawiają, możemy wybierać, co chcemy zrobić. Wiele miejsca w buddyjskim treningu poświęca się rozwijaniu uważności. Gdy powstrzymujemy się, stajemy się bardziej świadomi tego, co myślimy, i tego, co zamierzamy powiedzieć lub zrobić. Medytacja oddechu, w której obserwujemy wdechy i wydechy, stwarza przestrzeń do tego, by być w stanie zauważyć impulsy wtedy, gdy się pojawiają. Zaczynamy obserwować: „Pojawia się impuls do tego, by powiedzieć coś, co kogoś zrani. Gdy powiem to, spowoduje to problemy. A więc, nie powiem tego”. Możemy wybrać. Jeśli nie jesteśmy uważni, mamy taki przypływ myśli i impulsów, że nie korzystamy ze sposobności, by wybrać mądrze. Po prostu działamy popychani impulsami, a to często sprowadza na nas kłopoty.

Tak więc nie możemy powiedzieć, że wszystko – tak jak nasze rozumienie i otwartość dla dharmy – jest predeterminowane. Możemy to przewidzieć, lecz mamy także otwarte możliwości, by być w stanie to zmienić.

Pytanie: Czy ludzie o innych wierzeniach religijnych także doświadczają karmy?

Odpowiedź: Tak. Ktoś nie musi wierzyć w karmę, by jej doświadczyć. Jeżeli uderzymy się w stopę, nie musimy wierzyć w przyczynę i skutek, by odczuć ból. Nawet, jeśli myślimy, że trucizna jest smakowitym napojem, gdy wypijemy ją, zachorujemy. Podobnie, jeśli działamy w pewien sposób, to skutek tego działania przyjdzie niezależnie od tego, czy wierzymy w przyczynę i skutek, czy nie.

Pytanie: Czy jestem kontynuacją kogoś innego, kto żył przede mną? Czy buddyjska teoria odrodzenia jest metafizyczną, czy naukową teorią? Powiedziałeś, że buddyzm jest racjonalny i naukowy. Czy odnosi się to także do odrodzenia?

Odpowiedź: Jest tu kilka punktów. Jeden to: jak możemy dowieść czegoś w sposób naukowy? To pytanie wywołuje temat, jak prawomocnie znamy rzeczy? Według nauk buddyjskich rzeczy mogą być prawomocnie poznane na dwa sposoby: przez bezpośrednie postrzeganie i przez wnioskowanie. Przeprowadzając eksperyment w laboratorium, możemy rozstrzygnąć o istnieniu czegoś dzięki bezpośredniemu spostrzeganiu; znamy to po prostu za pomocą naszych zmysłów. Jednak pewnych rzeczy nie możemy teraz poznać za pomocą bezpośredniego postrzegania Musimy polegać na logice, rozumowaniu i wnioskowaniu. Odrodzenia jest bardzo trudno dowieść za pomocą bezpośredniego postrzegania zmysłowego, chociaż istnieje opowieść o pewnym buddyjskim nauczycielu, który dawno temu w Indiach umarł, odrodził się i powiedział: „Oto znowu jestem ”, aby dowieść królowi, że odrodzenie istnieje. Jest wiele przypadków ludzi, którzy pamiętają swoje poprzednie życia, i którzy mogą zidentyfikować albo swoje osobiste rzeczy, albo ludzi, których wcześniej znali.

Zostawiając na boku takie historie, istnieje także czytelna logika odrodzenia. Jego Świątobliwość Dalaj Lama powiedział, że jeśli pewne punkty nauczania nie odpowiadają rzeczywistości, to jest gotów usunąć je z buddyzmu. Odnosi się to także do odrodzenia. Faktycznie, w tym kontekście wypowiedział on oryginalne stwierdzenie. Jeśli naukowcy mogą dowieść, że odrodzenie nie istnieje, to będziemy musieli zarzucić przekonanie, że jest to prawda. Gdyby jednak naukowcy nie byli w stanie wykazać jego fałszywości, to – ponieważ posługują się oni logiką i metodą naukową, która jest otwarta na rozumienie nowych rzeczy – muszą zbadać, czy ono istnieje. Aby dowieść, że odrodzenie nie istnieje, musieliby odkryć jego nieistnienie. Tylko powiedzieć „ Odrodzenie nie istnieje, ponieważ nie widzę go na własne oczy”, nie jest odkryciem nieistnienia odrodzenia. Istnieje wiele rzeczy, których nie możemy widzieć naszymi oczyma.

Jeśli naukowcy nie mogą dowieść nieistnienia odrodzenia, to wypadałoby, żeby zbadali, czy odrodzenie istnieje faktycznie. Naukową metodą jest wysunięcie teorii opartej na pewnych danych, a następnie sprawdzenie, czy może ona zostać uzasadniona. Zatem, patrzymy na dane. Na przykład, zauważamy, że niemowlęta nie rodzą się niczym niezapisane kasety. Mają pewne nawyki oraz cechy osobowościowe, zauważalne nawet w bardzo wczesnym okresie. Skąd one się biorą?

Nie ma sensu stwierdzenie, że pochodzą one po prostu z wcześniejszych stadiów kontynuacji fizycznych substancji rodziców, spermy i jajeczka. Nie każde połączone sperma i jajeczko zagnieżdżają się w macicy, aby rozwinąć się w płód. Co powoduje różnicę między sytuacją, gdy rozwijają się one w dziecko, a sytuacją, w której nie rozwijają się? Co faktycznie stanowi przyczynę różnych skłonności i instynktów u dziecka? Możemy powiedzieć, że są to DNA i geny. To jest fizyczna strona sprawy. Nikt nie zaprzecza, że jest fizyczny aspekt tego, jak dziecko zaczyna istnieć. Co jednak ze stroną przeżyciową? Jakie jest wyjaśnienie dla umysłu?

Angielskie słowo umysł (mind) nie ma takiego samego znaczenia jak sanskryckie i tybetańskie terminy, które ono ma oddawać. W językach oryginalnych „umysł” odnosi się raczej do mentalnej aktywności albo mentalnych zdarzeń niż do czegoś, co wykonuje tę aktywność. Aktywnością lub zdarzeniem jest poznawcze powstawanie pewnych rzeczy – myśli, widoków, dźwięków, emocji, odczuć itd. – i poznawcze zaangażowanie w nie – postrzeganie ich, słyszenie ich, rozumienie, a nawet ich niezrozumienie. Te dwie cechy charakteryzujące umysł są zazwyczaj oddawane jako „jasność” i „ świadomość”, lecz te angielskie słowa także są mylące.

Skąd bierze się ta mentalna aktywność powstawania i zaangażowania w poznawcze obiekty u indywidualnej istoty? Nie mówimy tu o tym, skąd bierze się ciało, gdyż jest oczywiste, że od rodziców. Nie mówimy o inteligencji itd., ponieważ także możemy podać argument, że istnieje jego genetyczna podstawa. Powiedzieć jednak, że czyjeś upodobanie do lodów czekoladowych pochodzi od genów rodziców, jest pójściem za daleko.

Możemy powiedzieć, że niektóre z naszych zainteresowań mogły powstać pod wpływem naszych rodzin czy ekonomicznych lub społecznych warunków, w jakich się znajdujemy. Te czynniki niewątpliwie mają jakiś wpływ, lecz trudno jest wyjaśnić w ten sposób absolutnie wszystko, co robimy. Dlaczego, na przykład, jeszcze jako dziecko zainteresowałem się jogą? Nikt w mojej rodzinie ani w społeczeństwie nie interesował się tym. Tam, gdzie mieszkałem, dostępne były pewne książki na ten temat, mógłbyś więc powiedzieć, że istniał pewien społeczny wpływ, ale dlaczego zainteresowałem się akurat tą a nie inną specyficzną książką o hatha jodze? Dlaczego właśnie ją wziąłem do ręki? To inna sprawa.

Odkładając wszystkie te rzeczy na bok, powróćmy do głównego pytania: skąd bierze się aktywność powstawania poznawczych obiektów i poznawcze zaangażowania w nie? Skąd ta zdolność do postrzegania pochodzi? Skąd bierze się iskra życia? Co sprawia, że połączone sperma i jajeczko faktycznie mają życie? Co powoduje, że stają się one ludzką istotą? Co jest tym, co pozwala na powstawanie takich rzeczy jak myśli i widoki, i co powoduje poznawcze zaangażowanie w nie, będące przeżyciowym wymiarem chemicznej i elektrycznej aktywności mózgu?

Trudno jest powiedzieć, że mentalna aktywność niemowlęcia pochodzi od rodziców, gdyby bowiem tak było, to w jaki sposób miałaby ona pochodzić od rodziców? Musiałby działać tu pewien mechanizm. Czy ta iskra życia – charakteryzowana przez świadomość rzeczy – pochodzi od rodziców w ten sam sposób, co sperma i jajeczko? Czy pochodzi ona z orgazmu? Z owulacji? Czy ze spermy? Z jajeczka? Jeśli nie potrafimy logicznie, naukowo wskazać, w jaki sposób pochodzi ona od rodziców, to musimy poszukać innej odpowiedzi.

Patrząc od strony czysto logicznej widzimy, że wszystkie funkcjonalne zjawiska pochodzą ze swoich własnych kontinuów, z poprzednich momentów czegoś z tej samej kategorii zjawisk. Na przykład, zjawisko fizyczne, materia lub energia, pochodzi z poprzedniego momentu tej materii lub energii. Jest to kontinuum.

Weźmy gniew dla przykładu. Możemy mówić o fizycznej energii, jaką odczuwamy, gdy jesteśmy zagniewani; to jedna rzecz. Rozważmy jednak mentalną aktywność doświadczania gniewu – doświadczenie powstawania tej emocji oraz świadome lub nieświadome przeżywanie jej. Doświadczenie gniewu przez jakąś jednostkę ma własne poprzedzające je momenty kontinuum w obrębie tego życia, lecz skąd wzięło się ono przed nim? Musi pochodzić albo od rodziców, ale nie widać mechanizmu opisującego, jak to się dzieje, albo od Boga stwórcy. Niektórym przysparza problemów logiczna niespójność tkwiąca w wyjaśnieniu, jak istota wszechmocna stwarza. By jej uniknąć, alternatywnie można by powiedzieć, że pierwszy moment gniewu w czyimś życiu pochodzi z wcześniejszego momentu jego własnego kontinuum. Teoria reinkarnacji wyjaśnia właśnie to.

Możemy próbować zrozumieć odrodzenie przez analogię z filmem. Tak jak film jest ciągłością filmowych klatek, nasze mentalne kontinuua lub umysły-strumienie są ciągłościami zawsze zmieniających się momentów świadomości zjawisk w obrębie jednego życia i z jednego życia do następnego. Nie ma solidnego, dającego się znaleźć bytu, takiego jak „to ja” lub „mój umysł”, który uzyskuje odrodzenie. Odrodzenie nie przypomina analogii ze statuetką ustawioną na taśmie transportowej, przesuwającą się z jednego życia do następnego. Jest raczej jak film – czymś, co się nieustannie zmienia. Każda klatka jest inna, lecz jest w tym ciągłość. Jedna klatka wiąże się z następną. Podobnie, jest nieustannie zmieniająca się ciągłość momentów świadomości zjawisk, nawet jeśli niektóre z tych momentów są nieświadome. Ponadto, tak jak wszystkie filmy nie są tym samym filmem, chociaż wszystkie one są filmami, podobnie wszystkie mentalne kontinua albo „umysły” nie są jednym umysłem. Istnieje niezliczona ilość indywidualnych strumieni ciągłości świadomości zjawisk.

To są argumenty, z którymi zaczynamy badanie z naukowego i racjonalnego punktu widzenia. Jeśli teoria ma logiczny sens, to możemy poważniej spojrzeć na fakt, że są ludzie, którzy pamiętają swoje poprzednie życia. W ten sposób badamy istnienie odrodzenia z naukowym podejściem.

Pytanie: Buddyzm mówi, że nie ma duszy ani „ja”. Co się zatem odradza?

Odpowiedź: I znów, analogia do jakiejś duszy, niczym konkretnej statui lub osoby podróżującej na taśmie z jednego życia do innego, nie jest analogią dla odrodzenia. Taśma transportowa reprezentuje tutaj czas, a cały obraz sugeruje pewną solidną rzecz, ustaloną osobowość lub duszę zwaną „ja”, przesuwającą się w czasie: „Teraz ja jestem młody, teraz jestem stary, teraz ja jestem w tym życiu, teraz ja jestem w tamtym życiu”. To nie jest buddyjska koncepcja odrodzenia. Raczej analogią jest tu film. Istnieje ciągłość w filmie, klatki tworzą ciągłość.

Buddyzm nie mówi też, że ja staję się tobą, lub że wszyscy jesteśmy jednym. Gdybyśmy wszyscy byli jednym, a ja byłbym tobą, to jeśli obaj jesteśmy głodni, ty możesz poczekać w samochodzie, gdy ja pójdę zjeść. To nie jest tak. Każdy z nas ma swój własny indywidualny strumień ciągłości. Sekwencje scen w moim filmie nie mogą zamienić się na twój film, lecz nasze życia kontynuują się tak jak filmy w takim sensie, że nie są one czymś konkretnym i ustalonym. Życie przechodzi od jednej klatki do innej. Formuje sekwencje zgodnie z karmą i w ten sposób tworzy ciągłość.

Pytanie: W jaki sposób różne impulsy są gromadzone w umyśle, i jak powstają?

Odpowiedź: Jest to nieco skomplikowane. Działamy w pewien sposób, na przykład, palimy papierosy. Ponieważ z wypaleniem papierosa wiąże się pewna energia, czynność ta działa jako pewien potencjał lub siła, by wypalić następnego. Występuje tu postać zwykłej energii, która zanika, gdy kończy się działanie, lecz istnieje także subtelna energia, która jest potencjalną energią do powtórzenia działania. Ta subtelna energia potencjału, by zapalić, jest przenoszona wraz z najsubtelniejszą energią, która towarzyszy najbardziej subtelnemu umysłowi, przechodzącemu z życia na życie. Mówiąc najprościej, najbardziej subtelny umysł odnosi się do najbardziej subtelnego poziomu aktywności jasności i świadomości, podczas gdy najbardziej subtelna energia odnosi się do bardzo subtelnej podtrzymującej-życie energii, która podtrzymuje tę aktywność. Razem tworzą one to, co możemy nazwać „iskrą życia”. Są one tym, co przechodzi z jednego życia do następnego. Karmiczne potencjały są przenoszone razem z tą iskrą życia.

Przenoszone są także skłonności i nawyki, ale one nie są czymś fizycznym. Co to jest nawyk? Mamy, na przykład, nawyk picia herbaty. Piliśmy herbatę dziś rano, wczoraj rano, piliśmy w poprzednie dni. Ten nawyk nie jest nie jest fizyczną szklanką herbaty, nie jest też powiedzeniem naszego umysłu: „Napij się herbaty”. Jest to tylko sekwencja podobnych zdarzeń – picia wiele razy herbaty. Na podstawie tej sekwencji zdarzeń, przy pewnym sposobie wyrażania się mówimy, lub „ przypisujemy”, że jest nawyk picia herbaty. Etykietujemy tę sekwencję: „nawyk picia herbaty”. Nawyk nie jest czymś fizycznym, lecz raczej abstrakcją skonstruowaną z pewnego sposobu mówienia o następstwie podobnych zdarzeń. Na tej podstawie możemy przewidywać, że w przyszłości zdarzy się coś podobnego.

Gdy mówimy o nawykach, instynktach czy skłonnościach, które będą kontynuowane w przyszłości, to jest to coś podobnego. Nie ma tu kontynuacji niczego fizycznego. Jednak w oparciu o momenty mentalnego kontinuum, możemy powiedzieć, że w tym czasie i w innym czasie zachodzą przypadki podobne, a zatem takie przypadki będą zachodzić w przyszłości.

Pytanie: Jeśli życie jest związane z przechodzeniem świadomości, to czy jest jakiś początek?

Odpowiedź: Buddyzm uczy, że nie istnieje początek. Początek jest nielogiczny. Kontinua materii, energii i indywidualnych umysłów są bezpoczątkowe. Gdyby miały one początek, to skąd ten początek by się brał? Co było przed początkiem?

Niektórzy ludzie mówią: „Potrzebujemy początku. Zatem, Bóg stworzył wszystko”. Głoszą Boga kreatora, któremu nadaje się różne nazwy w różnych religiach. Pytaniem, jakie buddysta zadałby, jest: „Skąd Bóg pochodzi?”, „Czy Bóg ma początek?” Na to, albo musieliby odpowiedzieć, że Bóg jest bezpoczątkowy, a wtedy dyskutujący buddysta powiedziałby: „Ach tak, a więc jest bezpoczątkowość”, albo też musieliby wskazać coś lub kogoś, co stworzyło Boga, co zaprzeczyłoby ich własnej filozofii.

Ateista mówi: „Nie ma Boga. Wszystko pochodzi z niczego. Wszechświat wyewoluował z niczego. Nasze mentalne kontinua biorą się z niczego”. Wtedy pytamy: „Skąd nic pochodzi?” Oni mówią: „To nic jest zawsze wokół. Zawsze było nic. To nic nie ma początku”. Wtedy znów wracamy do bezpoczątkowości. Niezależnie od tego, jakie padną odpowiedzi, wracamy do bezpoczątkowości.

Jeśli więc bezpoczątkowość jest jedyną logiczną konkluzją do jakiej możemy dojść, to badamy: „ Czy dla czegoś, co funkcjonuje, jest możliwe, żeby pochodziło z niczego? Jak nic może wytworzyć coś?” To nie ma żadnego sensu; rzeczy potrzebują mieć przyczyny. Czy inne wyjaśnienie, takie, że jest kreator, ma sens? Powinniśmy bliżej przyjrzeć się temu stwierdzeniu. Na przykład, jeśli wszechmocna istota lub nawet, jeśli czysto fizyczny Big Bang stworzył wszystko, to czy kreacja w pewnym momencie zaszła z powodu wpływu motywacji, celu czy okoliczności? Jeśli tak, to to, co wpłynęło na kreację wszystkiego, istniało przed kreacją wszystkiego, a to nie ma sensu. Jeśli stwórca jest zarówno współczujący, jak i nie ma początku, jak mógłby taki stwórca stworzyć współczucie? Współczucie już istniało.

Trzecią możliwością do rozważenia jest: czy rzeczy mają kontynuację bez początku? To jest podejście bardziej naukowe, które zgadza się z ideą, że materia nie jest ani stwarzana, ani niszczona, jest tylko przekształcana. Tak samo jest z indywidualnymi mentalnymi kontinuami. Nie ma początku, a wszystko transformuje się zależnie, z powodu przyczyn i warunków.

Pytanie: Budda powiedział swoim uczniom, że nie jest Bogiem. Jeśli tak jest, to jaką rolę w buddyzmie pełni modlitwa?

Odpowiedź: Główną kwestią dotyczącą modlitwy jest pytanie ‘Czy jest możliwe, by ktoś inny wyeliminował nasze cierpienia i problemy?’ Budda powiedział, że nikt nie może pozbawić nas wszystkich naszych problemów w taki sposób, w jaki można chwycić królika za uszy i wyciągnąć go z opresji. To nie jest możliwe. Musimy wziąć odpowiedzialność za to, co się z nami dzieje. Zatem, jeśli pragniemy stworzyć przyczyny szczęścia oraz uniknąć przyczyn problemów, potrzebujemy postępować w sposób czysty moralnie i etycznie. Jeśli chcemy, by nasze życie było lepsze, od nas zależy zmiana naszego zachowania i postawy, aby wpłynąć na to, co będzie mieć miejsce w przyszłości.

Gdy w buddyzmie modlimy się, nie prosimy: „Buddo, proszę, obym miał Mercedesa!”. Nikt w niebie nie może nam tego zagwarantować. Raczej przy pomocy modlitwy formułujemy mocne życzenie, by coś się zdarzyło. Nasza postawa i uczynki sprawiają, że to się zdarzy. Tym niemniej, Buddowie i bodhisattwowie mogą nas inspirować.

Nieraz słowo na „inspirację” jest oddawane jako „ błogosławieństwo”, lecz nie jest to dobry przekład. Buddowie i bodhisattwowie mogą inspirować nas swoim przykładem. Mogą oni nauczyć lub pokazać nam drogę, lecz przejść ją musimy sami. Tak jak w powiedzeniu: „Możesz doprowadzić konia do wodopoju, ale nie możesz za konia pić”. Koń musi napić się sam. Podobnie, potrzebujemy podążać ścieżką sami i sami osiągnąć urzeczywistnienie, aby usunąć swoje problemy. Nie możemy przerzucać tej odpowiedzialności na zewnętrzną, wszechmocną istotę, myśląc: „Ty jesteś wszechmocny, zrób to za mnie. Oddaje siebie w twoje ręce”. W buddyzmie szukamy u Buddów raczej inspiracji, by zbudowali nas swoim przykładem. Swoją inspiracją i naukami pomagają nam i nas prowadzą. Ze swojej strony jednak potrzebujemy rozwinąć potencjał, aby ich inspirację przyjąć. Podstawową pracę musimy wykonać sami.

Wiele odnoszących się do buddyzmu nieporozumień bierze się z powodu kiepskiego przekładu buddyjskich terminów i pojęć na angielski i inne obce języki. Na przykład wiele z terminów translacyjnych stosowanych do przekładu na język angielski zostało ukutych przez kompilatorów buddyjskich słowników w ostatnim stuleciu, a nawet wcześniej. Ci wcześni uczeni, którzy wywodzili się często z kregów misjonarzy bądź też mieli wiktoriańskie wykształcenie, dobierali do słowników terminy, które wiązały się z ich własnym wychowaniem. Wiele słów, jakie wybrali, nie oddaje poprawnie tych znaczeń, jakie są zamierzone w buddyzmie. Gdy te słowa czytamy, myślimy, że znaczą one to samo, co w chrześcijańskim albo wiktoriańskim kontekście, podczas gdy w istocie, nie znaczą tego samego.

Przykładami są słowa: błogosławieństwo, grzech, cnotliwy, niecnotliwy, spowiedź itd. W chrześcijaństwie mają one znaczenie pewnego rodzaju osądu moralnego, nagrody i kary. Jednakże buddyjska koncepcja nie jest taka w ogóle. Podobnie jest ze słowem błogosławić. Słowa te pochodzą z odmiennego tła kulturowego. Zatem, przy studiowaniu buddyzmu jest bardzo ważne, by wyjaśnić, tak bardzo jak jest to możliwe, kulturowe uwarunkowanie słów, których wcześniej używali tłumacze. Byli oni wielkimi pionierami buddyjskich studiów i powinniśmy być im wdzięczni za ich ogromny wysiłek. Obecnie jednak, potrzebujemy powrócić jeszcze raz do oryginalnych języków tekstów i rozumieć buddyjskie pojęcia za pomocą ich definicji w tych językach, oraz oddawać je przez angielskie słowa lub zwroty, które odpowiadają tym znaczeniom.

Pytanie: Co buddyzm mówi o teorii ewolucji Darwina?

Odpowiedź: Teoria Darwina odnosi się do ewolucji możliwych ciał, w jakich mentalne kontinua mogą przyjmować odrodzenie przez kilka okresów w historii Ziemi. Nie opisuje ona ewolucji ciał, jakie indywidualne mentalne kontinua przyjmą w następnych życiach. Jest wielka różnica pomiędzy rzeczywistymi formami życia na tej planecie a ciągłością umysłów-strumieni, które się w nich odradzają.

Pewne dotyczące ewolucji wyjaśnienia w buddyjskich tekstach mogą wydać się nam nieco dziwne. Mówią one o istotach z przeszłości, które znajdowały się w lepszej sytuacji niż my, a która się następnie pogorszyła. To, czy jest to prawda, czy nie, wymaga zbadania. Nie wszystko, czego Budda i jego uczniowie nauczali, może być potwierdzone przez naukę, a to, co nie może, Jego Świątobliwość Dalaj Lama chce odłożyć na bok. Ze szczególnych powodów mistrzowie mogli udzielać pozornie dziwnych wyjaśnień, nie mając na myśli, by były one brane dosłownie. Mogli wskazywać różne socjologiczne albo psychologiczne prawdy.

Tym niemniej, w kontekście samej ewolucji, żyły swego czasu dinozaury, obecnie są one wymarłe. Nie ma już więcej w istotach karmy czy impulsów do odrodzenia się na tej planecie jako dinozaury. Istnieją teraz inne, dostępne dla umysłów-strumieni, fizyczne podstawy do wcielenia. Nie jest to sprzeczne z buddyjskimi wyjaśnieniami, gdyż dostępne dla odrodzenia fizyczne podstawy zmieniają się z biegiem czasu.

Podczas dyskusji, jaką Jego Świątobliwość Dalaj Lama prowadził z naukowcami, zapytano go, czy komputery mogłyby stać się czującymi istotami. Czy pewnego dnia komputery mogłyby mieć umysły? Odpowiedział w interesujący sposób, stwierdzając, że jeśli komputer lub robot osiągnie punkt, w którym będzie dostatecznie skomplikowany, by służyć jako podstawa dla mentalnego kontinuum, to nie ma powodu dla którego umysł-strumień nie mógłby połączyć się z czysto nieorganiczną maszyną jako fizyczną podstawą dla jednego ze swoich żyć. To jest nawet bardziej dalekosiężne myślenie niż teoria Darwina!

To nie jest stwierdzenie, że komputer jest umysłem. To nie jest powiedzenie, że sztucznie możemy stworzyć umysł w komputerze. Jednak, jeśli komputer jest dostatecznie skomplikowany, umysł-strumień mógłby połączyć się z nim, biorąc go jako swoją fizyczną podstawę.

Takie daleko sięgające myśli sprawiają, że ludzie współcześni ekscytują się i interesują buddyzmem. Buddyści są śmiali, chcą podejmować dyskusję z naukowcami i zmierzyć się z różnymi popularnymi w dzisiejszym świecie zagadnieniami. Buddyzm jest żywy i dynamiczny w taki sposób. Nie tylko dysponuje pochodzącą od Buddy starożytną wiedzą przekazywaną w nieprzerwanej linii, lecz jest żywy i zajmuje się zagadnieniami współczesności i przyszłości.

Pytanie: Co się dzieje z umysłem-strumieniem, gdy jakaś osoba staje się Buddą?

Odpowiedź: Zanim na to pytanie odpowiem, muszę wyjaśnić, że Budda nauczał wielu ludzi. Nie każdy jest taki sam. Mamy różne skłonności i zdolności. Budda był wyjątkowo umiejętny i udzielił rozmaitych nauk, tak żeby każda osoba znalazła podejście odpowiednie do jego lub jej charakteru i usposobienia. I tak, głównymi tradycjami buddyjskich nauk są: hinajana dla praktykujących o skromnym nastawieniu, i mahajana dla praktykujących o rozległym sposobie podejścia. Z osiemnastu szkół hinajany, które istniały w czasach starożytnych, therawada jest jedyną, jaka dzisiaj pozostała.

Gdyby Budda miał powiedzieć do kogoś, kogo aspiracje i cel są umiarkowane, że umysł-strumień każdego trwa zawsze, taka osoba mogłaby się zniechęcić. Niektórzy ludzie są owładnięci swoimi własnymi problemami, a zatem, to im Budda powiedział: „Możecie uwolnić się od swoich problemów, stać się wyzwoloną istotą – arhatem – i osiągnąć nirwanę. Gdy umrzecie, osiągniecie parinirwanę. Wtedy wasz umysł-strumień dobiegnie kresu, tak jak świeca gaśnie, gdy wosk się wyczerpie”. Dla takiej osoby wyjaśnienie tego rodzaju będzie bardzo zachęcające, bowiem pragnie ona uciec z cyklu nieustannie powtarzających się problemów i odradzania, i nie musieć więcej się trudzić. Tak więc, jest to skuteczne dla tego rodzaju osoby. Proszę jednak zauważyć, że Budda nie nauczał, że w końcu wszystkie umysły-strumienie staną się jednym, jak strumienie wody mieszające się w oceanie. To jest wyjaśnienie hinduizmu.

Osobie o rozległym sposobie podejścia Budda powiedziałby: „Udzieliłem poprzednich wyjaśnień, aby przynieść pożytek tym, którzy są skromni. Jednakże nie traktowałem tego, co wyjaśniłem, dosłownie, ponieważ faktycznie umysł-strumień ma nieustanną kontynuację . Po tym, gdy wyeliminowałeś swoje problemy i osiągnąłeś nirwanę, jakość twojego umysłu zmienia się. Kontynuacja twojego umysłu nie będzie już stwarzać kłopotów, jak przedtem”. Tak więc, ludziom o rozległym nastawieniu na cel – osiągnięcie oświecenia, Budda wyjaśnił, że w istocie, umysł-strumień trwa zawsze, bez początku i bez końca. Gdy oświecone istoty opuszczają swoje obecne ciała, ich umysły-strumienie nadal trwają.

To jest różnica pomiędzy arhatami, wyzwolonymi istotami, które osiągnęły nirwanę, a Buddami, którzy są w pełni oświeceni. Podczas gdy arhaci są wolni od swoich problemów, cierpienia i jego przyczyn, Buddowie przezwyciężyli wszystkie swoje ograniczenia i urzeczywistnili wszystkie swoje potencjały po to, by przynosić pożytek każdemu na najbardziej efektywne sposoby.

Pytanie: Czy stan nirwany jest trwały? Gdy osiągamy oświecenie, uzyskujemy stan spokoju, który nie jest ani szczęśliwy, ani smutny. Czy nie jest to raczej nudne?

Odpowiedź: Musimy być ostrożni co do tego, w jaki sposób używamy słowa trwały. Czasami ma ono znaczenie bycia statycznym i nigdy nie zmieniania się. Innym znaczeniem „trwały” jest trwały na zawsze. Gdy osiągamy nirwanę, wyzbyliśmy się wszystkich naszych problemów. Ten stan trwa na zawsze – gdy tylko problemy zniknęły, odeszły i nie wrócą. Także sytuacja, w której wszystkie ograniczenia odeszły, nie zmienia się; to zawsze tak będzie. Nie możemy jednak przyjąć idei, że ponieważ nirwana jest trwała, to dlatego jest solidna i konkretna, i że nie robimy w niej nic. To nie jest tak. Gdy osiągnęliśmy nirwanę, możemy kontynuować pomaganie innym i robić różne rzeczy. Nirwana nie jest trwała w tym sensie, że wszelka aktywność ustaje i nic się nie wydarza. Musimy być nieco bardziej dokładni co do użycia słowa trwały i być świadomi jego konotacji. Sam stan nirwany nie zmienia się; osiągnięcie pokonania naszych ograniczeń nie zmienia się, trwa ono zawsze. Osoba, która osiągnęła taki stan, kontynuuje jednak aktywność.

„Spokój” także ma kilka konotacji. Może oznaczać neutralne uczucie bycia ani szczęśliwym, ani nieszczęśliwym, lecz nie jest to tym, czego Buddowie doświadczają. Niektórzy z wyższych bogów doświadczają wchłonięcia w głębokie medytacyjne transy, które są poza odczuciami szczęścia i smutku; w tych transach doświadczają całkowicie neutralnych odczuć. Buddowie uwalniają się także od takich neutralnych uczuć, ponieważ wiążą się one z dezorientacją. Gdy pozbywamy się wszystkich problemów i ograniczeń, uwalniamy olbrzymią ilość energii, która wcześniej była związana przez neurozy, niepokoje i zmartwienia. Doświadczamy uwolnienia całej tej energii niezwiązanej z żadnym zamieszaniem jako wyjątkowo błogiej. Jest to całkowicie różne od zwykłego szczęścia związanego z zamieszaniem, i zupełnie nie jest neutralne ani nudne.

Inne użycie słowa spokój odnosi się do Buddów mających równe podejście do każdego. Tutaj spokój nie oznacza indyferencji, lecz posiadanie takiej samej postawy troski i zainteresowania dla wszystkich. Buddowie nie faworyzują jednych ani nie ignorują lub nie lubią innych.